O autorze
Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w latach 2005 - 2011. Liderka Białego Miasteczka - jednego z największych protestów pracowniczych ostatniego ćwierćwiecza. Członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno - Społecznego, organu opiniującego działania Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych - trzeciej co do wielkości reprezentatywnej centrali związkowej zrzeszającej ponad 300 tysięcy członków. Wiceprzewodnicząca Rady Dialogu Społecznego.

Testament "Solidarności"

Przeżyłam szok. Na posiedzeniu plenarnym Rady Dialogu Społecznego pojawił się wicepremier Morawiecki, który postanowił oczarować związki zawodowe i organizacje pracodawców projektem ustawy budżetowej na rok 2018. Zanim przejdę do szczegółów - nasz TURBOminister na pewno miał dobre intencje, to było zresztą widać i słychać, ale niestety wyszło trochę tak jak zwykle - mówił do nas jak do małych dzieci, które jeszcze nie wiedzą, że 2+2=4. W całym tym wywodzie prowadzonym w iście „amwayowskim” stylu padło kilka sformułowań, które wbiło mnie w siedzenie, jak gdybym zupełnie wbrew sobie pędziła na rollercoasterze. Jedno z nich szczególnie mnie uderzyło.


Otóż, Morawiecki na pewno ma jeden powód do dumy - uszczelnienie VAT to duża sprawa. Natomiast już ściągalność podatku CIT pozostawia wiele do życzenia. Według wicepremiera Morawieckiego jest tak dobrze jak jeszcze nigdy nie było, w szczególności odnosi się to ośmiu lat rządów PO i PSL. Prezentacja szefa resortu rozwoju to nieustanne, maniakalne wręcz dodawanie słowa „ambitne” oraz sformułowania „nie mam przed Państwem nic do ukrycia”. I tak w kółko. Podsumowując - wiem, że projekt ustawy budżetowej by PiS jest ambitny, a minister skonstruował prezentację w maksymalnie nieczytelny sposób dlatego, że przecież nie ma przed nami, społeczeństwem nic do ukrycia.


W całym tym galimatiasie zbudowanym z PR - u, liczb i wykresów jedna z postawionych przez Morawieckiego tez wybrzmiewa szczególnie mocno - „wypełniliśmy testament Solidarności z lat 80 - tych”. Jeszcze raz - WYPEŁNILIŚMY testament Solidarności z lat 80 - tych. Drodzy czytelnicy, nie wiem jak Wam, ale mi zwyczajnie, po ludzku opadła szczęka. Solidarność lat 80 - tych walczyła przede wszystkim o prawa pracownicze i demokratyzację państwa. I oczywiście obiektywnie rzecz ujmując PiS ucywilizował rynek pracy, ale w wymiarze kosmetycznym. Podniesienie płacy minimalnej, wprowadzenie stawki godzinowej - okej, to było ważne. Istotne były również zmiany obejmujące Agencje Pracy Tymczasowej. Powołano Komisję Kodyfikacyjną. Trochę tego jest. Ale z drugiej strony - zawody medyczne nigdy nie były tak wyzyskiwane przez system jak teraz. Pielęgniarki, Ratownicy Medyczni, Lekarze Rezydenci nigdy nie pracowali tak dużo za tak mało. Jestem ciekawa jakby zareagowali gdyby usłyszeli, że praca po 300 godzin w miesiącu na wymuszonym kontrakcie za marny grosz to jest wypełnienie testamentu „Solidarności” z lat 80-tych.


Poza tym, działaczki i działacze PIERWSZEJ SOLIDARNOŚCI walczyli o państwo, o którym można będzie i w efekcie można było powiedzieć - We, The People. Czy dziś, w 2017 roku ktoś z ręką na sercu byłby w stanie wypowiedzieć te słowa? Nie. Wystarczy popatrzeć na Kaczyńskiego i Pawłowicz, a z drugiej strony na Neumanna i Petru. Nawet lewica ze sobą nie rozmawia - Razem nie rozmawia z SLD. Każdy jest przede wszystkim przeciwko komuś. Nie ma już #wethepeople, a więc nie ma mowy o wypełnieniu testamentu „S” z lat 80-tych.


I nie chodzi tu o personalia - #wethepeople oznacza w efekcie, że o państwie stanowi zjednoczony naród, co w fundamentalny sposób zmienia jakość i wielkość kapitału społecznego zaufania. Dziś tego zaufania nie ma. Nie znamy swoich sąsiadek i sąsiadów. Mieszkamy za szlabanami. Boimy się wszystkich i wszystkiego co obce. Boimy się siebie nawzajem. Strach przeradza się w nienawiść, z kolei narzędziem do wyrażania nienawiści jest przemoc. Ta jest z kolei zaraźliwa. 14 - letni Kacper popełnił samobójstwo, bo jego rówieśnicy zostali w wychowani w przekonaniu, że należy się bać tego co ich rodzice uważają za inne. To jest jeden z najbardziej drastycznych przykładów deficytu kapitału społecznego zaufania.

Ostatnio, w NaTemat obalałam mity o tym, że gospodarka tak wspaniale się rozwija, że mamy rynek pracownika, płace rosną, a nasze dzieci czeka bezpieczna przyszłość.Oczywiście, wicepremier Morawiecki wszystkie te mity z wielkim samozadowoleniem nadal lansuje i nikt mu w tym nie przeszkadza. Opozycja po prostu skapitulowała. O tym już też zresztą pisałam. Słuchając Morawieckiego zastanawiałam się o co zapytałaby go osoba pracująca jedynie w oparciu o umowę cywilnoprawną (przypominam co w tej sprawie mówi GUS - takich osób jest niespełna 4,6 miliona). Dlaczego akurat piszę o osobie, która pracuje na tzw. śmieciówce? Bo po ostatnich kilku wpisach, które dotyczyły szkodliwości umów cywilnoprawnych usłyszałam kilka argumentów, obok których nie da się przejść obojętnie. Argumenty te wysuwają w szczególności ludzie młodzi, przedstawiciele nowego pokolenia pracownic i pracowników.

Oni wręcz uciekają od umów o pracę. Dlaczego? Bo kochają elastyczny czas pracy? Nie potrzebują urlopów, chorobowego? Chcą mieć więcej na rękę? Nie. Oni po prostu nie chcą mieć z polskim państwem i jego instytucjami nic wspólnego. Dla nich każda złotówka odprowadzana od zarobionej kwoty brutto to stracony pieniądz. Dla nich politycy to złodzieje i przekręty. Według nich Państwo źle zarządza pieniędzmi publicznymi, trwoniąc je i zapychając kieszenie kolegów z partii, spółek skarbu państwa itd. W mojej ocenie nie są to ani antysystemowcy, ani skrajni liberałowie. Są to młodzi ludzie, z którymi Państwo przez 2X, 3X at nie spróbowało zbudować rzetelnych relacji.

Uważam, że odbudowa kapitału społecznego to ważny dla ruchu związkowego postulat. Bez wzajemnego zaufania nie uczynimy rynku pracy bardziej bezpiecznym. Państwo, a przede wszystkim ktoś taki jak wicepremier Morawiecki czy minister Rafalska powinni sobie zdawać z tego sprawę. Państwo polskie powinno działać w tym obszarze ambitnie nie mając przed obywatelami nic do ukrycia. Bardziej niż nowomowy Morawieckiego potrzebujemy prostych komunikatów - z Waszych podatków zamierzamy zrobić to, to i to. Wasze PIT - y poszły między innymi na to, na to, na to i na to. Chodzi o kilka przykładów, aby młode pokolenie dostrzegło, że zaufanie ma sens. Czy zdarzyło Wam się kiedyś krzyknąć - na co do cholery idą moje podatki? No właśnie.

Bez kapitału społecznego zaufania nie ma mowy o państwie solidarnym. Polski solidarnej nie zbuduje się komunikacją statystyk GUS, samozachwytem czy korporacyjną nowomową. Czasem wystarczy być przyzwoitym.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

#SkuteczniePosprzatane 0 0Znamy wyniki akcji #SkuteczniePosprzatane. Organizatorzy przygotowali ogromną niespodziankę
NSC 0 0National Sales Congress po raz trzeci na Narodowym. Motyw przewodni ma wiele wspólnego ze sportem
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Znajomi mi wyjaśnili". Kaczyński popłynął mówiąc o dzieciach – lekarka obala jego teorię
0 0Unia Europejska ma obciąć Polsce 13 miliardów euro. Chce przeznaczyć te pieniądze na ekologię
0 0Cios w kandydata PiS na komisarza. Zabrano mu część zadań
0 0Poważne oskarżenia Edyty Górniak. Wyjaśniła, czym były "podziękowania" Cleo
0 0Youtuber z kolegą nagrał jak jedzie 300 km/h i udawał, że to nie w Polsce. Szybko go namierzono
NATEMAT EXTRA 0 0“To jakby odbity człowiek”. Tutaj zachowały się ślady krwi powstańców
Reserved 0 0Top modelka w kampanii Reserved. Promuje kolejną odsłonę projektu ReDesign
Gutek 0 0Zachwyca się nim Tarantino. Oto 5 powodów, dla których trzeba zobaczyć najbardziej szalonego laureata Złotej Palmy