Przyspieszyło. Pod brutalnym naciskiem rzeczywistości premier musiał przyspieszyć i na szybko wdrożyć plan „B”. Przecież nie chodzi o żadne zmiany, „nowe otwarcie”, interes Polski.
REKLAMA
Rekonstrukcja jest po to, żeby ekipa Tuska doczołgała się do końca kadencji i zorganizowała sobie miękkie lądowanie w instytucjach europejskich po następnych wyborach do europarlamentu.
Już na wiosnę tego roku spekulowano jak będzie wyglądał „Tuskobus do Brukseli” – teraz już wiemy. Z Brukseli ściąga się do rządu ludzi, żeby zwolnić miejsca dla bardziej swoich i taka operacja w języku polskim nazywa się „kopem w górę”. Za to do brukselskiej misji przygotowują się najbardziej zaufani premiera – Rostowski i Boni, to oni mają przygotować grunt dla Tuska po zakończeniu drugiej kadencji w Polsce.
Operacja „rekonstrukcja” staje się tym bardziej absurdalna kiedy widzimy, że awansuje się ludzi, którzy będą wydawali unijne pieniądze, a nie ma żadnej wizji rozwoju gospodarczego i Polski socjalnej na wzór Europy socjalnej.
Nowa ekipa Tuska to ładny telewizyjny obrazek, który ma oczarować społeczeństwo młodością Szczurka i urodą Bieńkowskiej, ale w ślad za tym nie ma żadnej wizji, nie ma koncepcji, nie ma innego pomysłu na autentyczną rozmowę ze społeczeństwem, w chwili gdy jest głęboki kryzys dialogu społecznego, rozpadła się ochrona zdrowia, trwa wojna o model systemu emerytalnego. Z litości nie będę wymieniał nazwisk odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. A tych ludzi pan premier nie raczył ruszyć. Miarą chaosu w jakim robiono rekonstrukcję, jest nowy minister finansów, który dotychczas kwestionował politykę finansową rządu Tuska.
W ramach tej tzw. rekonstrukcji jednocześnie awansuje się na ministerialne stanowiska za wierność dyspozycyjnych pupilków premiera. Ma to dla Polski straszne skutki, bo przecież obecne ministerstwo infrastruktury i rozwoju regionalnego ma przynajmniej dziesięć razy więcej obowiązków niż ministerstwo sportu. Trzymam kciuki, żeby to super ministerstwo nie zawaliło się i nie pogrzebało wielu ważnych spraw.
Plan ratunkowy premiera oprócz części brukselskiej obejmuje chyba również nagrody dla miernych, ale wiernych na terenie Polski. Z dużym zdumieniem patrzę na tajemnicze roszady w kluczowych spółkach skarbu państwa jak choćby PGE, PKP Cargo, czy PGiNG, gdzie jednych ludzi Platformy wymienia się na drugich, ale bardziej „premierowskich”.
W ramach rekonstrukcji Polska już ponosi koszty. W naszym kraju właśnie trwa ONZ-owski szczyt klimatyczny, gdzie mamy własne, bardzo określone interesy. I w ramach rekonstrukcji odwołuje się ze stanowiska ministerialnego człowieka, który za to odpowiada, niby dalej zostaje to w jego kompetencjach, ale odwołanie człowieka w trakcie szczytu to tak czy inaczej votum nieufności. Marcina Korolca odwołano na oczach 10 tysięcy delegatów z całego świata – czy teraz ktoś będzie go poważnie traktował? To klęska polskiej prezydencji na szczycie klimatycznym. Skandal!
Tuskobus już grzeje silniki przed odjazdem do Brukseli, a w Polsce trwa chaotyczna karuzela stanowisk. Czy w Polsce zostanie tylko złoty pomnik Tuska ufundowany przez związkowców?
Ogromna szkoda, że pan premier już dziś nie może oddalić się do Brukseli. Dla Polski byłoby lepiej.
