W kontaktach międzynarodowych, nawet w małych sprawach, trzeba mieć wizję ostatecznego efektu, tego, co się chce uzyskać. Piszę o sprawach małych, bo przejazd rosyjskich motocyklistów tak właśnie powinien zostać potraktowany. Tymczasem polskie władze od początku dały się wrobić w idiotyczną szamotaninę, same ze sobą.

REKLAMA
Rozpoczęło się od bojowych pomruków, że nie wpuścimy do Polski kumpli Putina. Później ktoś rezolutnie zauważył, że jak facet na sprawnym motorze ma wizę, to musimy go wpuścić. Pani premier też włączyła się do ogólnonarodowej dyskusji, mówiąc, że to prowokacja. Na koniec ministerstwo spraw zagranicznych odmówiło zgody motocyklistom, powołując się na zbyt późny termin złożenia aplikacji, a w dodatku rosyjska nota była "nieprecyzyjna, nie zawierała informacji o trasie przejazdu, ilości uczestników oraz ich zakwaterowaniu".
W tym samym czasie, z udziałem kilkuset ludzi, licznych motocykli i innych pojazdów, w okolicach Braniewa w województwie warmińsko-mazurskim, odbyły się państwowe, godne uroczystości upamiętniające poległych czerwonoarmistów.
Konia z rzędem temu, kto zrozumie, w co gra polska strona. Przecież, gdyby polskie władze podeszły do sprawy logicznie, to przejazd motocyklistów regulowałoby prawo o ruchu drogowym, a nie MSZ.
Problem polega też na tym, że sprawę opisują dwie wielkie gazety światowe – International New York Times i Financial Times. Rzadko się zdarza, aby tak bogato jednocześnie trafić na czołowe strony takich pism.
Wracając do sytuacji. Śmiesznie będzie, gdy się okaże, że ohydne wilki jednak przedostaną się na terytorium naszego kraju. Mogłyby wtedy zbierać się w stada i siać prawdziwy zamęt! Oczywiście byłaby szansa, żeby nieistniejąca minister spraw wewnętrznych dała im odpór i wysłała uzbrojoną policję, aby ich wyłapać. Tylko że wtedy rosyjski minister obrony, Siergiej Szojgu, puściłby na Warszawę czołgi. Na co my, gdybyśmy mieli okręty podwodne i tomahawki, moglibyśmy odpowiedzieć…
Żałosna szamotanina.
To jednak nie koniec polskich wieści w światowej prasie. Na trzecią stronę International New York Times trafiło wielkie kolorowe zdjęcie niejakiego Hermanowicza, właściciela knajpy w Sopocie. Swoją sławę zawdzięcza odmowie obsługiwania Ruskich za aneksję Krymu. Ta szlachetna i patriotyczna postawa konfrontowana jest jednak z bardzo niepatriotycznym zachowaniem pozostałej części handlu pomorskiego, która to w roku 2013 obsłużyła 1,2 mln turystów rosyjskich w ramach małego ruchu granicznego, a rok temu o 0,5 mln więcej. Wszyscy, łącznie z prezydentem Gdańska, zacierają ręce, bo ocenia się, że Rosjanie kupują w Polsce wszystko, nawet wódkę, która jest tańsza.
I tak oto międzynarodowa opinia publiczna zyskuje dowody na to, że rzeczywiście w relacjach polsko-rosyjskich jest jakiś problem. Niestety, po naszej stronie.