Chcę być dobrym człowiekiem. I każdego dnia zastanawiam się, co to właściwie znaczy „być dobrym człowiekiem”?

REKLAMA
Wiem, że są ludzie, którzy znają jedyną słuszną odpowiedź na to pytanie, ale to nie jest droga dla mnie. Nie chcę podporządkowywać mojego życia czyimś wzorcom – chcę wyznaczyć te wzorce sama, na własną rękę, ze świadomością, że to moje życie i sama muszę je przeżyć. Więc odrzucam na starcie wszystkie wytarte frazesy z „ksiąg” i świątyń. To nie dla mnie. Chociaż nie kryję, że każdy z tych frazesów obracałam w rękach tysiąc raz i wszystko, co wydało mi się w nich prawdziwe zagarnęłam dla siebie.
Myślę, że dobry człowiek, to człowiek współodczuwający. To ktoś taki, kto zanim wypowie słowo, zanim uniesie rękę, żeby wykonać jakiś gest, umie poczuć nie tylko sobą, ale też tym kogo lub co ma naprzeciwko siebie. Czy to jest człowiek, czy zwierzę czy tylko zwykły przedmiot.
Myślę, że dobry człowiek to ktoś, kto jest świadom tego co robi, tego co mówi. Bo czasem trzeba wybierać między byciem okrutnym dla swojego dobra albo byciem spolegliwym wobec kogoś, chociaż dla nas może się to skończyć bardzo źle. To szczególnie ważne dla nas – ludzi uzależnionych. W takiej sytuacji musimy walczy o siebie, bo to jedyna droga, żeby być szczęśliwym. A tylko będąc szczęśliwym można dawać szczęście innym. Dobry człowiek jest szczęśliwy – tego jestem pewna.
Dobry człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Niestety dojrzałość emocjonalna to temat niezwykle drażliwy, bolesny i głęboki. O tym jak bardzo jestem niedojrzała dowiedziałam się w trakcie pierwszej terapii, kiedy dotarło do mnie, że w małżeństwie nie szukałam partnera na życie lecz „opiekuna”, który zdejmie ze mnie jak najwięcej odpowiedzialności. Za pieniądze, pracę, sukces, życie... Ja chciałam być „tylko” żoną – gotować, sprzątać, wychowywać dzieci. Przeraziło mnie jak łatwo zagubić się w meandrach życia – największym pragnieniem osoby niedojrzałej emocjonalnie było wychowywanie dzieci! Jak? Jak wychować dobrze dziecko, kiedy samemu nie umie się żyć, kiedy szuka się „zwolnienia” z odpowiedzialności za swoje życie w innej osobie?
Trafiłam wtedy na tekst dr n. med. Bohdana Woronowicza, psychiatry, specjalisty terapii uzależnień, który od 1980 roku kieruje Ośrodkiem Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologi w Warszawie. Pozwolę sobie przytoczyć ten tekst w całości, opisuje on listę zachowań osoby dojrzałej emocjonalnie.
• Potrafi przyjąć pełną odpowiedzialność za własne uczynki i decyzje, nie obwiniając innych wówczas, kiedy rezultaty ich nie są dla niej pomyślne.
• Nie reaguje wrogo na krytykę, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że krytyka może zawierać pożyteczne dla niej wskazówki.
• Potrafi cierpliwie wysłuchać opinii innych osób, a jeśli są one odmienne od jej własnych, nie ucieka się do wrogich argumentów bądź agresji.
• Nie traci panowania nad sobą i nie wybucha gniewem z powodu mało istotnych wydarzeń.
• Zdaje sobie sprawę z tego że litość i użalanie się nad sobą są bezsensowne, ponieważ wiążą się z przerzucaniem na innych winy za własne braki i niepowodzenia.
• Stara się zachować spokój w sytuacjach nieoczekiwanych, a jednocześnie potrafi w rozsądny sposób rozwiązywać powstałe problemy.
• Rozumie, że konieczna jest cierpliwość, kiedy rozwiązanie problemów wymaga długiego czasu, ma także świadomość, że musi dostosować się do możliwości innych ludzi.
• Potrafi przegrywać, a ze stratą potrafi pogodzić się bez narzekania.
• Nie martwi się bez potrzeby tym, na co nie ma wpływu i czego nie jest w stanie wykonać.
• Nie przechwala się ani nie stawia siebie za przykład, natomiast kiedy zasługuje na pochwałę, przyjmuje ją z wdzięcznością, bez fałszywego wstydu.
• Ponieważ wyrosła już z małostkowej zazdrości, cieszy się osiągnięciami ludzi i chwali je z głębi serca.
• Nie jest drobiazgowa i nie krytykuje ludzi, którzy postępują wbrew jej własnym przekonaniom.
• Stara się mieć rozsądny plan działania i usiłuje go realizować w możliwie najlepszy sposób, nie działa natomiast pod wpływem chwili bez należytego rozpoznania sytuacji.
• Ma świadomość, że jest częścią całej ludzkości, że inni ludzie mają jej wiele do zaoferowania i że sama ma obowiązek dzielenia się dobrem jakie posiada.
• Korzysta ze „złotej zasady” , która mówi: postępuj w stosunku do innych tak, jakbyś chciał(a), aby inni postępowali w stosunku do ciebie.
To naprawdę przykry moment, kiedy odkrywa się, że coś jest z nami nie tak. Ale to także moment najważniejszy. Moment, w którym stoimy na progu lepszego życia i tylko od nas zależy, czy pójdziemy do przodu, czy cofniemy się ze strachem mówiąc, że ktoś się pomylił, że to nie tak, że nieprawda. Że nas to nie dotyczy, bo my mamy inaczej. Że życie nie jest takie łatwe. Kiedy przyszłam na terapię uzależnień byłam pewna tego, że jestem inna – nie taka jak cała reszta alkoholików. Jakież było moje zdziwienie, kiedy słuchając kolejnych osób odkryłam, że każda z nich opowiada o mnie. Oczywiście opowiadała o innych ludziach, innych sytuacjach, ale to były tylko szczegóły. Mechanizmy zachowań i emocje były dokładnie takie same. Patrzę na czterdzieści lat swojego życia i widzę jak pełne jest ono paradoksów. Kiedy chciałam być „tylko” dobrą matką nie umiałam nawet sama żyć, co dopiero wychować dzieci. Widzę swoją śmiertelną chorobę, która złamała moją karierę, ale też dała mi szansę stać się dojrzałą, szczęśliwą i świadomą samej siebie Kobietą.
Ponieważ sama rysuję mapę swojego życia, mogę się mylić, ale jestem przekonana, że bycie dobrym polega przede wszystkim na ciągłym rozwoju. Wcale nie chodzi o to, żeby nie popełniać błędów, ale o to żeby być ich świadomym. Żeby każdego dnia stawiać wyżej poprzeczkę i próbować sprostać zadaniom najlepiej jak umiemy. Ta dążność determinuje zmianę w nas samych. Powoli, każdego dnia stajemy się lepsi.
Największy kłopot z dojrzewaniem, z pracą nad sobą polega według mnie na tym że nie ma jasnej, zdefiniowanej nagrody za wysiłek, który trzeba podjąć idąc tą drogą. To nie jest gotowanie obiadu, gdzie kolejność działań jest określona, składniki i czynności można rozpisać na kartce, a wszystko zrobić w określonym czasie. Tu praca trwa cały czas. W autobusie i przy kolacji z dziećmi. W czasie rozmowy z najbliższym przed snem. W czasie sesji zdjęciowej i w czasie podróży pociągiem. W każdej chwili swoją postawą, swoimi zachowaniami daję świadectwo, czy podążam ku dojrzałości czy cofam się. I nigdy nie ma takiej chwili, kiedy mogę sobie powiedzieć, że właśnie teraz dostałam nagrodę. Przychodzą chwilę zmęczenia, zwątpienia. Czasem mam tego wszystkiego dość, bo znów staję u podnóża góry. Ale dzisiaj patrzę na to inaczej. Kolejne „górki” traktuję jak szansę na nowe przygody, przecież nie wiem, kogo spotkam na tej drodze. Nie wiem jaki widok ujrzę, kiedy stanę na szczycie. Ale wiem jedno – pójdę tam. Mimo tego że czasem brakuje mi sił. Mimo tego że nie wiem co mnie czeka. Wiem, że nie zostanę w miejscu, żeby użalać się nad sobą i biadolić. Jeśli dzisiaj nie uda mi się ruszyć z miejsca to zrobię to jutro. Bo chcę być dobrym człowiekiem. Chcę się rozwijać. Pokonywać swoje słabości i lęki. Uczyć się tego, co przez moją niewiedzę budzi we mnie strach. Mówić otwarcie o tym co uważam za słuszne i o tym, co uważam za niewłaściwe.
Każdy z nas ma swoje życie. Swoje cele i pragnienia. Nie wiem jak jest i jak będzie u Ciebie, ale mogę powiedzieć Ci jedno – idąc konsekwentnie swoją własną drogą, nie poddając się, sięgając po pomoc, gdy brakowało mi sił dotarłam do miejsca, w który zaczynam widzieć, jak wielka i bezcenna jest nagroda za pracę, którą wkładam w rozwój siebie, w dążenie do tego, żeby być dobrym człowiekiem. Dzisiaj zaczynam to widzieć i napełnia mnie to nadzieją. Tą nagrodą jest szczęście. Poczucie niezachwianej pewności, że ten świat jest moim miejscem – tak samo jak Twoim i wszystkich innych ludzi. Że mam prawo być tutaj i mam prawo być szczęśliwa. To właśnie jest nagrodą. I chociaż bardzo bolało, kiedy trzeba było przyznać się do tysięcy wad i słabości. Chociaż zżerał mnie strach przed tym co powiedzą inni, co się stanie, kiedy nie będą już taka miła dla wszystkich i zawalczę o siebie. To dzisiaj cieszę się, że na mojej drodze pojawili się ludzie, którzy dali mi wiedzę o tym, że tak można żyć. Dziękuję im wszystkim za to bardzo z głębi serca.
Na swojej drodze spotykam ludzi zawistnych. Zapatrzonych w siebie. Zagubionych w pragnieniach i oczekiwaniach, które sprawiają, że całe ich życie jest niekończącą się porażką bo „życie jest nie takie jak powinno być”. Patrzę na nich i nic nie mówię, bo co mam powiedzieć? Każdy wybiera sobie takie życie, jakiego chce. A że nie jestem „księżniczką z bajki” i nieźle dostałam po tyłku, to nikt mi nie powie, że „się nie da”. Przepraszam – da się, ja to wiem! Da się trzeźwieć. Da się wyrwać z chorego związku. Da się przestać być ofiarą. Da się ułożyć z wierzycielami. Da się być dobrym człowiekiem – trzeba tego chcieć, mieć w sobie pokorę i cierpliwość. Gotowość na ciężką i czasem bolesną pracę nad samym sobą. Tylko tyle, i aż tyle.
Nie wiem czy to powód do dumy czy może do zmartwienia, że tak późno, bo w wieku czterdziestu lat, zaczynam mieć pewność, że dojrzewam. A moje życie, mój związek, moja praca, moi przyjaciele, którzy byli przy mnie w najgorszym momencie i są teraz, kiedy najlepsze karty wracają do mnie, są dla mnie dowodem, że jestem na właściwej drodze.
Każdego dnia patrzę na siebie, na to co i jak zrobiłam. Staram się być krytyczna, ale mam też w sobie dużo wyrozumiałości. Nie stawiam sobie zadań, które przekraczają moje możliwości. Każdego dnia idę jeden malutki krok do przodu. Każdego dnia mówię sobie: „Dzisiaj się nie napiję”. Każdego dnia chcę być „lepszym człowiekiem” i mocno wierzę, że na końcu tej drogi, na końcu linii życia, właśnie dzięki temu będę mogła powiedzieć: „Przeżyłam dobre życie”.