Dziś jest wielu krytyków tego, co wydarzyło się w 1989 r. Mówią, że ktoś poza nami dogadał się, zarobił na tym, a my znów wyszliśmy na frajerów. Niech i tak będzie. Spróbujmy jednak wyobrazić sobie, co było, gdyby się nie dogadali. Co by było, gdyby Lech Wałęsa, bracia Kaczyńscy, Tadeusz Mazowiecki i wielu innych nie przystąpili do Okrągłego Stołu. I dajmy spokój wielkiej polityce. Spróbujmy zatrzymać czas (lub cofnąć) dla każdego z nas, dla zwykłego człowieka.
REKLAMA
W 1989 r. miałam 27 lat i rodzinę. I jedno wielkie marzenie. Mieszkanie! Wynajęcie było drogie, o zakupie nie było co marzyć. Na komunalne lub spółdzielcze czekało się w wieloletniej kolejce – można ja było skrócić łapówką lub wchodzeniem w tyłek odpowiednim ludziom, no i zostając np. milicjantem lub esbekiem. Mnóstwo osób przez mieszkanie się zeszmaciło. Brak mieszkania to był koszmar. Po 1989 r. nie było lepiej. Ja do swojego mieszkania (małego) wprowadziłam się dopiero w 1998 r. (pewnie mniej więcej w tym czasie dostałabym lokum od komuny), a kredyt spłacałam przez kolejnych 11 lat. Było ciężko, ale nigdy nie żałowałam. Bo pamiętałam siebie z PRL. Boże, ile ja dałabym w 1989 r., żeby móc wziąć kredyt na mieszkanie. I spłacać go własną pracą, a nie własną godnością. Bo kredyt to jednak nadzieja. Przed 1989 r. nawet takiej nadziei nie było.
Przed 1989 r. raz nocowałam u koleżanki w Centrum. W środku nocy zabrakło mi papierosów. Zrobiłam sobie spacer na Centralny. Gdy dochodziłam do dworca postanowiłam zaszaleć i skręciłam do Marriottu, który już tam stał. W podziemiach pod hotelem był całodobowy Pewex. Kupiłam najtańsze papierosy, jogurt, w którym pływała kawałki owoców i puszkę jakiejś Fanty czy czegoś takiego. Czułam się jak burżuj! Możecie to sobie dziś wyobrazić?
Przed 1989 r. banany to był rarytas tylko dla małych dzieci. Pomarańcze jedli i dorośli, ale tylko w święta. Po śledzie stało się w kolejce, po szynkę również. Papier toaletowy był towarem deficytowym. O kartkach nie chce mi się pisać, ale był okres, kiedy nawet buty były na kartki.
Przed 1989 r. banany to był rarytas tylko dla małych dzieci. Pomarańcze jedli i dorośli, ale tylko w święta. Po śledzie stało się w kolejce, po szynkę również. Papier toaletowy był towarem deficytowym. O kartkach nie chce mi się pisać, ale był okres, kiedy nawet buty były na kartki.
Przed 1989 r. zagranicę jeździło się głównie do pracy. Ja nie jeździłam, ale jeździł mój mąż. Wracał zwykle brudny, a historie, które opowiadał nie były fajne. Jednak zarabiał tam przez miesiąc tyle co w Polsce przez rok. Obiecałam sobie wtedy, że ja wyjadę zagranicę dopiero, gdy będę mogła wyjechać jak cywilizowany człowiek. I udało się. Wyjechałam w połowie lat 90. Do Tunezji. W Tunisie oderwałam się od grupy, z którą byłam i poszłam ze znajomym na koniak i kawę do kawiarni w jakimś hotelu. Wtedy chyba pierwszy raz poczułam się równa z innymi ludźmi z zagranicy. Dopiero wtedy.
Przed 1989 r. wszyscy chodziliśmy w takich samych ciuchach. Kupowało się je w kolejkach w Modzie Polskiej, Hofflandzie lub od ludzi, którzy handlowali ciuchami tureckimi i indyjskimi. Moje pierwsze dżinsy matka kupiła mi za równowartość swojej pensji (taki był przelicznik dolarów. Nigdy jej tego nie zapomnę i nawet jeśli mnie czym dziś wkurza, to przypominam sobie te dżinsy i złość mi mija. Zwłaszcza, że potem na obozie obcięłam nogawki, żeby mieć krótkie spodenki, a ona słowa mi nie powiedziała.
Przed 1989 r. zbieraliśmy serwetki, pudełka po papierosach, puszki po piwie. Zagraniczne. One były naszym łącznikiem ze światem. Człowiek wieszał zagraniczne pudełko na słomianej macie nad łóżkiem i czuł związek ze światem.
Przed 1989 r. w polskich kinach było wyświetlanych do 10 filmów anglojęzycznych rocznie. Po książki stało się w kolejkach. Kiedyś zostałam dosłownie stratowana na kiermaszu książki pod Pałacem Kultury – wróciłam w podartej bluzce, potargana i brudna. Ale zdobyłam książkę, na którą polowałam. W czwartki w telewizji była Kobra. Wtedy często bez zapowiedzenia przemawiali wodzowie narodu.
Nie wiem, czy 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. Wiem za to, że po 4 czerwca 1989 roku zaczęło być normalnie. Nie od razu, nie zbyt szybko, ale wtedy to się zaczęło. I nie dajmy sobie tej normalności odebrać.
W Warszawie spotykamy się dziś o 16 na Placu Bankowym i idziemy razem na Plac Konstytucji. Dziś nie protestujemy, dziś świętujemy. Jeśli w ostatnich czasach możemy jako naród być z czegoś dumni to z tego, czego dokonaliśmy w 1989 r. To od Polski zaczął się marsz reszty Europy do wolności. Świętujmy to! Bądźmy tego dnia razem.
Iwona Leończuk
Iwona Leończuk
