
Końca awantury o występ Abelarda Gizy nie widać. W radiu prowadzący puszczają kawałki monologu, politycy chcą przywrócić cenzurę a Zuchy Prezesa rozdzierają szaty i żądają ukarania kabareciarzy, pozyskując sobie przy tym czytelników.
REKLAMA
„Cenzuro wróć !” – Wołali satyrycy po upadku PRL. Okazało się bowiem, że wraz z upadkiem urzędu przy ulicy Mysiej stali się oni niepotrzebni. Od momentu gdy każdy mógł otwarcie skrytykować władzę a żarty i anegdoty nie musiały być już „przemycane” funkcję kabareciarzy przejęli dziennikarze i publicyści. Jednak jak to w życiu bywa rynek nie znosi próżni.
Kabareciarze zmuszeni zostali wziąć na warsztat pozostałe dziedziny życia codziennego niż tylko polityka. Na celowniku znalazły się między innymi takie obszary jak zaściankowość, kultura masowa i religia. Lata 90 ubiegłego stulecia należały do muzycznego kabaretu OT.TO, który wraz z kabaretem Potem (dziś Hrabi) oraz Moralnego Niepokoju, królowali na polskiej scenie. Później dołączyli do nich Ani Mru-mru oraz DNO. Wszystkie te grupy skupiały się na wyśmiewaniu sytuacji „z życia wziętych”, czasem z elementami absurdu, rzadziej polityki.
W momencie dojścia do władzy prawicy odżył kabaret polityczny. Lata 2005-2009 były istną wylęgarnią grup skupiających się na tematyce świata polityki a co za tym idzie i etyki. Im bardziej napuszona władza, która stara się wmawiać ludziom co jest słuszne a co nie, tym większy opór i łatwiej było kabareciarzom z niej żartować. Efektem ubocznym była tak daleko posunięta specjalizacja niektórych grup, iż z czasem, gdy tematyka świętoszkowatej i napuszonej prawicy stawała się coraz bardziej nudna i oklepana nie potrafili stworzyć nic innego i spadli w niebyt.
Popularyzacja Internetu i kreatywność jego użytkowników przyśpieszyła ten proces. Coraz słabsza reakcja polityków na zaczepki również ograniczyły pole do popisu. Ponownie, jak na początku III RP, nastąpił efekt osłabienia roli kabaretu w życiu społecznym. Kabareciarze zostali zmuszeni do kolejnego kroku. Element dodatkowy, jakim dotychczas był pikantniejszy dowcip, przybarwiony odpowiednio mocnym słowem, stał się podstawą skeczu. Wzorem amerykańskich kolegów, rodzimi artyści starali się pozyskać widza taką formą.
Efekt był nawet dobry, jednak krótkotrwały. Postanowiono więc zmieszać mocny dowcip z tematami, które dotychczas traktowano pobłażliwie. Przykładem takiego występu był niedawny program kabaretu Limo. Czy był dobry czy zły ? Skoro został wyemitowany a nagranie uzyskało przychylne recenzje i komentarze to znaczy, że jest na taki styl zapotrzebowanie i ludzi to bawi. Trzeba też pamiętać, iż telewizja publiczna jest dla wszystkich i jej program musi zawierać audycje i dla dziadków i dla dzieci i dla ludzi z korporacji i dla pana Zdzicha, który cały dzień kopał rowy. W końcu za coś ten abonament płacą.
Temat podłapali politycy, którzy czymś muszą ratować sobie notowania w sezonie ogórkowym. Oczywistą reakcją na próby pouczania ludzi jest sprzeciw, na który natknęli się nieupilnowani przez prezesa przodownicy kulturalnych norm. W próbie ratowania tej farsy do akcji wkroczyli najwierniejsi dziennikarze, którzy moralizując społeczeństwo i prawiąc o nienaruszalnych świętościach, raptem kilka dni wcześniej zamieścili na stronie zdjęcie byłego marszałka sejmu okraszone „szczawiowym” opisem, parafrazującym słowa papieża Polaka.
Najśmieszniejszy w całym tym zamieszaniu jest jednak argument podnoszony przez piewców etyki z prawej strony o tym jakoby wszyscy ochoczo żartowali z kościoła Katolickiego jednak obawiali się żartów z Islamu. Absurd polega na tym, że element fanatycznego odłamu islamu pojawia się nawet w monologu Abelarda Gizy. Rozwijając ten wątek – żarty z każdej religii pojawiają się wprost proporcjonalnie do jej siły oddziaływania na dane społeczeństwo oraz na jej znajomość. Wiedza przeciętnego Kowalskiego o muzułmanach i Islamie jest taka jak ich prezentują w mediach masowego przekazu – telewizji, gazetach, radiu (z naciskiem na te pierwsze medium), trochę w mniejszym stopniu Internet. Ciężko skonstruować skecz o muzułmanach, który trafi do masowego widza w innym kontekście jak ich "wybuchowy" temperament.
Najwięcej na całym zamieszaniu stracą ci, którzy chcą pouczać innych. Pozostaje przypomnieć wiersz naszego wyśmienitego satyryka, którego twórczość wciąż jest aktualna.
Julian Tuwim "Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali"
Dwie pominięte w filmie zwrotki:
Dwie pominięte w filmie zwrotki:
Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co k***a
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co k***a
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
