Wolność nie jest żadnym przywilejem, wolność jest naszym naturalnym prawem. Ta wolność bywa tłamszona w najróżniejszy sposób, bywa, że w majestacie prawa. Jakiś czas temu przez media przetoczyły się informacje o sprawie Krystiana Brolla, który spędził w wyniku błędu sędziowskiego 8 lat w szpitalu psychiatrycznym. Kilka dni temu, po 11 latach, odzyskał wolność pan Feliks Meszka, który również opuścił szpital psychiatryczny w Rybniku. Jak to możliwe, ze w środku Europy, w majestacie prawa kradnie się ludziom wolność? Co może być przyczyną takich dramatycznych zdarzeń?
REKLAMA
Najpierw była śmierć żony pana Feliksa oraz wysunięte przez niego oskarżenie wobec lekarzy o błąd medyczny, listy do szpitala i zawiadomienie do prokuratury. Potem samotny, nieszczęśliwy mężczyzna popadł w konflikt z sąsiadami. Jeden z nich nie wytrzymał ostrych słów i złożył zawiadomienie o popełnienia przestępstwa. Miał do tego prawo. Ale zarówno prokuratura jak sąd miały obowiązek rzetelnie zająć się problemem, przesłuchać świadków, oskarżonego i dać mu szansę obrony. Nie rozumiem, co spowodowało, ze sąd bez tych czynności oparł się na opinii biegłego i na tej podstawie orzekł o umieszczeniu p. Feliksa w rybnickim szpitalu psychiatrycznym. Na długie lata odebrał mu wolność. Tak samo nie rozumiem, co powodowało lekarzami, którzy po orzeczeniu Sądu Najwyższego ponownie, przymusowo umieścili starego człowieka w szpitalu zasłaniając się jego zachowaniem zagrażającym bezpieczeństwu innych. Szczegóły znajdziecie tutaj w relacji TVPinfo.
Zastanawia mnie działanie sądów w sprawach, w których potrzebna jest solidna wiedza o funkcjonowaniu człowieka, jego emocjach i zachowaniu. Przypominają mi się sprawy moich pacjentów, w których sędziowie mający podjąć decyzje o losach dziecka rozwodzących się rodziców wydawali się bezradni. Bo jak inaczej wytłumaczyć wyznaczanie terminu sprawy za kilka miesięcy, kiedy ma się do czynienia z trzylatkiem, dla którego tydzień to jest wieczność? Zajrzałam do programu studiów prawniczych na kilku polskich uniwersytetach i znalazłam tam np. przedmiot "psychologia społeczna". Nie wiem ile w czasie takich zajęć można się dowiedzieć się o rozwoju poznawczym i emocjonalnym dziecka, albo zrozumieć mechanizmy kierujące emocjami człowieka w żałobie. Sędziowie opierają się w swoich wyrokach na opiniach ekspertów, nikt nie wymaga od nich wiedzy na każdy temat. Ale pewien poziom kompetencji jest wymagany choćby do umiejętnego sformułowania pytań do biegłych, czy oceny sprzecznych opinii, które przecież się zdarzają rzeczywistości procesowej. Studia w żadnym zawodzie nie dają skończonej wiedzy i kompetencji. Ludzie decydując się na zawód prawnika, lekarza, psychologa czy nauczyciela zakładają, że ich nauka nigdy się nie skończy, bo wykonując swoje profesje będą ciągle musieli się dokształcać, podążać za rozwijającą się nauką. Dlatego obserwując niektóre procesy czy wyroki sądów dochodzę do wniosku, że kuleje system nieustającej edukacji, a być może są w nim niewłaściwie postawione akcenty.
Drugim aspektem sprawy panów Krystiana i Feliksa są kompetencje i idącą za nimi odpowiedzialność lekarzy. Czy naprawdę w rybnickim szpitalu nikogo nie zainteresował przypadek jednego i drugiego pacjenta? Żaden lekarz nie zastanowił się nad sensownością ich pobytu w placówce zamkniętej? Bardzo jestem ciekawa przebiegu terapii obu panów: z czego byli leczeni? No i wreszcie decyzja o ponownym, przymusowym przyjęciu na oddział, pomimo wyroku Sadu Najwyższego - bardzo bym chciała poznać uzasadnienie medyczne, które odebrało na kolejne dni wolność panu Feliksowi.
Pierwszy z byłych pacjentów domaga się się wysokiego odszkodowania. Nie będę dyskutować z kwotą, bo nie wiem jak wycenić osiem lat życia! Chciałabym - zapewne nie ja jedna i nie pierwszy raz - zastanowić się nad odpowiedzialnością instytucji, ale przede wszystkim ludzi. Odpowiedzialnością formalną i moralną. Być może w tych przypadkach warto zweryfikować kompetencje sędziego, prokuratora, biegłego sadowego i lekarzy ze szpitala w Rybniku, bo nie wierzę, że wszyscy ci ludzie działali w złej wierze. Popełnili zapewne te błędy w wyniku niewiedzy, braku staranności czy namysłu nad całością sprawy.
Nie zastanawiamy się zbyt często nad odpowiedzialnością za swoje decyzje, nad ich znaczeniem dla życia innych. Ale też często bezrefleksyjnie patrzymy na decyzje ludzi z nami współdziałających. Kiedy kucharze gotują w restauracji to każdy z nich odpowiada za jakiś inny fragment dania. To jak zasmakuje zupa przygotowana przez wybitnego szefa zależy też od jego mniej doświadczonego kolegi, który nastawia o świcie bulion. I co - szef nie kosztuje tego, co pyrkało w garnku przez kilka godzin i robi z tego zupę? Oczywiście, że kosztuje! A przesolenie może grozić niesmakiem, utratą sławy, ale nie wolności. Dlaczego sędzia nie przyjrzał się się dokładnie zarzutom przedstawionym przez prokuratora, dlaczego lekarz przyjmujący do szpitala pana Krystiana lub Feliksa nie przyjrzał się dokumentacji sadowej i nie zastanowił nad opiniami biegłego, które zaważyły o decyzjach sadu? Opisana sprawa prowokuje do wielu pytań, o odpowiedzialność, o kompetencje ludzi i wreszcie o system. W codziennym zabieganiu warto sobie stawiać takie pytania, ale przede wszystkim szukać na nie odpowiedzi, bo często nasze nawet drobne decyzje mogą zaważyć na losie innych ludzi.
Drugim aspektem sprawy panów Krystiana i Feliksa są kompetencje i idącą za nimi odpowiedzialność lekarzy. Czy naprawdę w rybnickim szpitalu nikogo nie zainteresował przypadek jednego i drugiego pacjenta? Żaden lekarz nie zastanowił się nad sensownością ich pobytu w placówce zamkniętej? Bardzo jestem ciekawa przebiegu terapii obu panów: z czego byli leczeni? No i wreszcie decyzja o ponownym, przymusowym przyjęciu na oddział, pomimo wyroku Sadu Najwyższego - bardzo bym chciała poznać uzasadnienie medyczne, które odebrało na kolejne dni wolność panu Feliksowi.
Pierwszy z byłych pacjentów domaga się się wysokiego odszkodowania. Nie będę dyskutować z kwotą, bo nie wiem jak wycenić osiem lat życia! Chciałabym - zapewne nie ja jedna i nie pierwszy raz - zastanowić się nad odpowiedzialnością instytucji, ale przede wszystkim ludzi. Odpowiedzialnością formalną i moralną. Być może w tych przypadkach warto zweryfikować kompetencje sędziego, prokuratora, biegłego sadowego i lekarzy ze szpitala w Rybniku, bo nie wierzę, że wszyscy ci ludzie działali w złej wierze. Popełnili zapewne te błędy w wyniku niewiedzy, braku staranności czy namysłu nad całością sprawy.
Nie zastanawiamy się zbyt często nad odpowiedzialnością za swoje decyzje, nad ich znaczeniem dla życia innych. Ale też często bezrefleksyjnie patrzymy na decyzje ludzi z nami współdziałających. Kiedy kucharze gotują w restauracji to każdy z nich odpowiada za jakiś inny fragment dania. To jak zasmakuje zupa przygotowana przez wybitnego szefa zależy też od jego mniej doświadczonego kolegi, który nastawia o świcie bulion. I co - szef nie kosztuje tego, co pyrkało w garnku przez kilka godzin i robi z tego zupę? Oczywiście, że kosztuje! A przesolenie może grozić niesmakiem, utratą sławy, ale nie wolności. Dlaczego sędzia nie przyjrzał się się dokładnie zarzutom przedstawionym przez prokuratora, dlaczego lekarz przyjmujący do szpitala pana Krystiana lub Feliksa nie przyjrzał się dokumentacji sadowej i nie zastanowił nad opiniami biegłego, które zaważyły o decyzjach sadu? Opisana sprawa prowokuje do wielu pytań, o odpowiedzialność, o kompetencje ludzi i wreszcie o system. W codziennym zabieganiu warto sobie stawiać takie pytania, ale przede wszystkim szukać na nie odpowiedzi, bo często nasze nawet drobne decyzje mogą zaważyć na losie innych ludzi.
