Za niecały miesiąc, popijając szampana, będziemy życzyć sobie pogody ducha i optymizmu na cały przyszły rok. Niestety analitycy robią wszystko, by przedsiębiorcom życzenia te przychodziły z najwyższym trudem. W minioną środę bank BZ WBK, którym nie tak dawno kierował obecny wicepremier Mateusz Morawiecki, ogłosił prognozy dotyczące PKB. To już nie chłodna, lecz wręcz lodowata woda na głowy tych, którzy wolą nie słyszeć alarmujących sygnałów dotyczących naszej gospodarki.

REKLAMA
W minionym kwartale wzrost gospodarczy znacząco wyhamował – z 3,1% do 2,5% w stosunku rocznym. Nie same cyfry są tu jednak najistotniejsze, a trendy, które się za nimi kryją. Odnotowano najmocniejszy od sześciu lat spadek inwestycji, a wzrost konsumpcji – na poziomie 3,9% r/r – dowodzi, że nadzieje pokładane przez rządzących w dobroczynnym wpływie programu „Rodzina 500 plus” na gospodarkę, były zbyt wielkie.
Analitycy BZ WBK po ogłoszeniu wstępnych danych na temat PKB w trzecim kwartale br. zasugerowali, że w końcowym trymestrze 2016 roku tempo wzrostu gospodarczego może spaść nawet poniżej 2%. W cytowanej analizie postawiono jeszcze gorszą prognozę. „Biorąc pod uwagę informacje dotyczące struktury wzrostu i rewizje poprzednich kwartałów (…) tempo wzrostu w IV kwartale 2016 może być bliższe 1% niż 2% r/r” – czytamy. Bankowi analitycy oczekują mocnych korekt prognoz wzrostu dla Polski w dół.
Z faktami trudno dyskutować, więc tego, że nasza gospodarka hamuje, nie neguje nikt. Część ekonomistów i polityków jest jednak zdania, że to zjawisko przejściowe, a już w przyszłym roku znowu się rozpędzimy i nasze PKB znacznie przekroczy 3%. Zwolennicy tej teorii dominują w Radzie Polityki Pieniężnej, co będzie miało znaczenie przy decyzjach o ewentualnej obniżce stóp procentowych. A najbliższe posiedzenie Rady już 7 grudnia. Reszta komentatorów obawia się, że nie mamy do czynienia z przejściowym trendem, a nagłe zwiększenie wydatków państwa na cele socjalne plus obniżka wieku emerytalnego skutecznie spowalniają wzrost w długofalowej perspektywie.
Programy takie, jak „Rodzina 500 plus” i „Mieszkanie plus” nie są żadną fanaberią – są po prostu potrzebne. Państwo nie jest spółką, która patrzy przede wszystkim na wyniki finansowe. Co do obniżki wieku emerytalnego, też nie przeceniałbym znaczenia przyjętych regulacji. Z tego mianowicie powodu, że nie jest to powrót do stanu sprzed reformy poprzedniego rządu. Jeśli ktoś chce iść na emeryturę dwa lata wcześniej, to będzie miał wyraźnie niższe świadczenie. A polskie emerytury są z reguły więcej niż skromne, więc nie sądzę, że miliony Polaków zdecydują się na mniejsze pieniądze za dwa lata pracy mniej. Żeby system przynajmniej prowizorycznie podtrzymać, konieczna byłaby odważna reforma emerytur rolniczych i niektórych branżowych. Tego zaś każdy rząd unika jak ognia.
Szkopuł w tym, że zwiększonym – choć, powtarzam, potrzebnym – wydatkom nie towarzyszą żadne ruchy równoważące. A jeśli już o czymś słyszymy, to raczej o planach zwiększania obciążeń podatkowych. Plany wicepremiera Morawieckiego są wciąż na etapie zapowiedzi. Przedsiębiorcy powoli tracą wiarę, że przyjazne im zmiany dokonają się w szybkim tempie. Wisi im nad głową groźba wyższych podatków – niestety nie wiadomo jakich i od kiedy. Hamującą lokomotywę polskiej gospodarki mogą skutecznie rozpędzić nasi przedsiębiorcy. Trzeba tylko pozwolić im działać. Szkopuł w tym, że same obietnice to za mało, aby rozwiać obawy biznesu.
Odczuliśmy wyraźny spadek inwestycji. Jeżeli w najbliższym czasie inwestorzy nie dowiedzą się, na co mogą realnie liczyć, to obawiam się, że ów spadek będzie jeszcze większy. Firmy, patrząc na złe wyniki gospodarki, nie będą pochopnie ryzykować i wezmą na przeczekanie. Pieniądze, na które liczy rząd i liczy rynek, pozostaną zamrożone. I z gospodarczego tygrysa regionu w taki oto sposób w dość krótkim czasie możemy stać się krajem z poważnymi ekonomicznymi problemami.