Ryszard Petru ogłosił Plan naprawczy dla Polski. I pewnie nie formułowałabym krytycznych opinii wobec tej politycznej inicjatywy, bo jestem przekonana, że opozycja jest od tego, żeby patrzeć na ręce rządu, szczególnie, gdy rząd ma zapędy antydemokratyczne i autorytarne, a takim jest rząd PiS. Niestety Przewodniczący Nowoczesnej ogłosił ten plan z mównicy sejmowej z miną Zbawcy Rzeczypospolitej, wywołując wrażenie, że poprzedni rząd niewystarczająco zabezpieczył finanse publiczne i że są potrzebne jakieś extraordynaryjne zmiany w prawie. Tymczasem w pięciopunktowej naprawie Rzeczypospolitej sformułowanej przez Ryszarda Petru nie ma w zasadzie niczego, co nie byłoby już dawno zapisane w Konstytucji RP lub w ustawach przyjętych przez Sejm poprzednich dwóch kadencji. Jedyna różnica polega na tym, że wprowadzone przez PO ustawowe zasady są pragmatyczne, a postulaty Nowoczesnej mają charakter dogmatyczny, co jest typowe dla politycznych nowicjuszy.
Nie trzeba być ekonomistą, żeby wiedzieć, że aby dojść do zrównoważonego budżetu, trzeba zaliczyć przystanek pt. MTO (Medium Term Objective) czyli średniookresowy cel budżetowy, który wynosi -1% i wprost wynika z Programu Konwergencji, który Polska uzgadnia z Unią Europejską. Otóż MTO zapewnia margines zabezpieczający przed przekroczeniem przez nominalny deficyt progu 3% PKB (wymaganego prawem europejskim) przez cały cykl koniunkturalny. To właśnie dlatego MTO zapewnia długookresową stabilność finansów (w tym utrzymanie długu poniżej 60% PKB) jednocześnie pozostawiając miejsce na publiczne inwestycje.
Panie Ryszardzie - TO JUŻ ISTNIEJE! Ustawa o finansach publicznych znowelizowana w 2009 r., opisuje dokładnie, co powinien zawierać Wieloletni Plan Finansowy Państwa, który sporządza się na dany rok budżetowy i trzy kolejne lata. Po co zatem kolejny dokument mówiący o czteroletnich planowanych dochodach, wydatkach, działaniach podejmowanych w celu obniżania deficytu, wskaźnikach, itd... Ma być dokładniejszy, precyzyjniejszy, jaki? Wydaje się to niemożliwe, bo immanentną cechą każdego planu jest to, że odnosi się do przyszłości. A z przyszłością zawsze łączy się niepewność, dlatego ważniejsze jest zapisanie reguł i zasad, zapewniających bezpieczeństwo finansom państwa, zasad, których demokratyczny rząd nie łamie. I to zrobiliśmy w ustawie o finansach publicznych! Usztywnienie takiego planu musi okazać się utopijne, bo czy wiosną 2007 roku (gdyby wtedy istniał obowiązek sporządzania WPFP) przewidzielibyśmy w nim upadek Lehman Brothers i wpływ, jaki światowy kryzys miał na polskie finanse publiczne? Dlatego właśnie każdy plan musi zawierać pewną elastyczność, inaczej staje się dokumentem istniejącym tylko na papierze. Taka elastyczność jest absolutnie pożądana – musi istnieć miejsce na szybką i adekwatną reakcję państwa na zmiany w gospodarce.
Hmmm... w tym punkcie Ryszard Petru chyba pogubił się zupełnie. Nowe wydatki to prognozowane wydatki i jako takie mogą mieć pokrycie tylko w prognozowanych dochodach. Zresztą ten punkt to "masło maślane" z pkt. 1. a także z pkt. 2., bo jeśli już mamy zrównoważony budżet, to wydatki równoważą dochody (chyba, że będą to dochody zmyślone), a jeśli mamy plan finansowy państwa, to znamy dochody i wydatki - obecne i przyszłe. Autorowi tej rewolucyjnej tezy chodziło chyba o to, o czym wielokrotnie mówiliśmy w sejmie, podczas debat budżetowych. Otóż zwracaliśmy uwagę, że nowe wieloletnie wydatki muszą mieć pokrycie w nowych wieloletnich, a nie jednorazowych, dochodach. Dodatkowo autor tego postulatu powinien dodać, że prognozowane dochody nie mogą opierać się na życzeniowych, wyimaginowanych projekcjach, ale muszą mieć solidne podstawy w możliwych do osiągnięcia celach i działaniach. Przykładem takich dochodów, których nie będzie, a na podstawie których PIS obiecał całkiem sporo, jest zwiększenie ściągalności VAT i CIT w krótkim okresie. W sejmowej debacie budżetowej padła nawet kwota 70 mld. zł. (sic!), a co, kto PiS-owi zabroni, skoro wybrał go Naród?
Panie Ryszardzie - to TEŻ już istnieje! Artykuł 118 ust. 3 Konstytucji RP mówi o tym, że wnioskodawcy, przedkładając Sejmowi projekt ustawy, muszą przedstawić skutki finansowe jej wykonania.
I to TAKŻE istnieje! Ustawa o NBP definiuje podstawowy cel działalności banku centralnego, pozwalając jednocześnie na wspieranie polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Biorąc pod uwagę, że podstawowy cel to utrzymanie stabilnego poziomu cen, wydaje się, że nie trzeba niczego zmieniać. Chyba nie chcemy zapisać, że nasz bank centralny nie może wspierać polityki gospodarczej rządu? Problem niezależności banku centralnego nie leży zatem w przepisach, a raczej w rządzie i zarządzie NBP i w tym, czy te przepisy są łamane, czy nie. Problem zaczyna się wtedy, gdy łamane jest prawo po to, by spełnić nierozsądne obietnice wyborcze i zapewnić sobie ponowny wybór.
