Większość z nas pamięta, jak w 1990 r., kiedy Wałęsa walczył o fotel prezydencki, obiecywał 100 milionów starych złotych każdemu, kto na niego zagłosuje. Pomysł był na tyle kuriozalny, że sprowokował Kazika Staszewskiego do napisania piosenki „Wałęsa, oddaj moje sto milionów” – jako że Wałęsa wybory wygrał, ale obietnicy nie spełnił.

REKLAMA
Dzisiaj Tusk zabrał ponad 12,5 milionom Polaków oszczędzających w OFE około 120 miliardów złotych. Rachunek jest prosty – wypada średnio około 10 tys. złotych na głowę. W przeliczeniu na stare, niezdenominowane złotówki ni mniej, ni więcej, a właśnie 100 milionów.
Wyborczych deklaracji Wałęsy nikt nie traktował poważnie. Sąd Najwyższy, który rozpatrywał pozew obywatela domagającego się obiecanych stu milionów, uznał, że polityka nie wiążą tego rodzaju obietnice.
100 milionów Tuska to już nie obiecane pieniądze, ale nasze własne, ciężko zarobione złotówki. Ale w ciągu czterech sejmowych dni, zakończonych głosowaniem, stały się niestety równie wirtualne, jak 100 milionów Wałęsy.