
Koncert odbył się w ramach cyklu eventów GIRLS VS. BOYS sponsorowanych przez CROPP. Wpisują się one w jesienną kampanię promocyjną marki - MAD GIRLS VS. NASTY BOYS. Działania marketingowe - poza promocją nowej kolekcji - mają szerszy zasięg. Na potrzeby akcji reklamowej powstała także nowa odsłona serwisu www.cropp.com. Zaplanowano również nową komunikację marki na Facebooku i serię objazdowych wydarzeń po Polsce. Poza koncertem w Warszawie mieliśmy już wydarzenie w Lublinie (wystąpili Marika i Ras Luta). Przed nami między innymi Sopot oraz Białystok. Na każdym evencie występuje inna para/pary muzyków (głównie z gatunku hip hop, który odpowiada miejskiemu lookbookowi CROPPa). Dodatkiem na eventach są pokazy malowania na żywo w typie street art w wykonaniu kolejnej pary artystów: KRIKA i VERY KING.
Ocenę przeprowadzę na podstawie imprezy warszawskiej. Po pierwsze miejsce - nie przepadam za klubem 1500. Lokalizacja, aranżacja… Większość elementów oceniam negatywnie. Spodziewam się jednak, że styl miejsca dobrany został do całej ideologii cyklu wydarzeń i potrafię to zrozumieć… Nie usprawiedliwia to jednak totalnej „olewki” Organizatora na to, co działo się na miejscu w czasie wydarzenia. Na moje oko wyglądało to niestety na brak jakiejkolwiek kompetentnej osoby czuwającej nad przebiegiem eventu. Oznacza to brak szacunku dla osób, które czekały na to wydarzenie, kupiły bilety i poświęciły swój czas, by odwiedzić klub.
Blog ma na celu zainspirowanie realizatorów i poprawę jakości produkcji eventów, a więc takie relacje, mimo że negatywne, powinny przynosić skutki. Agencjo CRANE – co się stało?
Pomijam fakt wysokich cen w klubie… ale o toalety ktoś powinien zadbać, wiedząc dużo wcześniej, że szykuje się impreza (ta akurat niewielka, ale tego samego dnia celebrowano również 4 urodziny klubu). W sumie może to i lepiej, że światła nie było, bo widok mógł przerazić niedostosowanego do „standardów” Gościa…
Koncert Izy Lach z lekkim opóźnieniem otworzył imprezę. Nie mogę powstrzymać się od skomentowania tematu popularności Izy w Polsce. Jak to jest, że Jimek wygrywa konkurs zorganizowany przez Beyonce na remix jej piosenki i występuje w Opolu, a Iza wygrywa w konkursie u Snoop Dogga (aka Snoop Liona), nagrywa z nim także poza konkursem i w Polsce… cisza. Chętnie się dowiem, o co chodzi, bo jest to co najmniej zaskakujące. Tym bardziej, że dziewczyna na małym podium w 1500 wydaje się być po prostu nie na miejscu. Może nie jest jej celem występować na w obiektach typu O2 Arena, ale ten głos powinien poznać każdy (szczególnie na żywo!). Należy jej się o wiele więcej - czego z całego serca jej życzę.
W czasie koncertu Uczestnicy kilkakrotnie odwracali swoją uwagę od sceny i zwracali ją w stronę realizatorki. Artystka zmuszona była do częstego poprawiania obsługi technicznej: prośba o więcej odsłuchu, mniej światła, wyłączenie dymiarki... To była próba czy koncert…?! Na koncercie L.U.C akustyka miejsca również dała o sobie znać. Niestety akurat tu, gdzie słowo jest najważniejsze, ciężko było cokolwiek zrozumieć... I na koniec ostatnia zaskakująca rzecz – niewielka frekwencja, mimo że cena biletów była niska (30 PLN).
Idea GIRLS VS. BOYS ma potencjał, ale mogłaby zostać bardziej rozbudowana. Malowanie na żywo było dosyć słabo oznaczone i wypromowane, w związku z tym zakładam, że połowa Gości pewnie w ogóle tego nie zauważyła.
Podsumowując - artyści pokazali klasę, Organizatorzy zaoferowali farsę. Może nie wszystkich irytują takie sytuacje, ale ja nie chcę się do nich przyzwyczajać, bo wynikają po prostu z niekompetencji. I bardzo dobrze, że wychodzą na światło dzienne, bo dzięki temu eventowcy wiedzą, gdzie się nie pojawiać i z kim już nie współpracować. Krótko mówiąc – takie incydenty potrafią popsuć odbiór tego, co dzieje się na scenie i dało się to wczoraj odczuć wśród publiki, która komentowała: „Tragiczne oświetlenie”, „Nic nie słychać” i „Kto jest menadżerem tego klubu?”.
