O autorze
Zapraszam dorosłych do świata nastolatków, o którym często nie mają zielonego pojęcia. Jestem autorem książki „Zakaz wstępu! O młodzieżowej (pop)kulturze i relacjach społecznych”, prowadzę stałą rubrykę "Świat młodzieżowych fascynacji" w „Problemach Opiekuńczo-Wychowawczych”. Pracuję w instytucie badawczym jako m.in. redaktor czasopism naukowych.

Młodzież i popkultura, czyli o tym, czego nie wiedzą rodzice

Fot. Shutterstock
Na portalach społecznościowych często pojawiają się komentarze świadczące o wyższości pokolenia urodzonego w latach 80. XX wieku nad pokoleniem urodzonym po roku 2000. Są to obrazki przedstawiające gumy Donald i Turbo, kasety VHS, wspomnienie zabaw i gier na powietrzu czy oranżada w woreczku.


Jest tego całe mnóstwo. Towarzyszy temu hasło: „Jeśli to pamiętasz, to miałeś zajebiste dzieciństwo”. Często pojawia się także porównanie obrazkowe: młodzi 20 lat temu grający w piłkę pod blokiem kontra młodzi w 2015 roku, co prawda siedzący obok siebie, ale wgapieni w smartfony, w milczeniu, w swoim świecie. Do tego dochodzą komentarze pełne politowania nad nastolatkami, że pokolenie młodzieży z lat 90. XX wieku było ostatnim, które swobodnie bawiło się na podwórku i chodziło z kluczem na szyi. Jest to oczywiście trochę przejaskrawione, choć smartfon towarzyszący młodym wszędzie i o każdej porze jest bardzo powszechnym zjawiskiem.


Tak moje pokolenie urodzone w latach 70. i 80. XX wieku postrzega młodzież. A przecież mowa o ich dzieciach, siostrzenicach i siostrzeńcach, wychowankach, uczniach, osobach bliskich. Młodzież buduje relacje rówieśnicze w inny sposób i inaczej się komunikuje z dorosłymi. Specjaliści i eksperci w badaniach nad postawami młodzieżowymi często zapominają, że kluczem do rozpoznania sytuacji jest popkultura – mechanizmy funkcjonujące globalnie, sprawiające, że te same narzędzia nakręcają nastoletnią rzeczywistość na całym świecie, produkują światowych idoli, wymuszają postawę konsumpcyjną, wywierają presję w formułach relacji rówieśniczych. Bez znajomości zjawisk nastoletniej popkultury trudno się poruszać w świecie, do którego dorośli nie mają wstępu.


Kiedy zbierałem materiały do mojej książki „Zakaz wstępu! O (pop)kulturze młodzieżowej i relacjach społecznych” przeznaczonej dla rodziców i nauczycieli, by wreszcie poznali nastoletnią rzeczywistość, jakoś niespecjalnie zaskoczyły mnie same nastolatki, tylko dorośli, którzy okazali się kompletnie bezradni wobec natłoku wrażeń i informacji. Często na własne życzenie. Wiadomo, trzeba spłacać kredyty, pracować dłużej, więcej, szarpać się z codziennymi sprawami i mieć jeszcze czas na życie rodzinne i wychowywanie. Trudno jeszcze do tego śledzić młodzieżowe fascynacje, które składają się na tożsamość nastolatka, budują jego świat i kreują zachowania.


Po pierwsze, rodzice i opiekunowie nie mają pojęcia, co ich pociecha robi w sieci, jakie treści publikuje, z kim i o czym rozmawia. Komu wysyła roznegliżowane zdjęcia albo w pozach udających dorosłych.

Nie wiedzą, że jedną z wartości, z którą liczy się nastolatka jest kasa, ciuchy, gadżety. Nie są w stanie zrozumieć, że trampki za 250 zł, w których chodzi połowa szkoły, stanowią podstawę funkcjonowania towarzyskiego w niektórych środowiskach (na szczęście nie w każdym gimnazjum czy liceum).

Nie wiedzą także, że młodzież jest już dawno uświadomiona w sprawach technik seksualnych, i wcale nie musi siedzieć godzinami na kanałach porno (zwłaszcza gdy i tak wie, jak obejść blokadę na kanały porno), bo śledzi telenowelę pt. Miley Cyrus, największej idolki ich dzieciństwa. Klika lat temu jako dzieciaki nucili przesłodzone przeboje z serialu „Hannah Montana”, a teraz twerkują i prowokują seksualnie tak samo jak ona.

Nie wiedzą, skąd taka popularność palenia marihuany, choć to ulubiony temat piosenek większości raperów amerykańskich. Nawet w telewizji publicznej nikt nie zareagował, gdy jeden z największych idoli młodzieży Kamil Bednarek w popularnym programie rozrywkowym „Bitwa na głosy” pojawił się w tiszercie z napisem „grube lolo”. Nikt z dorosłych tego nie rozpoznał. Nawet w twórczości zespołu Bednarka pojawiają się teksty jawnie afirmujące „gańdzię”.

Nie wiedzą, że na portalu Ask.pl, przed którym młodzi schowali się przed dorosłymi, gdy ci opanowali Facebook, na porządku dziennym jest fala hejtów. Nie wiedzieli tego nauczyciele z gimnazjum w Rogowie, kiedy nastolatka straciła przytomność w szkolnej ubikacji, gdy połknęła tabletki. Powodem była niemożność poradzenia sobie z wyzwiskami na portalu Ask.fm. Co więcej, dorośli nie wiedzieli nawet o istnieniu tego portalu.

Nie wiedzą także, jakim dramatem było odejście Zayna Malika z zespołu One Direction. Wiem, że niektóre fanki przepłakały całą noc, nie poszły na drugi dzień do szkoły, bo nie były w stanie funkcjonować z bólu. To nie jest typowa histeria fanki boysbandu, dziś więź z idolami jest nieporównywalnie silniejsza, bo tak działa współczesna popkultura. Czasy fanek z mojego pokolenia piszczących na widok chłopaków z Take That czy Backstreet Boys minęły.

Nie wiedzą, że obok kasy ważne są lajki na portalach społecznościowych. Albo jesteś fejmem w szkole, albo aspirujesz do bycia fejmem, albo jesteś poza głównym nurtem. Żeby otrzymać lajki, trzeba się postarać: wrzucić jakąś odjechaną fotę, napisać coś nietuzinkowego. Wszystko to musi być podane nonszalancko, od niechcenia. Fejm nie musi się starać o uznanie, bo je dostaje mimochodem. Bycie na portalach społecznościowych to ciężka praca PR-owa. Żyjemy w czasach, kiedy lajki decydują o sławie. Można nic nie potrafić, kaleczyć polszczyznę oraz mieć siano w głowie i wylądować na okładce „Bravo” albo na Pudelku. Jak obecnie eksploatowani przez media youtuberzy czy blogerki modowe. Komunikat jest prosty: każdy może być sławny, wystarczy mieć pomysł na siebie, więc dlaczego nie ja?

To było „po pierwsze” - niewiedza rodziców ma swoją cenę, co zarysowałem powyżej. Jest jeszcze drugi obszar - ignorancji, w którym rodzice ponoszą porażkę, gdyż sami wchodzą w dyskurs rywalizacji i często naruszają prywatność swojego dziecka. Wprost chwalą się dziećmi, wrzucają na Facebooka zdjęcia swoich pociech, w gronie towarzyskim chwalą się, ile dostają lajków, jakie zakładają ubrania oraz na jakie kursy czy treningi chodzą i gdzie spędzają wakacje. To druga strona medalu również nakręcana popkulturą – rodzice i opiekunowie bywają bezrefleksyjni, sami są głodni „fejmu” i utrwalają nawyki konsumpcyjne.
I o tym będzie mój blog w naTemat. O świecie, do którego dorośli nie mają wstępu. Trochę bez uprawnień, za plecami młodzieży, ale z pełnym szacunkiem i akceptacją, zapraszam do nastoletniego świata.