
Gdy mój Syn miał pół roku, zaczęłam wprowadzać do jego diety różne nowe produkty. Mina, gdy pierwszy raz dostał łyżeczkę tartego jabłka, a nie jak dotąd, moje mleko… Wyrażała chyba największe rozczarowanie, jakiego doznał w życiu (tym dotychczasowym i przyszłym) i rozczarowanie mną, bo skąd niby pomysł, że on chciałby jeść TAKIE COŚ?! Oczywiście po kilku podejściach jabłko trafiło na podatny grunt jak również cały szereg innych smakołyków. Jednak sposób, w jaki je serwowałam – niemalże bez obróbki i rozdrobnienia - budził poważne kontrowersje. Obecnie Stasiu ma trzy i pół roku, są oczywiście potrawy, które lubi mniej, ale jada niemal wszystko (oliwki, rukolę, szpinak, awokado, ryby).
„Nie mogę patrzeć jak on je tę marchewkę (przy. autora - marchewka była ugotowana, ale nie rozdrobniona)– udławi się!”
Ciężko nauczyć pięciolatkę gryzienia miękkich rzeczy, jeśli dziecko nie umie gryźć miękkich potraw, to jak poradzi sobie na przykład z orzechem? (obawiam się, że rodzice pominą po prostu tę grupę produktów). Właściwą porą na naukę gryzienia jest pierwszy rok życia.
Nie można pominąć również faktu, że dzieci które jedzą przetworzone produkty mają mniejszą szansę na rozwój zmysłu smaku i węchu. Przecież zmiksowanie wszystkiego razem pozbawia je odkrywania poszczególnych smaków. Owsianka, fasolka, wołowina, buraczek czy dziki ryż da dziecku więcej wrażeń i radości niż enigmatyczna papka.
