
Człowiek każdego dnia pokazuje, że uzurpuje sobie władzę nad środowiskiem naturalnym, którym chce zawładnąć i wykorzystać je do swoich celów, podporządkować sobie i eksploatować bez końca. Wycinka lasów równikowych to najbardziej medialny przykład, ale jest ich znacznie więcej i areną niektórych z nich są kraje leżące w odległości trzech czy czterech tysięcy kilometrów od Polski. Takim przykładem jest Uzbekistan. Spotkałam się z Bartkiem Sabelą, autorem książki „Może (morze) wróci”, by porozmawiać o wydarzeniu, które dla niego stanowi jedną z największych zbrodni człowieka na środowisku – zniszczeniu Morza Aralskiego po to, by z pustynnego Uzbekistanu stworzyć światowego producenta bawełny. Brzmi niesamowicie? W drugiej części wywiadu Bartek opowiada o swojej ostatniej podróży do Sahary Zachodniej.
Ile razy byłeś w Uzbekistanie?
To były czasy, w których nie wolno było kwestionować decyzji.
Jak 30 lat temu wyglądało życie nad Morzem Aralskim?
Czym zajmują się ludzie, którzy przez lata zajmowali się rybołówstwem?
W książce piszesz o tym, że jest dla Morza Aralskiego nadzieja, podejmowane są działania, które mają na celu częściowe przywrócenie poziomu wody. Tyle że większość tych działań podejmowana jest jednak po stronie kazachskiej...
To robi wrażenie. Tylko że takie obliczenia wędrują w kąt, gdy liczą się pieniądze...
Tylko że tu nie zadecydowały pieniądze, a raczej taka radziecka mentalność: mamy plan, mamy polecenie od pierwszego sekretarza i nie musimy liczyć się z kosztami, trzeba po prostu ten plan jak najszybciej wykonać. Co będzie później – nieważne, będziemy się tym martwić kiedy indziej. Poza tym przyroda jest nasza i ma nam służyć, możemy ją kształtować w dowolny dla siebie sposób.
Przyzwyczaili się do tego, co jest, zaakceptowali sytuację.
Gdy czytałam książkę, bardzo rozbawiła mnie Twoja opowieść o bardzo małych nominałach banknotów, dostępnych w Uzbekistanie, a co z tego wynika, konieczności noszenia ze sobą naprawdę grubego pliku banknotów przy okazji każdych większych zakupów. Co jeszcze zaskoczyło Cię na miejscu, jakie kurioza zachowałeś w pamięci?
.....wyjechała....?
Bo nie można śmiać się z tego, że co roku ludzie muszą na kilka tygodni rzucić swoją pracę, praktykę lekarską czy prawniczą, szkołę, zostawić dom i jechać na pola, mieszkać w namiotach i dzień w dzień zbierać bawełnę.
O co właściwie toczy się ta walka? Mam wrażenie, że ma charakter ambicjonalny, bo przecież obszar Sahary Zachodniej nie skrywa jakichś wielkich bogactw?
Wracają, choć mogliby zostać za granicą...?
