Dobrej jakości susz konopny wcale nie musi mieć formy całych szczytów
Dobrej jakości susz konopny wcale nie musi mieć formy całych szczytów fot. Kombinat Konopny

Chemicznie wzbogacane susze konopne, udające "marihuanę light", to tykająca bomba zegarowa. Jak uniknąć potencjalnego zagrożenia dla zdrowia?

REKLAMA
Dziesiątki tysięcy internetowych aukcji, tysiące sklepów w całym kraju, a ostatnio nawet automaty sprzedające gram "suszu CBD" za kilkadziesiąt złotych... Polacy zakochali się w kwiatach konopnych. I dobrze. Szkoda, że nowo odkrytą fascynację wykorzystują nieuczciwi handlarze, którzy prędzej czy później mogą spowodować nikomu nie potrzebną aferę i problemy zdrowotne. Dlaczego?
Konopie to jedna z najcudowniejszych roślin na świecie. Jej kwiaty znajdują szerokie zastosowanie w rozmaitych gałęziach przemysłu, a dzięki naturalnym kannabinoidom uznawane są za surowiec zielarski o szerokim wachlarzu korzystnych efektów. To wszystko prawda. Skąd zatem moje złorzeczenie i ostrzeżenia? Otóż duża część dostępnych na rynku produktów to podróbki.
200% CBD
Pierwszym sygnałem ostrzegawczym powinno być deklarowane stężenie CBD. Legalnie dostępne odmiany w naturalny sposób dają kwiaty o zawartości 1-5% CBD. Intensywna uprawa, połączona z odpowiednim nawożeniem i zabiegami, może dać kwiaty nawet 10%. Wartości powyżej tej granicy dla mnie stanowią sygnał ostrzegawczy. Najmniej szkodliwe wyjaśnienie to zwykłe oszustwo - deklarowanie na opakowaniu czegoś innego, niż jest w środku. Drugi scenariusz, również relatywnie nieszkodliwy, to susz, do którego dodane są np. trichomy - taki sposób "wzbogacania" nie da jednak nigdy stężeń typu 40%, jakie można znaleźć na niektórych aukcjach. Mniej przyjemny, choć "tylko" od strony prawnej, jest przypadek suszu z wysokim stężeniem nie tylko CBD, ale i THC - importowane np. z Włoch czy Hiszpanii kwiaty są piękne i aromatyczne, ale zawartość tetrahydrokannabinolu jest w nich często powyżej dopuszczalnego limitu 0,20%. W przypadku zatrzymania z takim surowcem można przy odrobinie pecha być potraktowanym tak samo, jak za posiadanie "prawdziwej" marihuany.
Najgorszy scenariusz to ten, który niestety jest też najpopularniejszy - maczanka. Kiedyś straszono "muchozolem", w którym rzekomo maczano marihuanę - teraz te domniemane praktyki stały się chlebem powszednim ludzi, którzy w branżę konopną weszli tylko i wyłącznie dla zysku. Kupują kwiaty od rolnika i "kryształ" z Chin, dodają jedno do drugiego i gotowe. Taki produkt w najlepszym razie nie ma żadnych pozytywnych właściwości przypisywanych konopiom. W gorszym scenariuszu może być szkodliwy dla zdrowia, a jeśli garażowemu chemikowi coś się pomyliło - nawet zabójczy. Tak, tak, trochę przesadzam, ale boję się, że prędzej czy później dojdzie do jakiejś tragedii, której ofiarami (oprócz nieszczęśnika, który się przekręci) padnie cała branża konopna. Co ciekawe, niektórzy producenci nawet się z tym nie kryją, pokazując badania laboratoryjne potwierdzające ten zabieg (obecność CBD, zamiast CBDA: więcej na ten temat tutaj - https://natemat.pl/blogi/maciejkowalski/304589,dekarboksylacja-konopi-jak-aktywowac-susz-cbd-thc)
Zrób to sam
Osobiście mnie ten problem bezpośrednio nie dotyczy, bo korzystam oczywiście z materiału własnej produkcji (https://kombinatkonopny.pl/produkt/susz-konopny-cbda/), do czego gorąco namawiam: na fejsbukowym profilu Kombinatu Konopnego regularnie publikuję fotorelację z pokazowej mikroplantacji, którą każdy może sobie powtórzyć we własnym zakresie. Apeluję jednak do wszystkich, którzy korzystają z kwiatów konopi i nie chcą się truć: BĄDZCIE CZUJNI! ;)