
W kraju gdzie żadna partia nie ma programu gospodarczego a wyborcy głosują na tego, który jest w największej kontrze do ich ideologicznych oponentów, zawsze wygrywa populizm. W wyniku dzisiejszego głosowania największym przegranym okazał się prezes PiS.
REKLAMA
„Dajcie Polakom rządzić a sami się wykończą” – zwykł mawiać Otto von Bismarck. Trudno mu nie przyznać racji obserwując polską scenę polityczną. Najwygodniejszym tłumaczeniem wszystkich nieszczęść i kataklizmów, które niezwykle często lubią zaglądać do kraju nad Wisłą, zawsze są złe rządy, które zazwyczaj sprawują „pachołki Brukseli” lub w innych wariantach Moskwy lub Waszyngtonu. Polakom trudno przychodzi zaakceptowanie świadomości, że rządzą właśnie oni sami, oddając głos w wyborach czy poprzez naciski na polityków.
To nie kto inny ale sami Polacy tak chętnie podłapują każde hasło, każdą najgłupszą inicjatywę czy niesprawdzoną informacje, byle tylko dowalić politykom, „salonowi”. Nawet wtedy gdy sami sobie zaszkodzą. Ot, mentalność pańszczyźnianego chłopa, który narobi do studni dziedzica, z której sam też pije. Politycy wbrew powszechnemu przekonaniu bardzo boją się o swój los, o to czy w następnych wyborach dostaną odpowiednią ilość głosów by znowu dopchać się do budżetowego paśnika.
Im większa presja społeczeństwa, tym łatwiej jej ulegają. Dziś swój sukces może jednak święcić nie kto inny jak Janusz Palikot. Wykorzystując tak zwany ubój rytualny doprowadził do kompletnej kompromitacji zarówno SLD jak i PiS. Grając na moralności i emocjach zmusił Kaczyńskiego i Millera do posłuszeństwa. Nic tak nie bawiło komentatorów jak dwóch liderów rugających swoich ludzi, zmuszając ich do głosowania wbrew temu co do niedawna uważali za stosowne.
Oczywiście cała wściekłość pracodawców i pracowników skupiła się na Kaczyńskim, który jest szefem największej partii opozycyjnej. Wciąż fałszywie określany mianem prawicy PiS strzelił sobie w stopę. Musiał, bo w przeciwnym wypadku jego elektorat, który nie kieruje się niczym innym jak emocjami zarzuciłby mu bestialstwo i przyzwolenie na znęcanie się nad zwierzętami. To brzmi fatalnie. Gorzej gdy w ferworze politycznej walki, jego medialni funkcjonariusze sami nawoływali do radykalizacji.
PiS przez cały okres swoich rządów nie zrobił nic by zaprzestać ubojowi rytualnemu gdyż wiedział, że przynosi on duże zyski i daje prace rolnikom. Jednak to nie PiS a dr Wojciech Olejniczak z SLD, po dwuletniej przerwie, ponownie zalegalizował ubój. Już wtedy politycy mieli świadomość zmian zachodzących w Europie. Wiedzieli, że zapotrzebowanie na produkty koszerne i halal będzie stale rosnąć.
Wszyscy doskonale wiedzieli, że to ogromnie dochodowy biznes. W samym 2012 roku wartość eksportowanego mięsa tego typu wyniosła aż 2,55 miliarda euro. Ustawa z 2012 roku doprowadziła do likwidacji wielu firm i fali bezrobotnych. Szczęśliwym udało się połączyć w większe przedsiębiorstwa. Te właśnie duże firmy, którymi straszył Kaczyński, były wynikiem zmiany prawa z 2012 roku. Rządząca krajem Platforma widząc olbrzymie przychody tego sektora, postanowiła ponownie zalegalizować ubój a tym samym podreperować budżet.
Tu do akcji wkroczył Palikot, który sprytnie wykorzystał procedurę uśmiercania zwierząt jako pretekst do zablokowania ustawy a tym samym udowodnienie swojej siły politycznej. Wykorzystał go na tyle zręcznie, że przewodniczący SLD Miller, za którego to rządów ubój został zalegalizowany – dziś musiał się go wyrzec. Tak samo Kaczyński, który nie tylko go tolerował ale i miał pełną świadomość, że głosując przeciw narazi się przedsiębiorcom.
Te „niewielkie” lobby - jak zostali określeni pracownicy tej branży, to w rzeczywistości spory i bardzo dochodowy sektor gospodarki. Wynik głosowania bynajmniej nie jest żadnym sukcesem obrońców zwierząt. Wciąż będą one hodowane w Polsce a jedynie proces ich uśmiercania, odbywać się będzie poza granicami kraju. Tym samym rola Polski zredukowana została do pierwszego etapu – czyli procesu chowu. Dla gospodarki to olbrzymi regres.
Zakładnicy Palikota nie mieli wyboru – albo utrata poparcia przedsiębiorców i dobrze zarabiających rolników albo utrata poparcia innej grupy, kierującej się wyłącznie etyką czy często zwykłym populizmem, za to niezwykle głośnej. Obrońcy zwierząt też pewnie są tą wiadomością zachwyceni gdyż pokazali swoją siłę i mogą liczyć na spore granty od tych, którym na wykluczeniu Polskiej konkurencji zależało najbardziej.
Natomiast politycy Platformy znaleźli doskonałe koło ratunkowe w postaci niewielkiej wewnętrznej opozycji, utrzymując tym samym poparcie przedsiębiorców ale też nie ponosząc tak potężnych strat, jakie mogłyby ich czekać, gdyby zagłosowali za przyjęciem ustawy jednomyślnie.
Politycy znowu wykazali się ogromnym tchórzostwem, niczym kurczaki na fermie. O ile jawna lewica jak SLD może mieć jedynie problemy związane z osobą dra Olejniczaka to dla PiS był to pełen blamaż. W połączeniu z socjalistycznymi postulatami wyborczymi rodem z PRL, Kaczyńskiemu już nie uda się przykleić maski prawicowca.
Palikot może świętować medialne zwycięstwo. Platforma popada w coraz większe tarapaty ale głosowaniami tego typu ratuje spadek poparcia wśród przedsiębiorców a tym samym pracodawców sektora prywatnego. PiS pozyskuje nowych wrogów, bo głosowania jak te dzisiejsze, na pewno nie przysporzą im nowych wyborców z grupy niezdecydowanych, dla której są ważniejsze sprawy niż ubój rytualny. Co najwyżej zyskają uznanie wśród twórców niewybrednych dowcipów o „prawdziwym” powodzie, dla którego PiS nie chce w Polsce produkcji koszernego jedzenia.
