BMW 128ti
BMW 128ti fot. Michał Adamiuk

Bolek i Lolek, Pat i kot, BMW i RWD. Są związki, których za żadne skarby nie wolno rozdzielać. A jednak. Bawarczycy definitywnie zabrali serii 1 tylny napęd, powodując rozpacz u co bardziej wrażliwych fanów marki. Teraz jednak nieśmiało podsuwają chusteczkę: 128ti. Na otarcie łez.

REKLAMA
logo
Można było nazywać ją dinozaurem, ale do niedawna „jedynka” była ostatnim autem, dającym przyjemność prowadzenia tylnonapędówki w kompaktowym nadwoziu. Nawet w najsłabszych wersjach, potrafiła ochoczo zamieść tyłem, jako żywy dowód „beemkowej” Freude am Fahren. Komu to przeszkadzało? Wiadomo. Liczykrupy z księgowości stwierdziły, że przedni napęd jest prostszy i tańszy, a większość klientów i tak nie widzi różnicy. Kratki w Excelu się zgadzają, ale ortodoksom wymierzono policzek. Ktoś śmiał sprowadzić ich kochaną „jedynkę” do roli Golfa premium. Ale skoro tak... to pierwszy raz w BMW pojawiła się okazja stworzenia prawdziwego hot hatcha – szybkiego kompaktu... z FWD!
logo
logo
Ja też nie daruję BMW wykastrowania serii 1, ale jeśli podejdziemy do sprawy w ten sposób, to 128 może dostać swoją szansę. W końcu ti, to prawie jak GTI, a nawet więcej, bo skrót „turismo internazionale” pojawił się w BMW już w latach `60, na długo przed "volkswagenowskim" Gran Turismo Injection.
logo
- Proszę uważać, wyrywa kierownicę z rąk – powiedział człowiek z BMW, przekazując mi kluczyki. Fakt, 265 koni na tylnych kołach nie stanowiłoby problemu, z ośką może być różnie. Uturbione 2 litry, to nieco skręcony motor z czteronapędowego M135i, ale czerwone dodatki to już autorski sznyt wersji ti.
logo
logo
logo
Czerwony haft w środku, też, jak wiemy poprawia osiągi, ale już fotele wydają się temu zaprzeczać. Trzymają nieźle i mają pełną regulację (łącznie z szerokością podparcia bocznego), ale obok rasowych kubełków nawet nie leżały.
logo
Odpalam. Mruczy charakternie, choć częściowo to brzmienie z głośników. Skrzynia w lewo i ogień. 1, 2, 3, 4 – bębnię w łopatki pod kierownicą grubą jak obwarzanek, bo manuala tu nie uświadczysz. Ośmiobiegowy Steptronic ułatwia korzystanie z mocy, ale nie jest tak szybki jak w BMW potrafi być. Ma za to procedurę startową, która wsparta zmyślną kontrolą trakcji w sterowniku silnika, zapewnia pierwszą setkę w 6,1 sekundy.
logo
logo
128ti nie skręca tak chętnie jak M-ki, ale zawieszenie przejęte z M135i daje solidną trakcję. Szpera Torsen ładnie dokręca go w łukach, ale już przy zbyt mocnym gazie, kierownica rzeczywiście chciałaby wybrać wolność. Takie uroki ośki. Z drugiej strony, trudniej zrobić sobie w niej krzywdę. Jeśli w ciasnych zakrętach nie będziecie dusić gazu bez opamiętania, odwdzięczy się fantastyczną stabilnością. Aha. Zapomnijcie o obracaniu go na „ręcznym” – jest elektroniczny, na guzik.
logo
logo
I to by było na tyle. Mało emocji jak na hot hatcha? Prawda jest taka, że 128ti niestety nim nie jest. Na papierze wszystko się zgadza: moc, masa poniżej półtorej tony, osiągi i cała reszta pod spodem. Przyspiesza, skręca i hamuje jak trzeba, a jednak jakoś mało w nim ognia. Szkoda, bo akurat BMW ma u siebie ludzi, którzy wiedzą jak zrobić zadziornego hatchbacka. Kto jednak spodziewa się po tym aucie podrośniętego MINI, srogo się rozczaruje. To tylko i aż mocna odmiana „jedynki”. Chcecie kompaktowego hot hatcha? Bierzcie Hyundai`a i30N. Jeździ tak, jak powinno jeździć 128ti. I stworzył je facet podkupiony z BMW.
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo
logo