Reklama.
Rozumiem, że z braku konkretnej propozycji dla górników prezydent zdecydował się skorzystać z ciekawego zabiegu retorycznego. Herezja i antypaństwowość doskonale się do tego nadają. Zwłaszcza jeśli dodamy do tego budowanie napięcia w związku z trwającym właśnie Szczytem Klimatycznym w Paryżu. Szczytem, którego znaczenia dla Polski większość polityków nie rozumie i zrozumieć się nawet nie stara. Bo i po co? Rząd i głowa państwa są przecież na wspólnym froncie walki z jasno określonym wrogiem, a że polska gospodarka w niebezpieczeństwie, to trzeba ratować ją za wszelką cenę. Ale zaraz, zaraz – przed czym? I kim jest wróg? Otóż to. Wroga nie ma, więc trzeba go stworzyć. Z braku merytorycznych argumentów najlepiej chwytem retorycznym. Niech wrogiem będą ci, którzy domagają się transformacji sektora energetycznego w taki sposób, by energię w Polsce można było produkować – po raz pierwszy w historii, w sposób przyjazny ludziom i środowisku.
Według najnowszego sondażu CBOS ponad 60% Polek i Polaków chciałoby, aby polska gospodarka w ciągu najbliższych dekad odchodziła od energetyki węglowej. Mało tego! Wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości odsetek osób popierających rozwój odnawialnych źródeł energii wynosi aż 91%. Zastępy „heretyczek i heretyków” są więc ogromne. Ba, heretykiem jest nawet sam papież! Przecież w swojej encyklice Laudato si’ i w licznych wystąpieniach w ostatnich miesiącach nawołuje on do zadbania o wspólny dom, między innymi poprzez rezygnację ze spalania paliw kopalnych.
Dodatkowo prezydent Duda zarzucił osobom, które chcą zmniejszenia udziału paliw kopalnych w bilansie energetycznym Polski, „antypaństwowość”. To niezwykle pokrętne stwierdzenie. Polska importuje przecież węgiel z Chin, Rosji, Kolumbii a nawet Australii. Według danych Eurostatu od stycznia do końca sierpnia Polska zaimportowała 4,64 mln ton węgla. Gdybyśmy rozwinęli w Polsce sektor produkcji energii ze źródeł odnawialnych i zainwestowali w podnoszenie efektywności energetycznej, to import tego surowca byłby zupełnie zbędny. Każdy, komu zależy na podnoszeniu niezależności energetycznej naszego kraju, powinien być tego świadomy. Zważywszy na fakty, zarzucanie zwolennikom transformacji energetycznej antypaństwowość jest co najmniej nie na miejscu. Prezydentowi, podobnie jak nowemu rządowi powinno zależeć na jak najszybszej transformacji gospodarki. Dalsze utrzymywanie status quo będzie szkodziło nie tylko górnikom, ale też całemu społeczeństwu, które zgodnie chce zmiany. Hasło “zmiana” niósł z resztą sam prezydent Duda na sztandarze, w kampanii poprzedzającej wybory prezydenckiej. Czy doczekamy się ich w końcu w sektorze produkcji energii? Na razie wszystko wskazuje na to, że prócz miłych dla uszu górników słów, konkretnej strategii, która podniosłaby sektor z kryzysu brak.