Okazuje się, że można. Można godnie wspomnieć 70-lecie wyzwalania hitlerowskich obozów śmierci i pracy – zarówno w Pradze jak i Oświęcimiu. Polskie obchody są szeroko relacjonowane, zatem dziś kilka słów o obchodach praskich, w których uczestniczyłem.
REKLAMA
Europejski Kongres Żydów, Parlament Europejski oraz władze Republiki Czeskiej zorganizowały dwudniowe seminarium. Miało ono wymiar polityczny, historyczny i artystyczny. Ten polityczny określiła obecność większości szefów parlamentów krajów europejskich, na czele z szefem PE Martinem Schulzem. Przyjęto deklarację, która odnosi się nie tylko do wspomnień o cierpieniu Żydów, ale przede wszystkim do ich aktualnej sytuacji w Europie. Żydzi są na pierwszej linii ognia terrorystów islamskich, nie tylko w Izraelu, ale również w Paryżu, Brukseli i wielu innych miastach. Powszechne staje się może nie przyzwolenie, ale przynajmniej pobłażliwość dla neonazizmu. I z tym trzeba walczyć. Czeski prezydent powiedział wprost, że na akcje zbrojne musi być zbrojna reakcja…
Część historyczną organizowały trzy panele, w których wybitni światowi intelektualiści rozmawiali o roli mediów, prawa i polityki w zwalczaniu rasizmu i antysemityzmu. Szczególnie zapadła mi w pamięć wypowiedź Bernarda-Henri Levy'ego, który stwierdził, że antysemityzm nie jest tożsamy z rasizmem – rasizm to nienawiść dla innych, a antysemityzm skutkuje nienawiścią do takich samych jak my. Smaku debatom dodawał Stephen Sackur, gwiazda programu HARDtalk nadawanego w BBC.
Dyskusjom, filmom i prezentacjom towarzyszyły występy artystyczne. Grała rosyjska orkiestra symfoniczna, śpiewał chór żydowski z Moskwy, a okolicznościowe wiersze i wspomnienia odczytywali brytyjski aktor Ben Kingsley i francuski pisarz urodzony w Polsce Marek Halter.
I na końcu trochę właśnie o naszym kraju. Brakowało mi polskich akcentów w debacie. Rzeczpospolita reprezentowana była przez wicemarszałka Sejmu Eugeniusza Grzeszczaka, ale nic by się nie stało, gdyby na praskich uroczystościach pojawił się Marszałek Sejmu wraz ze swoją małżonką. Tak jednak nie było. Warszawa stroiła fochy wobec Pragi i wyszło jak zwykle.
