
Mówiłem sobie i innym, że nie będę się w to pakował. Złorzeczyłem na specjalistów, którzy poświęcili wiele lat na kłótnie. Kipiałem, ilekroć którakolwiek ze stron próbowała przeciągnąć linę na swoją stronę. A próbowała często, i to i jedna, i druga. Beze mnie. Babranie się w tej połajance było dla mnie czymś niedojrzałym, napawało odrazą. Każdego zarażonego atakowałem swoją neutralnością, agitując na rzecz zdrowego rozsądku i niewzruszoności. Ale nie, nie. Nie! Przyszedł czas, by powiedzieć: “nie”. Co oznacza automatycznie: “tak”, dla którejś ze stron. A zatem comming out, jestę lewakę! Tyle, że… jakie to ma tak naprawdę znaczenie, jeden więcej do zmasakrowania w tę, czy w tamtą - co za różnica?
