
Dziś przypada rocznica urodzin Marcela François'a Lefebvre'a, który zapisał się w dziejach odrzucając część postanowień II Soboru Watykańskiego, szczególnie te dotyczące ekumenizmu i kolegialności Kościoła.
REKLAMA
Jako aktywny ateista zawsze mam wątpliwości co do tego, czy w ogóle powinny mnie obchodzić wewnętrzne zmiany w kościele katolickim. Być może tak naprawdę powinienem go ignorować, pokazując tym samym, że można żyć na tym świecie w ogóle nie poświęcając cienia uwagi dawnym, niezbyt racjonalnym mitom.
Niestety, w te mity wierzy wielu ludzi i mają one wpływ na moje otoczenie, oraz na ludzi, których cenię, z których część jest katolikami. Człowiek składa się z wielu elementów, z wielu narracji, całkowita spójność działania i przekonań nie tylko jest trudno osiągalna, ale wręcz nie stanowi dla wielu z nas celu. Nietrudno sobie wyobrazić bardzo nieracjonalnego ateistę, który wierzy w czary, horoskopy, oraz teorie spiskowe, oraz całkiem racjonalnego katolika, który wprawdzie wierzy w mity swojego kościoła, a nawet w jego dogmaty, lecz pod wieloma innymi względami jest osobą racjonalną.
Dlatego 29 listopada warto wspomnieć biskupa Lefebvre'a, który zasłynął odrzuceniem dążenia Kościoła do większej tolerancji, które znalazło swoje odzwierciedlenie w postanowieniach II Soboru Watykańskiego. Sam sobór, moim zdaniem, był próbą zadośćuczynienia Kościoła za to, że tak wielu jego dygnitarzy, oraz zwykłych wyznawców poparło nazizm, a także frankizm w Hiszpanii. Chciałbym kiedyś, swoją drogą, zobaczyć pracę jakiegoś skrupulatnego i choć trochę obiektywnego historyka, rozważającą na ile ekumenizm II Vaticanum był szczery, a na ile stanowił celową strategię wizerunkową.
Koniec końców wiele postanowień soboru zostało cofniętych, w czym duży udział miał Jan Paweł II. Ze szczerych chęci pozostała fasada, o czym mówił dla Racjonalista.tv prof. Stanisław Obirek.
Rozczarowanie spowodowane odrzuceniem najważniejszych postanowień II Soboru Watykańskiego było jedną z głównych przyczyn porzucenia Kościoła przez prof. Obirka.
Lefebvre, będący najgłośniejszym katolickim konserwatystą XX wieku, był jednocześnie Francuzem. Francja jest bez wątpienia największą sojuszniczką ateizmu, racjonalizmu i świeckości na świecie. Przykład Lefebvre'a pokazuje jednak, że ta pozycja Francji tworzy też w tym kraju betonogłowych fundamentalistów, którym bliżej do polskiego Terlikowskiego, niż do polskiego kleru, któremu przecież nie można odmówić konserwatyzmu i dogmatyzmu. Oczywiście, obok integrystów istnieją też we Francji typowi katolicy, lecz wyrazistych ruchów fundamentalistycznych jest tam całkiem sporo,
Historia Lefebvre'a wpisuje się też w narastający konflikt rdzennych Francuzów z imigrantami z państw muzułmańskich. Mocną odsłonę tego konfliktu pokazał ostatnio w swoim artykule o Marsylii do NaTemat Michał Gąsior.
Lefebvre znał z autopsji świat muzułmański. 12 czerwca 1947 roku objął wikariat apostolski Dakaru. Został też mianowany biskupem tytularnym Anthedonu (obecnie jest to miejscowość Al Blakijja znajdująca się koło Gazy w Palestynie). Później, jako wikariusz apostolski Lefebvre był odpowiedzialny za Kościół katolicki w części Senegalu. Życie katolików było tam trudne, stanowili oni 55 tysięczną mniejszość na zamieszkiwanym przez 2,5 miliona ludzi obszarze, z czego większość stanowili muzułmanie. Lefebvre odnosił tam spore sukcesy w szerzeniu wiary, nie brakowało oczywiście przy tym konfliktów, lecz Senegal był jeszcze wtedy pod władzą Francji, zatem władze stały po stronie misjonarza.
Skuteczność Lefebvre'a doceniono i 22 września 1948 roku został on nuncjuszem papieskim w całej Afryce Francuskiej. Był zatem przedstawicielem Watykanu dla Maroka, południowej Algierii, Mauretanii, Nigru, Senegalu, Gabonu, Sudanu, Czadu, Dżibuti, Reunionu i Madagaskaru.
Zadanie nowego nuncjusza było bardzo ambitne. Rozbudowywał on i tworzył struktury administracji kościelnej na gigantycznym obszarze, który mu podlegał. Lefebvre był także odpowiedzialny za wybór nowych biskupów, wśród których pojawili się pierwsi hierarchowie wywodzący się z rdzennej ludności. Dzięki swojej pracy administracyjnej 1955 Lefebvre został pierwszym arcybiskupem Dakaru.
Po śmierci Piusa XII, gdy papieżem został Jan XXIII, Lefebvre'a wyznaczono do komisji przygotowawczej Drugiego Soboru Watykańskiego. Tymczasem kolonializm europejski się załamywał i w 1962 roku przeniesiono go na stanowisko biskupa Tulle we Francji, pozwalając na zachowanie tytułu arcybiskupa.
Być może to załamywanie się kolonializmu wpłynęło na nietolerancję Lefebvre'a? Na bazie rozliczeń z grzechami XIX wieku, my Europejczycy jesteśmy negatywnie nastawieni do naszej kolonialnej przeszłości (Polski wtedy nie było, ale nasze społeczeństwo czerpało pośrednio profity z kolonializmu i – jak Sienkiewicz w „Pustyni i w Puszczy”, w większości podzielało kolonialny punkt widzenia). Chęć rozliczania się z przeszłością kolonialną wywołała drugie obok dawnej dumy z "misji białego człowieka", zjawisko, co stało się kontynuacją czarno – białego widzenia tej epoki. Dawny brak krytycyzmu został zastąpiony krytycyzmem totalnym, w którym kolonialni najeźdźcy zawsze byli agresorami, zaś ludność lokalna ofiarami. Faktem jest jednak, że ludność afrykańska, po odzyskaniu wolności, dokonywała często masakr ludności napływowej, związanej z dawnym aparatem władzy. Najbardziej ucierpieli na tym Hindusi, używani przez Imperium Brytyjskie jako żołnierze i urzędnicy niższego szczebla. Do tej grupy należał na przykład w swej młodości Gandhi, który szczęśliwie dla siebie wrócił do Indii. Jeśli chodzi o Imperium Francuskie, do najtragiczniejszych sytuacji doszło w Algierii, gdzie część społeczeństwa opowiedziała się za unią francusko – algierską. Koniec końców musieli oni wyemigrować z kraju, gdzie groziła im śmierć za zdradę, i stali się pierwszą dużą grupą Arabów posiadających obywatelstwo francuskie. Krytycy islamizacji Francji niekiedy o nich zapominają, co nie jest sprawiedliwe, gdyż w jakimś sensie w latach 60ych to głównie frankofilscy Arabowie, a nie rdzenni Francuzi, walczyli za Francję. Inna rzecz, że ta pierwsza powojenna grupa Algierczyków była szczególnie podatna na laicyzację i wniosła ważny wkład we francuską kulturę.
Można zatem śmiało przypuszczać, że afrykańskie przeżycia Lefebvre'a wpłynęły na odrzucenie przez niego postanowień II Soboru Watykańskiego dotyczących ekumenizmu i zmiany liturgii. Już podczas Soboru arcybiskup Lefebvre uczestniczył w obradach Cœtus internationalis patrum (odrębnej grupy wewnątrz soboru). Niedługo potem założył podległe jego ideom seminarium w Écône, zaś jego spór z Watykanem nabierał rozpędu. Nawet Jan Paweł II, będący ultrakonserwatystą i w sumie podobnie jak Lefebvre odrzucający faktyczny ekumenizm, nie mógł zasypać rowu między integrystami (obecnymi nie tylko we Francji) a resztą Kościoła. Zważywszy na wydaną przez Jana Pawła II encyklikę, którą omawia w zawartym w tym tekście materiale prof. Obirek, pochodzącemu z Polski papieżowi chodziło najpewniej tylko o strategię wizerunkową.
Swoją drogą jednego z integrystów zainspirowanych przez Lefebvre'a ogromnie podziwiam, oczywiście nie za poglądy, ale za jego wkład w sztukę muzyczną. Jest nim Marcel Peres, szef zespołu Ensemble Organum, jednego z najlepszych w odtwarzaniu muzyki średniowiecza. Marcel Peres często gości na festiwalach w Polsce, jak się domyślam podoba mu się tradycjonalistyczno – katolicki klimat naszego kraju. Nawet w swoich skądinąd świetnych pracach muzykologicznych Peres nie może się oprzeć próbom ewangelizacji i nawoływania do tego, aby msze znów się odbywały po łacinie, zaś kapłan był zwrócony w stronę ołtarza, a nie w stronę wiernych. Peres urodził się w Oranie, we francuskiej Algierii, stąd zapewne wywodzi się aż taka bliskość poglądów wybitnego muzyka i Lefebvre'a.
Lefebvre zmarł w 1991 roku. Miał wtedy 85 lat. Niedługo przed jego śmiercą Liga przeciw Rasizmowi i Antysemityzmowi oskarżyła biskupa - renegata o propagowanie nienawiści rasowej i wytoczyła mu proces sądowy. Wielu hierarchów afrykańskich stanęło jednakże po stronie „dobrego biskupa z Dakaru”.
Wydaje mi się, że dziś, kiedy fundamentalistyczni muzułmanie prześladują chrześcijan (ateistów też, oczywiście) na podległych sobie obszarach (czasem doprowadzając do ludobójstwa), warto sobie przypomnieć postać Lefebvre'a. Nie tylko on nie wiedział, jak dać sobie radę z „innowiercami”. Również część ludzi świeckich, a wśród nich nawet zadeklarowanych ateistów, zaczyna wspierać chrześcijaństwo obawiając się islamizacji Europy. Znacznie bardziej stanowcza wobec fanatyków muzułmańskich polityka USA ma również po części swoje podłoże w radykalnych ruchach ewangelikalnych popularnych w tym wielkim kraju. Wydaje mi się, że nie jest to dobra droga, choć nie mogę też przyznać racji naiwnej, wybielającej zbrodnie i nietolerancję sporej części współczesnego islamu lewicowej polityce „multikulti”.
Moim zdaniem jedynym rozwiązaniem jest bezkompromisowe przestrzeganie praw człowieka i budowanie świeckości państwa. Prawa człowieka powinny stać ponad dogmatami jakiejkolwiek innej religii. Świeckie państwo powinno mieć w pełni świeckie prawa, nie dyskryminujące nikogo, kto nie szkodzi innym zachowując przy tym swoją kulturowo – religijną tożsamość, takie państwo powinno jednak zwalczać na drodze prawnej kulturowo – religijne tożsamości nawołujące do przemocy wobec „niewiernych”. Na przykład obecnie świecki i demokratyczny Zachód (w tym Polska) powinien ruszyć na pomoc prześladowanych chrześcijanom z Bliskiego Wschodu. Nie w imię wojny religijnej, ale w imię praw człowieka.
