Książkotka
Książkotka

Znawcy tematu ćwierkają, że twarzoksiążka traci popularność. Specjalnie mnie to nie martwi, naturalna kolej rzeczy. Za to na pewno wielce cieszy mnie nowy internetowy trend: książki – a w szczególności ich zbiory na półkach – zyskują mocne wsparcie wizerunku.

REKLAMA
Wzbierająca popularność zjawisk internetowych to sygnał, że ich nazwy trzeba znać, by odpowiednie dać rzeczom słowa. Tego wymaga więc „selfie” (przaśny polski wariant: „samojebka”) – zdjęcie zrobione telefonem komórkowym (lub w ostateczności aparatem fotograficznym), na którym widać jego autora, zazwyczaj równocześnie będącego posiadaczem wspomnianych sprzętów. Często selfie jest też „słit focią” lub „słit fotką” (od ang. „sweet photo”), tzn. przestawia obiekt(y) w celowo przesłodzonej pozie i/lub otoczeniu.
Selfie zakwitło na pewnym australijskim forum internetowym w 2002 r., ale prawdziwa eksplozja sławy przyszła doń dopiero 10 lat później. Widocznie potrzebowało dużo czasu, by się rozhulać lub musiało poczekać na swój moment, niczym kulka w pinballu oczekująca w ciemnym przedsionku w kolejce do wystrzału. W ciągu roku od jesieni 2012 r. jego popularność wzrosła o – to nie pomyłka – 17000%. W sierpniu 2013 r. słynny oksfordzki wydawca słowników jęz. angielskiego oficjalnie włączył je do internetowych zasobów leksykograficznych swoich wydawnictw, zaś 19. listopada 2013 r., czyli w dniu mojego debiutu na NaTemat.pl, selfie dostąpiło nie lada zaszczytu: ogłoszono je Słowem Roku 2013. Możliwe, że właśnie to stało się zaczynem kreatywności użytkowników Internetu. W ostatnich tygodniach rozsupłał się worek z angielskimi terminami z sufiksem –elfie (stosuje się też pisownię „-elfy”), bowiem zaczęły funkcjonować następujące:
belfie (= bottom/bum selfie) – zdjęcie własnej pupy
delfie (= dick/dong selfie) – zdjęcie własnego penisa
drelfie (= drunken selfie) – zdjęcie siebie w stanie upojenia alkoholowego
helfie (= hair selfie) – zdjęcie własnych włosów
melfie (= male selfie) – męskie selfie
nelfie (= naked/nude selfie) – zdjęcie siebie w negliżu
welfie (= workout selfie) – zdjęcie siebie na siłowni lub sali gimnastycznej
Intrygująco objawia się znaczeniowa płodność wyrazu „felfie”, na którą wpływ zapewne miała przejawiana przez angielszczyznę niesłabnąca skłonność do aliteracji, jednego z ważnych elementów łączących ją z jej germańską przeszłością. Obecnie używa się go w 3 znaczeniach: fake selfie (= fałszywe selfie, tzn. zdjęcie innej osoby prezentowane jako swoje), funeral selfie (= selfie pogrzebowe; pochodzi od zachowania Baracka Obamy i Helle Thorning-Schmidt na pogrzebie Nelsona Mandeli) oraz uważane przeze mnie za najbardziej wśród nich godne uwagi farm selfie (= selfie farmowe) – uroczy trend powołany do życia przez irlandzkich hodowców bydła i rolników kilka tygodni przed ostatnimi Świętami Bożego Narodzenia.
Jednak największą radość sprawia mi zaistnienie „shelfie”, którego treść najbliższa jest temu, co fotografia przedstawia, zaś na dalszym planie stawia jej autorstwo. Rozwinięciem jest „shelf selfie”, czyli „selfie półkowe”. Chodzi o zdjęcie półek lub półki z książkami w posiadaniu jego autora, przy czym charakterystyczny jest częsty brak tegoż autora w kadrze – powściąga się chęć zaistnienia w obrazie, ustępując pola przedmiotom. Powody mogą być różne, najczęściej jest to po prostu miłość do literatury w jej klasycznej papierowej formie, ale również bywa to, skądinąd chwalebna, chęć zdobycia lub potwierdzenia prestiżu społecznego (w myśl zasady „pokaż mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś”, która, jak widać, dzięki Bogu wciąż ma zastosowanie) lub np. wysoko rozwinięty zmysł estetyczny. Ten ostatni czynnik wchodzi w grę wcale nierzadko, a manifestuje się w ustawianiu lub układaniu książek w kolejności rozmiaru, zgodnie z barwami okładek czy pod kolor otoczenia albo nawet tła. Inne często brane pod uwagę wyznaczniki to tematyka, kolejność alfabetyczna autorów lub tytułów, względnie nawet równolegle jednych i drugich. Często liczą się też dodatki ładnie wkomponowane pomiędzy szpalery książek: rośliny doniczkowe, świeczniki, figurki, pamiątki z podróży, odznaczenia, zdjęcia w ramkach.
Shelfie weszło do, zrazu niemrawego, użycia za sprawą brytyjskich wydawców i sprzedawców książek kilka miesięcy temu, ale naprawdę energicznie puściła je w obieg akcja wszczęta przez dziennik The Guardian w połowie grudnia 2013 r. Na wezwanie „Shelfie – pokaż nam zdjęcie swojej półki z książkami” odpowiedziało do dziś ponad 800 osób, a trend zaczął raźno rozchodzić się po świecie, przejęty przez inne media i oczywiście indywidualnych internautów. Jako fanatyczny, choć wybredny literaturożerca ceniący książki w tradycyjnej postaci chciałbym bardzo, żeby spopularyzował się też w Polsce. Stąd mój apel: podajcie tę ideę dalej, a wraz z nią termin „książkotka” (= „książkowa fotka”), który proponuję jako polski odpowiednik shelfie. Nie zostawiam pojęcia bez desygnatu – zamieszczam książkotkę mojego chowu. Fragment księgozbioru, który właśnie został unieśmiertelniony.