To nie będzie tekst miły. Nie spodoba się pseudokibicom. Kilka dni temu w Łodzi kibole Widzewa najechali kiboli ŁKS-u. Ale tamci byli cwani i się przygotowali. Wciągnęli Widzewiaków w pułapkę i piątkę z nich pocięli maczetami, młotkami i bejsbolami, przy okazji masakrując ich samochód. Współczuję rannym, ale pytam też: ile nas, Polaków, społeczeństwo, kosztuje ten bandytyzm?

REKLAMA
"Mieli pocięte ręce, nogi, głowy. Każda z nas próbowała tamować krew, zakładałyśmy opaski uciskowe. Rany był bardzo głębokie. Z niektórych krew tryskała tak, jakby ktoś lał ją ze strzykawki. Jeden miał rozcięte prawe ramię, mięśnie były przepołowione na szerokość 3 palców. Drugi miał wielką ranę z tyłu łydki. Było widać kości. Twarze całe we krwi..." - to relacja w Expressie Ilustrowanym, jaką zdały kobiety, które wybiegły pomagać zmasakrowanym w swoim samochodzie pseudokibicom. Taki był efekt jatki, do której doszło na Bałutach w rejonie Starego Miasta w Łodzi.
logo
Jedna z ustawek polskich pseudo-kibiców youtube.com

Gdy to czytałem przypomniała mi się niedawna dyskusja z pseudokibicami, których wkurzył mój tekst o zagarnianiu przez te środowiska wizerunku obrońców Powstania Warszawskiego. Jeden z moich facebookowych rozmówców napisał, że wewnętrzne walki kibiców to szlachetna sprawa "Formy walk klubowych, to jest rodzaj treningu, gdzie możesz nauczyć się walki w grupie. No chyba lepiej, w razie jakiejś wojny, walczyć ramię w ramię z osobami, którym ufasz”. Byłoby to wspaniałe założenie, tyle że dotyczy ono tłuczenia po twarzy innych Polaków, a nie godnej chwały walki z najeźdźcą.
Kibole urządzają jatki, ustawki i mordobicia co kilka dni. Potem rannych leczymy… za publiczne pieniądze. Ta piątka z Łodzi też zajęła na jakiś czas łóżka w łódzkich szpitalach. Zajęła je zwykłym szarym ludziom, chorym na schorzenia jakie ich dopadły, mimo że ich nie szukali. Te młode byczki nie musiały wcale wylądować w szpitalu. Oni tam trafili, bo postanowili kogoś zmasakrować. Przecież gdyby nie przypadek, donos "wtyki" w szeregach Widzewiaków, to ŁKS-owcy nie byliby gotowi i to nasza „dzielna piątka” cięła by maczetami innych. To jedynie przypadek, że oni stali się męczennikami bandyckiej sprawy.
Dochodzimy tu w końcu do społecznych kosztów zabawy łódzkich kiboli. Służba zdrowia jest w Polsce bezpłatna, tyle że tylko na papierze, bo każdy dzień w szpitalu kosztuje. Policzyłem ile kosztował innych Polaków, każdy z pociętych maczetami pięciu młodych ludzi.
Oparłem się na Cenniku Usług Medycznych Wojskowego Instytutu Medycznego oraz powiatowego szpitala w podtoruńskiej Chełmży. W efekcie powstały obliczenia hipotetyczne, ale moim zdaniem - bliskie prawdy.
Gdy rannych przywieziono na Izbę Przyjęć niezbędne były zdjęcia rentgenowskie. Diagnostyka Obrazowa Pracownia RTG Chełmża 50 – 70 zł. Szybka pomoc to zabiegi ambulatoryjne: szycie małej rany – 100 zł, szycie dużej rany – 150 zł, unieruchomienie gipsowe (mały gips) szyna gipsowa – 100 zł, unieruchomienie gipsowe (duży gips) – 150 zł. Leżący w szpitalu Widzewiacy musieli też otrzymać „usługi dodatkowe” - podłączenie kroplówki 30 zł; Opatrunek mały 40 zł; Opatrunek średni 80 zł; Opatrunek duży 120 zł; Usunięcie szwów 30 zł.
Chłopaków ze zmasakrowanymi twarzami musiałby zbadać Oddział Chirurgii Czaszkowo -Twarzowo - Szczękowej (czy innej chirurgii). Koszt pobytu na takim oddziale to 500 zł za dzień. Cena niezbędnej konsultacji lekarza ze specjalizacją - 150 zł. Trzeba było ich szyć, badać rozcięcia do kości, zabiegi były więc konieczne. Podstawowy pakiet badań krwi przed zabiegiem - 98 zł. Dostanie kijem bejsbolowym w szczękę wymaga raczej jej ponownego nastawienia. Kosztuje to 3050 zł.
Uszkodzenia oczu w efekcie bicia młotkiem w głowę są uzasadnioną obawą. Klinika Okulistyki przeprowadzi chirurgiczne zaopatrzenie pęknięcia w razie urazu gałki ocznej za 5050 zł.
Neurochirurgii nie sprawdzam, bo tu ceny zabiegu zaczynają się od 10.000 zł, mam tylko nadzieję że chłopaki nie dostaną w wyniku urazów głowy, epilepsji pourazowej.
Ranni mieli pocięte nogi, ręce. Być może złamania. Klinika Ortopedii opatrunek gipsowy „Minerva z kamizelką piersiową” założy za 288 zł. Przedramię - opatrunek „gipsowy okrężny przedramienny” - 58 zł. Ścięgna nóg były przecięte - operacyjna rekonstrukcja / plastyka uszkodzenia ścięgna/mięśnia - 4000 zł. Udo Operacyjna rekonstrukcja / plastyka uszkodzenia ścięgna / mięśnia - 4 000 zł.
Do Kliniki Rehabilitacji nie zaglądałem, bo po co? Zaraz jak wyjdą, ruszą znowu na ŁKS i wrócą szybko na oddział. Oby nie został im Zakład Patomorfologii…
Razem, na jedną osobę (ranną w nogę i rękę oraz w głowę) wychodzi ok. 14.056 zł z publicznych środków.

Kolega z dyskusji na Facebooku chwalił się, że wielu z kibiców robi składki na wspomaganie żyjących Powstańców Warszawskich. Że dbają o ich małe emerytury: „Chyba nie wiesz jak wielu "kiboli" ma kontakty z kombatantami. Stale ich odwiedzają, organizują dla nich różne zbiórki by pomóc tym, którym państwo, o które walczyli nie może nic dać, bo rząd ma ich w d...” – pisał. Zadam więc pytanie: Ile składek na emeryturę można by ufundować za pieniądze jakie wydaliśmy na leczenie młodego kibica, pociętego maczetą na własne życzenie? Ilu Powstańców można by nakarmić?
A wynoszące setki tysięcy złotych zniszczenia na stadionach, czy koszty corocznych burd 11 listopada? Są one dla mojego rozmówcy rzeczą naturalną: „(…) za zniszczenia na stadionach płacą kluby (prywatne pieniądze sponsorów) więc skoro oni nie protestują, to widać liczą się z tym. Po drugie narzekasz na zniszczenia podczas 11 listopada gdzie w wielu momentach policja prowokuje, a oni (kibice przyp. JJ) podejmują walkę - sytuacja analogiczna do czasów Solidarności - to zniszczenia są na kwotę 50 -100 tys. Tyle w podatkach Ci ludzie płacą w rok spokojnie, więc w sumie pokrywają z własnych pieniędzy”. Płacimy podatki, więc za tę sumę niszczymy majątek narodowy. Patriotyczna logika.
"Jedną ręką zbieram każdy grosz na Powstańca, a drugą zmuszam Polskę i polskich przedsiębiorców do wydawania dziesiątków tysięcy złotych na odbudowywanie trybun czy leczenie szpitalne ofiar ustawek". Komentarz?
Powstańcy Warszawscy to dziś starzy ludzie. Macie sumienie, żeby zabierać im łóżka w szpitalu? Bo przecież, gdy zapadną nie daj Boże na zdrowiu i pogotowie przywiezie ich do szpitala, mogą usłyszeć „łóżka są zajęte przez rannych z kibolskiej bójki”.
I co wtedy im powiecie?