Fot. Archiwum własne

Miałam problem z okładką do powieści „Suki”. Zrobiłam własną wersję, która spodobała się w wydawnictwie Świat Książki. Uznano, że jest OK. Niestety, zbyt ostra i „nie sprzeda książki”. Wiecie jak jest, liczy się „dział handlowy”.

REKLAMA
Zanim zaczęłam pisać, pracowałam jako plastyk. Do WIZJERA, swojego debiutu powieściowego wydanego w Czytelniku zrobiłam okładkę. Był to delikatny rysunek piórkiem i tuszem na białym tle. Gdy zgodził się na nią dyrektor artystyczny, wybitny grafik, wieloletni dyrektor artystyczny Czytelnika Andrzej Heidrich, byłam tak szczęśliwa, jak wówczas, gdy dowiedziałam się, że mój debiut został bez zastrzeżeń przyjęty do druku.
Codziennie mamy do czynienia z rysunkami Andrzeja Heidricha, każdy chciałby mieć jego grafik więcej i więcej. A wiecie kochani, dlaczego? Bo prawie wszystkie banknoty jakie macie w portfelu albo zwinięte w kieszeni są jego autorstwa.
Potem zrobiłam jeszcze kilka okładek do swoich książek. Miałam problem z okładką do powieści „Suki”. Zrobiłam własną wersję, która spodobała się w wydawnictwie Świat Książki. Uznano że jest OK. Niestety, zbyt ostra i „nie sprzeda książki”. Wiecie jak jest, liczy się „dział handlowy”.
logo
Fot. Archiwum własne
Zasięgałam języka. Pytałam różne osoby, Andrzej Mleczko powiedział, że wydawca ma rację, twarz jest zbytnią suką i przestraszy czytelników. Henryk Sawka mówił, że jeśli chcę sprzedać więcej (a kto by nie chciał?), to muszę się zgodzić na okładkę jaką zaproponuje wydawca. W księgarni Czytelnika, z którą jestem zaprzyjaźniona, a sprzedające panie, które znają się na książkach jak mało kto, uważały, że moja okładka sprzedałaby się równie dobrze, choć jest adresowana do nieco innego czytelnika.
Jak każdy autor chcę sprzedać książkę, więc przestałam się upierać i przystałam na propozycję wydawcy. Zaczęły się prace grafików. Były wpadki, bo ściąga się z sieci zamiast projektować.
Zgodziłam się na 30., słownie trzydziestą, okładkę, bo mam w umowie punkt o wpływie na wygląd okładki.
Jest w okładce wydawnictwa niezły pomysł, gdy się przyjrzeć, widać, że czerwone szpile, noszone przez naczelną sukę, właścicielkę imperium pism kobiecych (różni domyślają się o kogo chodzi – czasem jak kulą w płot), otóż te szpile z czerwoną podeszwą, charakterystyczną dla znanego francuskiego szewca, zostawiają ślady suczych łap!
logo
Fot. Archiwum własne
Świat Książki, żeby zrobić mi przyjemność wydrukował STO egzemplarzy z twarzą „naczelnej suki”. Kilkanaście z moimi dedykacjami rozdano różnym osobom związanym z literaturą, jak pisarz Janusz Głowacki, kilka sprzedano na promocji, jako ewenement. Ja dostałam tylko pięć sztuk, a reszta ma być dostępna na Allegro.
Dobra wiadomość - dla pierwszych 10 osób, które jako pierwsze przyjdą w niedzielę o 10.00 na stoisko Świata Książki, podczas Targów Książki na Stadionie Narodowym, będą egzemplarze limitowane!
Nadal sądzę, że moja okładka nie jest gorsza.