
Parę razy miałem przyjemność usiąść za kierownicą Tesli i przejechać nią pewien odcinek drogi po, którym akumulator wymagał prawie pełnego ładowania. Najczęściej jazdę kończyłem w garażu jednak ze względy na fakt iż było to późnym wieczorem lub w środku nocy, kiedy to człowiek ze zmęczenia zapomniał podłączyć samochód do kontaktu. Od prozaiczna czynność, ale po całym dniu na nogach, człowiek myśli tylko o tym, żeby jak najszybciej wpaść w objęcia morfeusza. Rozczarowanie następuje rano, komórka nie była w nocy podłączona do prądu i na wyświetlaczu bateria świeci na czerwono, jednak to nic przy tym co ma nastąpić dopiero za chwilę.
W przypadku samochodu problem jest o tyle poważny , że niestety trzeba wziąć taksówkę lub przesiąść cię na inny pojazd spalinowy. Uwierzcie , że wyładowany telefon jest niczym w porównaniu z wyładowanym samochodem szczególnie około godziny 6 czy 7 rano.
Od kilku lat można co prawda nabyć akcesoria pozwalające na zasilenie akumulatorów w niektórych smartphonach i tabletach bez konieczności podpinania bezpośrednio do nich kabli. Swoją pierwszą indukcyjną ładowarkę dostałem od Firmy PowerMat podczas MWC w 2010 lub 2011 roku. Niestety, nie działała z żadnym dostępnym na rynku telefonem, trzeba było kupić dodatkową obudowę dzięki, której zyskiwaliśmy możliwość bezprzewodowego ładowania naszego telefonu. Fakt ten spowodował, że leży ona gdzieś na dnie szafy i czeka na lepsze czasy.
Niestety przez prawię 200 Lat firmy nie potrafią się ze sobą porozumieć, wypuścić wspólnego standardu ładowania indukcyjnego. Wypuszczając co chwilę coraz to nowsze urządzenia elektroniczne, pobierające coraz to więcej prądu nie zwiększając przy tym istotny sposób pojemności baterii. Co prowadzi do tego, że niestety musimy wyostrzyć zmysł wzroku i podświadomie wypatrywać kontaktów. Niby fajna szkoła dla naszych oczu, ale czy nie można, by było zrobić tego prościej i bardziej user friendly?
