Tzw. Matka Teresa z Kalkuty była potworem w ludzkim ciele. Można by ją nazwać "Aniołem Śmierci", gdyby to określenie od 1943 r. nie było zarezerwowane dla kogo innego. Słynna zakonnica rozkoszowała się ludzkim cierpieniem i przysparzała go chorym zamiast ich leczyć. Sama oczywiście cierpieć nie chciała. Gdy potrzebowała opieki paliatywnej, udała się do ekskluzywnego szpitala w USA. Czego ma uczyć wiernych Kościoła katolickiego św. Teresa z Kalkuty, skoro jej życie było pasmem oszustw, obłudy i znęcania się nad bezbronnymi chorymi? Dlaczego Komitet Noblowski nie odbiera jej pokojowej nagrody, przyznanej z braku wiedzy, że życie poświeciła łamaniu praw człowieka?
Potwór z Kalkuty już święty
REKLAMA
W misjach Potwora z Kalkuty, zamiast opieki medycznej, leków i środków przeciwbólowych, dawano pacjentom medaliki Maryi Dziewicy i modlitwę zakonnic. Indyjskie misje były faktycznie „domami umierających”. Wielu chorych zmarło z braku odpowiedniej pomocy, wszyscy w niewyobrażalnych mękach.
Potwór z Kalkuty oszukiwała darczyńców. Setki milionów dolarów, które Matka Teresa otrzymała na pomoc chorym, lokowała na tajnych kontach i przeznaczyła na kupienie sobie świętości. Plan się udał. Jej przyjaciel, Jan Paweł II, uczynił ją błogosławioną, a Franciszek - świętą.
Na rzekomą dobroczynność Potwora z Kalkuty nabrał się nawet Komitet Noblowski. Był to pierwszy w historii przypadek przyznania pokojowego Nobla za łamanie praw człowieka. Po ujawnieniu wszystkich niegodziwości Matki Teresy z Kalkuty, Nagroda Nobla powinna być odebrana. Przynajmniej w wymiarze symbolicznym, bo pieniędzy pazerny Kościół oczywiście nie zwróci.
