Jedna z wielu akcji za wolnością słowa prześladowaną przez niektórych wyznawców islamu.  Blogerzy z Bangladeszu płacą niekiedy za nią cenę najwyższą...
Jedna z wielu akcji za wolnością słowa prześladowaną przez niektórych wyznawców islamu. Blogerzy z Bangladeszu płacą niekiedy za nią cenę najwyższą... grafika Jacek Tabisz

Jak ratować wolność słowa? Dla mnie oficjalne wycofanie się Charlie Hebdo z malowania karykatur Mahometa ma wymowę złowrogiego symbolu. Mordercy dopięli swego i wolność słowa oraz ekspresji artystycznej w Europie zaczyna się cofać.

REKLAMA
Dziwi mnie tak słaby poziom debaty na ten temat. Brutalne zakneblowanie antyreligijnej satyry utonęło w morzu wielu innych tematów. Tematów często mniej ważnych. Bo to, że nasza cywilizacja jako pierwsza otworzyła bramy nowoczesności zawdzięczamy w dużym stopniu wolności słowa. Liderem w tym zakresie była Anglia i później – Wielka Brytania. Stąd tak silna pozycja tego kraju na mapie politycznej XIX wieku.
Wolność słowa daje nam to, że nikt odgórnie nie może zakneblować zwykłego obywatela. Wolno nam poruszać wszelkie treści. Żaden autokrata nie decyduje o tym, gdzie w tym zakresie kończy się nasza wolność. Czasem możemy pomówić konkretną osobę i tylko wtedy powinien być sąd. Dzięki tej swobodzie mamy szansę iść do przodu. Przecież często to, co początkowo wydaje się absurdalne okazuje się być drogą rozwoju, czy to naukowego, czy to technologicznego, czy to społecznego.
Obecnie na miejscu brutalnego autokraty zasiedli fundamentaliści religijni islamu. Cenzura nie przyszła ze strony rządu Francji czy Danii, ale ze strony inspirowanych religijnie terrorystów. Został przesłany jasny sygnał - „narysujesz karykaturę Mahometa – zostaniesz zabity”. Niestety, rządy i elity intelektualne wyraziły zgodę na wpływ tego sygnału na życie Europejczyków.
Pomiędzy rasizmem części prawicy, a idealizacją „innego” części lewicy nie ma miejsca na uczciwą debatę o radzeniu sobie z niszczeniem niektórych osiągnięć naszej cywilizacji przez niektórych wyznawców nowej, jak na Europę, religii. Ktoś szukający rozwiązania, albo starający się pomóc w jego znalezieniu przez pytania czy zarysowanie problemu, natychmiast wrzucany jest albo do skrzynki rasizmu („przybysze to kozojebcy, atomówką ich” - wołają przedstawiciele tego nurtu), albo do skrzynki ideologicznej idealizacji „innego” („przemoc muzułmanów nie ma źródła w religii, to nasza wina, bo nie są dyrektorami banków” - zaciemnia problem część lewicy).
Oczywiście muzułmański przybysz nie jest ani „kozojebcą”, ani „świętym, pokrzywdzonym innym”. Jest człowiekiem, takim samym jak my. Jak Ty czy ja. Gdybyśmy na przykład chcieli biegać przez Eurotunel, słusznie spotkałaby nas kara. To jest po prostu niebezpieczne, dla nas i dla innych i ciężko znaleźć powód dla łamania tego bezpieczeństwa. Gdybyśmy mordowali rysowników karykatur Jana Pawła II czy – w przypadku polskich ateistów – rysowników karykatur (sam nie wiem) Stanisława Lema (?), słusznie by nas darzono niechęcią.
Oczywiście pojawiają się tu słowa „nas” i „my”. Był moment, kiedy Polacy kombinowali z autami w Niemczech. Ale nie byli to oczywiście wszyscy Polacy. Większość z nas nie miała z tym nic wspólnego. Gdyby nas zapytano, większość z nas stwierdziłaby, że auta kradną złodzieje, ale my szanujemy prawo własności i nie mamy zamiaru kraść czyjegoś samochodu, ani używać auta, o którym wiemy, że ktoś je wcześniej ukradł.
Jeśli chodzi o mordowanie za karykatury Mahometa, to przede wszystkim europejscy muzułmanie powinni nas zapewnić, że nie mają nic przeciwko rysowaniu tychże karykatur. Powinni się odciąć od ludzi, którzy za obrazę ich sfery sacrum są skłonni mordować. Powinni sami bronić prawa do rysowania karykatur Mahometa. Tak się jednak nie dzieje. W świetle badań całkiem spora grupa zamieszkujących Europę muzułmanów uważa, że kara śmierci za obrazę islamu jest ok, albo nie budzi w nich większej kontrowersji. Jest to ogromny problem i mówienie o nim nie powinno być określane mianem rasizmu. Powinno być przyczynkiem do uczciwej debaty, do szukania rozwiązań.
Na pewno nie jest rozwiązaniem obecne podejście. „Karykatury drażnią muzułmanów, więc nie rysujmy ich. Jak ktoś narysuje karykaturę Mahometa czy Alego w sumie sam jest sobie winny”. Takie podejście to rasizm czystej postaci. Traktujemy w ten sposób muzułmanów jako gorszych od nas „dzikusów”, których nie należy drażnić.
Być może rząd kraju, gdzie morduje się karykaturzystów Mahometa powinien sam je zacząć rysować, w ramach akcji społecznej? Rozumiem doskonale, że prywatny wydawca gazety i jej pracownicy boją się ryzykować dla wolności słowa i ekspresji artystycznej własne życia. Zwłaszcza, gdy widzą relatywizację zbrodni na rysownikach karykatur Mahometa ze strony części lewicy („nie drażnić „innego””) jak i ze strony części prawicy („sami sobie jesteście winni, religii się nie obraża, Jezusa też zostawcie w spokoju, bo JESZCZE nie zabijamy”). Smutna sytuacja – nie dość, że można zostać męczennikiem na rzecz idei wolności słowa i ekspresji artystycznej, to jeszcze takie męczeństwo jest dla wielu ludzi obojętne.
Być może to właśnie rządy Francji i Danii, w krajach, gdzie morduje się i zastrasza się karykaturzystów Mahometa, powinny same publikować w publicznych mediach prześmiewcze wizerunki proroka islamu? Aby pokazać ludziom, że mają prawo kpić też z tych świętości, nie tylko z rzeczy drogich ludziom, którzy nie mordują za niepoprawne dla siebie treści (chrześcijanie są pod tym względem obecnie zdecydowanie lepsi od muzułmanów). W przypadku państwowej akcji karykatur Mahometa, polegającej na przykład na publikowaniu karykatur zamordowanych rysowników na billboardach w całym kraju z dopiskiem - „wolność słowa jest jedną z najwyższych wartości naszej cywilizacji”, osoby chcące mordować za karykatury zobaczyłyby, że mają przeciwko sobie nie tylko grupki prywatnych i bezbronnych ludzi, ale całe państwo. Obecność karykatur w przestrzeni publicznej pokazałaby też, że mogą być, że niebo nie wali się na głowy, że można akceptować w swoim sąsiedztwie ludzi o zupełnie innych światopoglądach i nadal być szczęśliwym.
Oczywiście taka państwowa akcja w świeckich krajach trafia na problemy prawne. W normalnej sytuacji żadne świeckie państwo nie powinno angażować się ani w zachwalanie, ani w potępianie żadnej z istniejących w nim religii. Tym niemniej publikowanie karykatur, których autorzy już zostali zamordowani, z adnotacją, że chodzi tylko i wyłącznie o obronę wolności słowa, nie godziłoby moim zdaniem w świeckość państwa.
Możliwe, że powyższy pomysł nie jest wcale najlepszy, choć mi się podoba, dlatego o nim piszę. Na pewno nie powinniśmy przechodzić obojętnie nad totalną klęską jednej z głównych wartości naszej cywilizacji, jaką jest wolność słowa. Jestem przekonany, że brak jakichkolwiek sensownych działań w odpowiedzi na obecną w Zachodniej Europie przemoc na tle religijnym to dosypywanie surowca do przysłowiowej beczki prochu. Nie należy ani piętnować, ani idealizować „innego”. Osoby biegające przez Eurotunel powinny wzbudzać nie tylko współczucie, i nie tylko gniew. Z sytuacją, w której każde znane medium publikujące karykaturę Mahometa może się spodziewać wizyty wyznawców Allacha z kałaszami też należy coś zrobić.

Ps.: Mój artykuł odniosłem do Europy Zachodniej, ale oczywiście jak zawsze uważam (o czym pisałem niejednokrotnie), że nie powinno istnieć w Polsce prawo do karania obrazy uczuć religijnych, choć tego, co wokół niego się dzieje nie można jednak porównywać z całkowitym zastraszeniem karykaturzystów Mahometa. Mamy też w naszej przestrzeni publicznej satyryczne przedstawienia Boga Ojca i Jezusa, za które na szczęście nikt nie ciąga nikogo po sądach. Do tego uzupełnienia skłoniła mnie reakcja jednej z komentujących - "a w Polsce karykatur Jezusa w wykonaniu rządu?
zdumiewa mnie ta hipokryzja narodu, który wprowadził paragraf o obrazie uczuć religijnych, a sam wyśmiewa reakcje na obrazę uczuć mahometan.... w zasadzie, to nie zdumiewa... przywykłam do tej polskiego, zakłamanego podejścia do tej samej sprawy...".
logo
To jest właśnie ta lewicowa strona dyskursu, nie lepsza czasem od rasizmu części prawicy. Życie ludzkie zamordowanych karykaturzystów Mahometa zostało w tym komentarzu zrelatywizowane dla potrzeb ideologii. "Wyśmiewam reakcję Mahometan" - cóż, przepraszam.
Oczywiście, "reakcja Mahometan" pokazuje, że nie powinna nigdzie istnieć nawet symboliczna kara za "obrazę uczuć religijnych", czy to wpisana w prawo, czy to polegająca na braku skutecznej reakcji na lincze i samosądy. Prawo chroni przed pomówieniami konkretne osoby, chroni też czyjejś własności, między innymi meczetów i kościołów, to powinno wystarczyć.