O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Sport przez duże F!

Jaguar F-Pace w topowej wersji First Edition
Jaguar F-Pace w topowej wersji First Edition MA
Wprowadzając do produkcji swoje pierwsze kombi, diesla czy model klasy średniej, Jaguar zszargał prawie wszystkie świętości ortodoksyjnych wyznawców. Do kompletu grzechów głównych brakowało tylko SUV-a. Niedawno nadjechał.


O gustach się nie dyskutuje, ale przyznajcie – F-Pace to jeden z ładniejszych samochodów z podniesionym zawieszeniem. Niech pierwszy rzuci kamień, kto nie zakocha się w tylnych światłach żywcem wyjętych z F-Type`a. Nie ma tu przypadku, bo to właśnie SPORT jest słowem, które ma w pierwszej kolejności kojarzyć się z F-Pace. Mało tego. Jaguar broni się jak może przed nazywaniem nowego modelu SUV-em. Mówi coś cichutko o crossoverze, szybko dodając, że to „najbardziej praktyczny ze sportowych samochodów Jaguara”. Kluczem do tego ma być lekkość. Nadwozie w 80% zrobione jest z aluminium, podobnie jak elementy zawieszenia. F-Pace w najniższej wersji ma być dzięki temu o kilkadziesiąt kilogramów lżejszy niż porównywalne warianty konkurentów, których Jaguar widzi w X3, Q5 i Macanie.


Niską masę rzeczywiście czuć za kierownicą. F-Pace prowadzi się lekko, bardzo chętnie skręca i w zakrętach nie podpiera się lusterkami jak większość SUV-ów. Zawieszenie jest wystarczająco sprężyste, ale na tyle twarde by nie bujało autem jak żaglówką. Doskonale spisywał się na krętych, wąskich dróżkach na Mazurach, gdzie asfalt wygląda czasem jakby pamiętał Prusy Wschodnie.


Sportowe wrażenia potęguje przeniesienie napędu, który w bazowych wersjach – jak rasowym sportowcu – trafia tylko na tylne koła! W mocniejszych odmianach z układem AWD (podkradzionym z półek bratniego Land Rovera), napęd w pierwszej kolejności też trafia na tył, a dopiero potem dołączana jest przednia oś.


Niestety za tym wszystkim nie nadąża podstawowy silnik 2.0 i4D – diesel z rodziny Ingenium. Nieważne jak dobra jest reszta - 180 koni to za mało do auta, które waży ponad 1600 kg. Zwłaszcza ze sportowymi aspiracjami. Sytuację nieco ratuje świetny 8-biegowy automat ZF, który błyskawicznie reaguje na komendy wydawane łopatkami. Jak zwykle w Jaguarze ciężko tylko przyzwyczaić mi się do pokrętła wyboru trybów skrzyni (zawsze kojarzy mi się z programatorem pralki).

Cała reszta – wnętrze, multimedia, wyposażenie – na wysokim poziomie, choć bez wielkiego efektu „wow”, którego spodziewalibyście się po marce pokroju Jaguara. Nawet pomijając incydentalne plastiki średniej jakości, po prostu nie czuć, że siedzicie w aucie za 300 tys. zł. Niby świetny samochód, ale niedosyt zostaje...


Surprise!
Z tymi mieszanymi uczuciami przesiadłem się do F-Pace z 3-litrową V6-ką w topowej wersji First Edition. I wiecie co? To jest zupełnie inne auto! 300 dieslowskich koni i 700 Nm katapultuje je do setki w 5,8 sekundy. Brzmienie widlastej szóstki też zdecydowanie poprawia humor.

Adaptacyjne zawieszenie możecie utwardzić kilkoma kliknięciami (podobnie wyostrzyć reakcję silnika, skrzyni biegów i układu kierowniczego). W takiej konfiguracji F-Pace zaczyna frunąć! Wreszcie jeździ jak sportowy samochód i wcale nie oznacza to, że traci zalety crossovera. Zjazdu z asfaltu nie trzeba się bać, mimo że F-Pace nie ma pneumatycznego zawieszenia i prześwit jest stały. Nawet na gigantycznych 22-calowych kołach bez obaw dojedziecie nad brzeg jeziora albo polną drogą do lasu.


Bogatsze wyposażenie oznacza m.in. system multimedialny InControl Touch Pro z ponad 10-calowym dotykowym ekranem. Jaguar pracował nad nim aż 3 lata i nie zmarnował tego czasu. Przykład: „złapaną” w dwa palce mapę nawigacji przybliżacie i oddalacie w czasie rzeczywistym – jak w najlepszym smartfonie.

Czy może być jeszcze lepiej? Prawdopodobnie tak, bo w gamie są jeszcze dwie benzynowe V6-ki doładowane sprężarką mechaniczną – 300 i 380-konna (5,1 s do 100 km/h!). Tak, w Jaguarze F-Pace First Edition wreszcie czujecie się jak w aucie za wspomniane 300 tys. zł. Problem w tym, że odpowiednio doposażony kosztuje prawie 500, a to już rewiry Range Rovera. Jeśli F-Pace - to tylko z V6-ką. 2-litrowy diesel nie pozwoli Wam docenić jak dobry jest ten samochód.