Wybory w Rybniku okazały się absolutną klęską dla Prawa i Sprawiedliwości. Przewaga niecałych 9% przy 11-sto procentowej frekwencji to klęska dla zasiedziałego w mediach Bolesława Piechy.

REKLAMA
Euforia po ogłoszeniu wyników i emocje towarzyszące wyborom w Rybniku to komedia godna Stanisława Barei. Całonocne celebrowanie zwycięstwa przez PiS i nadwornych lizusów prezesa przypominają wyszydzane przez kabaret TEY zachowania peerelowskich bonzów i partyjnych aparatczyków.
Od razu przed oczami stają dwie kultowe sceny. Zagrany przez Zenona Laskowika kierownik puszący się, że przecież trzy koła w traktorze są sprawne oraz Ryszard Ochódzki z legendarnego „Misia” na granicy PRL. Tak jak tytułowy „Miś” tłumaczący aby plusy nie przysłaniały minusów tak dziś usłyszeć można by minusy - czyli frekwencja - nie przyćmiły nam zwycięstwa.
Bolesław Piecha – człowiek, dla którego TVP Info to niemalże drugi dom, jeden z frontman’ów partii, nawet dobry mówca. Jeśli taki as z prezesowskiej talii kart wygrał niecałymi 9% nad (z całym szacunkiem ale mówimy tu o skali makro) panem No Name, którego chyba nikt poza samymi mieszkańcami nie rozpoznaje, którego z trudem szukać w mass mediach – to klęska.
Elektorat PiS jest najlepiej zorganizowanym ze wszystkich. To ludzie, którzy na hasło „jedziemy na stolice”, w ciągu kilku godzin są w stanie przygotować transparenty i koczować na Wiejskiej, tworząc swoisty „kordon sanitarny”. Jeśli ta „potężna siła” co pokazały wybory wynosi raptem 3,13% wszystkich uprawnionych do głosowania to musi być dramat (28,48% z 11% z 100%).
Zaangażowanie w kampanie było potężne. Wszyscy naczelni naganiacze oraz wazeliniarze buszujący po ulicach w koszulkach z logiem partii i tak żenujący wynik ? Pyrrusowe zwycięstwo jak niegdyś mawiano. Jednak co ważniejsze – oznacza to, że 89% ma wybory w głębokim poważaniu lub czeka na odpowiedniego kandydata.
Jeśli ktoś ma powody do zmartwień to jest nim Jarosław Kaczyński, który właśnie sobie uświadomił jaka jest realna siła jego partii.