Długa historia przyjaźni PiS-u ze SKOK-ami jest jednocześnie smutną historią pokrzywdzonych ludzi, którzy do dzisiaj nie odzyskali swoich pieniędzy po upadku SKOK Wołomin. Jest też historią milionów emerytów, którzy zaufali reklamom z dobrodusznym starszym panem Stefczykiem, który w XIX wieku zakładał wiejskie kasy, żeby ograniczyć lichwę na polskiej wsi. Biedni emeryci myśleli, że dostaną tani kredyt, a zostali naciągnięci na wysokie odsetki i obowiązkowe udziały, które tracili, gdy upadały kolejne kasy. Nie wiedzieli, że dzisiejszy system SKOK ma tyle wspólnego z wiejskimi kasami z końca XIX w., co faryzeusz z miłosiernym samarytaninem. Nie wiedzieli, że ich życiowe oszczędności, które powierzyli różnym kasom, w tym Wołominowi, i wpłacili na lokaty, kuszące wysokim oprocentowaniem, mogły przepaść bezpowrotnie, gdyby w całości udał się PiS-owski plan zablokowania nadzoru państwowego nad skokami i pozostawienia ich pod nadzorem jedynie G. Biereckiego.
• Profesor Krzysztof Pietrzykowski (pracownik naukowy UW, później członek Rady Naukowej Spółdzielczego Instytutu Naukowego G. Bierecki)
• Doktor hab. Lech Kaczyński – (członek pierwszego składu Rady Nadzorczej Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych)
• Doktor Marek Głuchowski – (wtedy wspólnik w kancelarii A. Jedlińskiego - Przewodniczącego Rady Nadzorczej Kasy Krajowej)
Jerzy Pankowski zwrócił uwagę na dysproporcje w strukturze udziałów, wskazał też na zasadność rozwiązania polegającego na swobodzie kas w wyborze, czy korzystać z usług Kasy Krajowej.
Kazimierz Graca zadał pytanie, czy Fundacja musi należeć do Kasy Krajowej.
Zasugerowano też wprowadzenie limitu udziałów dla nie-SKOK-ów.
G. Bierecki stwierdził, że Fundacja stanowi poważne wzmocnienie kapitałowe, a wszyscy członkowie Kasy Krajowej mają prawo nabywać dodatkowe udziały. Dodał też (to ważne w kontekście dalszej historii Fundacji i taśm Chrzanowskiego!), że Fundacja nie uzyskuje korzyści finansowych z posiadanych udziałów, bo nadwyżka bilansowa Kasy powiększa fundusz stabilizacyjny, a odpowiedzialność za zobowiązania jest do wysokości udziałów.
1. Czy dlatego, że widmo nadzoru państwowego było już nie do zatrzymania, więc trzeba było uciec z intratnym biznesem poza sektor finansowy, czyli poza nadzór KNF?
2. Czy dlatego, że kolejnym krokiem było wyprowadzenie pieniędzy ze spółek outsourcingowych do Luksemburga, gdzie nie sięga nie tylko KNF, ale także polski fiskus?
3. Czy dlatego, że poszczególne kasy słono płaciły za wszystkie usługi zlecane na zewnątrz, a „grupa trzymająca władzę” w sektorze SKOK zarabiała na tym, doprowadzając, w skrajnych przypadkach, do upadłości kas?
4. A może wszystkie te powody były równie istotne?
5. I czy to nie dziwny zbieg okoliczności, że w czasie, gdy miecz Demoklesa wisi nad skokami, Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych (ta, co powinna była wesprzeć fundusz stabilizacyjny sektora) zostaje przekształcona w prywatną spółkę G. Biereckiego, skutkiem czego ok. 77 mln zł wyparowuje z sektora?
Tymczasem komunikaty i listy od Morawieckiego i Glapińskiego, adresowane do sektora SKOK i upowszechniane w przestrzeni publicznej, budują pozytywny obraz bezpiecznego sektora finansowego, dedykowanego ludziom ubogim, przez co zachęcają mniej świadomych obywateli do zakładania kont, lokowania oszczędności w kasach i stawania się ich członkami. Panowie wciąż zachowują się tak, jakby BFG nie wypłacił prawie 5 mld zł w związku z wieloletnim brakiem skutecznego nadzoru nad kasami, nadzoru, który powinna była sprawować Kasa Krajowa. Ciekawa też jestem, dlaczego ubożsi obywatele mieliby brać droższe kredyty w skokach, a nie tańsze w bankach?
