Bez jedności Europa będzie słaba, choć oczywiście lekceważenie aspiracji mniejszości muzułmańskiej osłabia jej świeckość i integralność.
Bez jedności Europa będzie słaba, choć oczywiście lekceważenie aspiracji mniejszości muzułmańskiej osłabia jej świeckość i integralność. Grafika własna ze strony "Jestem za Unią Europejską!"

Pomimo złego rządu, który walczy z konstytucją własnego kraju, Polska nie jest pariasem Europy. Warto o tym pisać i mówić, gdyż u niektórych liberalno-lewicowych publicystów bardzo łatwo można wyczuć nutę poczucia niższości względem Europy.

REKLAMA
Czytamy między innymi, że Unia tyle nam dała, że poświęciła się przyjmując nasz kraj, a teraz „źli Polacy” pokazują Unii, że zdecydowanie nie było warto i pozostaje wstyd, wielki wstyd... Polska została wpuszczona na salony i okazała się zgrzebną wieśniaczką, która tylko przez krótki czas była w stanie ukrywać słomę wychodzącą jej z butów... Najbarwniej uprawia tego typu retorykę prof. Jan Hartman na swoim blogu w „Polityce”, ale oczywiście nie tylko on.
Tymczasem Polska była na dobrej drodze, aby zgodnie ze swoim rozmiarem, liczbą ludności i położeniem geopolitycznym stać się jedną z głównych osi napędowych Unii Europejskiej. Polacy są wprawdzie biedni przy większości państw UE, ale nie wynika to z naszego nieróbstwa, czy braku organizacji, ale z tego, że w 1989 startowaliśmy ze swoją wolnością z pozycji kraju trzeciego świata, z przestarzałą i zrujnowaną gospodarką. Nie tylko Francja czy Niemcy miały się w 1989 roku lepiej od nas, ale również (wtedy jeszcze) Czechosłowacja i Węgry. My mieliśmy 10 letni zastój gospodarczy związany z siłowym stłumieniem masowej opozycji, jaką była Solidarność, z wprowadzeniem stanu wojennego i z silną nawet jak na PRL prowizorką, która trwała od końca stanu wojennego do obrad Okrągłego Stołu.
Krótko mówiąc, w 1989 byliśmy wolni, ale byliśmy też zadłużonymi żebrakami stanowiącymi niewiadomą dla ewentualnych inwestorów. A jednak się udało, przez 26 lat Polska stała się normalną, choć nadal stosunkowo mało zamożną częścią Zachodu.
Weszliśmy do NATO i Unii Europejskiej. UE łożyła na nas środki służące wyrównaniu potencjału ekonomicznego jej rodzącego się i integrującego się terytorium. Czy była to łaska, akt bezwarunkowej dobroci, dowód zaufania wobec osób i sił „niegodnych” – jak sugerują to niektórzy polscy publicyści borykający się z silnym kompleksem niższości?
Oczywiście nie, to nie była żadna łaska. Budowanie dróg, infrastruktury, wdrażanie zachodnich standardów produkcji włączyło Polskę do reszty unijnego rynku. Uprawianie biznesu w Polsce i z Polską stało się wygodne. Zyskali na tym wszyscy – i Polacy i inni członkowie UE. Do tego doszły wspólne programy edukacyjne, społeczne i i kulturalne. Na polskich uniwersytetach studiuje wielu studentów z pozostałych części Europy – wielu Polaków studiuje w innych częściach UE. Czy to źle? Czy ktoś nam robi łaskę, albo my robimy ją komuś?
Unia Europejska rozwija się wspólnie i pomimo wielu zgrzytów, niedociągnięć, omyłek, jest to bardzo korzystny dla wszystkich proces. Polskie społeczeństwo należy do najbardziej euroentuzjastycznych w UE, choć, jak wszędzie rosną nacjonalistyczne resentymenty, jednak znacznie słabiej niż w wielu innych państwach UE, czego zdają się nie zauważać borykający się z kompleksem niższości publicyści i analitycy.
Ja wciąż mam nadzieję, że po obecnym kryzysie UE znów będzie dobrze, że UE nie rozpadnie się, ale zmądrzeje. Na pewno potrzeba dużo więcej demokracji przy wyborze unijnych komisarzy i innych liderów UE. Byłbym za wybieraniem ich w ogólnounijnych wyborach powszechnych. Dziś widzimy, że na przykład za politykę migracyjną UE odpowiadają w zbyt dużym stopniu silnie lewicowi utopijni aktywiści, którzy nie zostaliby wybrani w normalnych demokratycznych wyborach władz UE. Na kontrowersje są w stanie odpowiadać na zasadzie „i co nam zrobicie?”.
Jednym z głównym problemów Unii Europejskiej nie są moim zdaniem Polska, ani nawet Węgry, ale silne poczucie wyższości części społeczeństw Europy Zachodniej. Tymczasem Europa Środkowa też ma swoje doświadczenia, które powinny być wysłuchane u naszych zachodnich partnerów. Jeszcze w 1988 cała Europa Środkowa była pod jarzmem autorytarnych rządów ZSRR. Te doświadczenia nie są czymś odległym dla mieszkańców Środkowej Europy, dlatego być może jesteśmy w stanie racjonalniej oceniać niektóre zagrożenia, w tym te płynące z braku postępów procesu integracji muzułmanów w Europie.
W tym samym czasie gdy Europa Środkowa walczyła o swoją wolność za pomocą odwagi swoich obywateli, wielu mieszkańców Europy Zachodniej snuło utopijne wizje. Część elit Zachodu była urzeczona Mao, albo nawet Stalinem. Te elity pozostały, choć obawiam się, że zmieniły swoje dawne sympatie na kolejne utopie. Na przykład na kult „Innego”, któremu zawsze trzeba pomagać, którego nawet trzeba stawiać często ponad sobą. Ten „Inny” obecnie najczęściej jest muzułmaninem, a czasem bywa również dżihadystą. Zastąpił wyidealizowanego radzieckiego robotnika, czy ikonicznego budowniczego z maoistowskich Chin.
Sceptycyzm Czechów, Słowaków, Polaków i Węgrów wobec kultu „Innego” może się okazać zatem czymś dla UE korzystnym, nie zaś kolejnym przykrym problemem z „Europejczykami drugiej kategorii” - jak chcieliby to widzieć borykający się z poczuciem niższości publicyści.

Ps.: Na koniec zapraszam do polubienia strony "Jestem za Unią Europejską!" na Facebooku. Sam założyłem tę stronę już ze trzy lata temu i nie rośnie tak, jak powinna, choć jest dość osamotniona. Chyba naszą polską wadą jest niechęć do popierania pozytywnego przekazu...