…czyli dwa ciekawe i udane zbiory opowiadań

REKLAMA
Jarek Westermark – „Opowiadania, które napisałem”
logo
Pierwsze zdanie: „Słońce z obrzydzeniem odwróciło się od świata.”
Lubię takie akcje – maciupkie wydawnictwo (Nisza), kompletnie nieznany autor (młody debiutant), mało popularny gatunek (opowiadania), żadnych większych oczekiwań - zaczynam czytać i bang! Już pierwsza historia jest świetna i zaskakująca. „Nędzna garść piór” – rasowy kryminał noir w stylu Chandlera czy innego Hammetta, z nieustępliwym detektywem i prawdziwą femme fatale – tyle, że bohaterami są tu… ptaki. Głównie kawki, z detektywem Krakaczem na czele. Choć również sroki, kosy i sikorki, a konkretnie Gang Bogatek. A najlepsze jest to, że to opowiadanie jest zupełnie na serio - drugim dnem jest wątek polityczny - a wzajemne relacje i problemy, które dotykają ptactwo odpowiadają doskonale tym ludzkim.
Drugie moje ulubione opowiadanie z tego niewielkiego zbiorku to „Majka”. Tu mamy z kolei lekko fantastyczny wątek. Otóż Unia Europejska zakazała trzymania w domach zwierząt domowych i ludzie w ramach ich zamienników trzymają teraz w domach elektroniczne koty, które jak każdy sprzęt, niestety, psują się i wymagają części zamiennych. Okazuje się, że ludzie potrafią się mocno przywiązać do tych sztucznych zabawek i zrobić dla nich wiele.
Wyróżniłbym tu jeszcze nieco kafkowski w klimacie tekst pt. „Dobra wiara”, w którym główny bohater po pijaku wpadł samochodem w grupkę studentów, sam zginął i trafił do mocno zbiurokratyzowanego piekła.
Już choćby te trzy przykłady świadczą o tym, że Westermark ma bardzo ciekawe i oryginalne pomysły na krótkie fabuły. Jeśli natomiast napiszę jeszcze, że znaleźć tu można obok zwykłych, powiedzmy obyczajowych kawałków, baśń, klasyczną opowieść szkatułkową czy coś w klimacie horroru to przypuszczać można, że literacka wyobraźnia autora zdaje się nie mieć żadnych granic. I chyba tak jest.
Poza dobrym pomysłem, który przecież w tych krótkich formach jest często sprawą kluczową, młody debiutant całkiem nieźle radzi sobie również z samym ich prowadzeniem, w bardzo przekonywujący sposób kondensując poszczególne historie. Tu nie ma zbędnego rozpisywania się. Jest za to samo gęste, esencja. Wciągające fabuły, przekonywujące obrazki, są i emocje czy momentami lekkie napięcie. Język może nie jest jakiś specjalnie wyszukany ale sprawdza się. Czyta się te teksty naprawdę dobrze i lekko, choć ich tematyka do najłatwiejszych nie należy – śmierć, przemijanie, metafizyka, przemieszanie świata realnego z tym kompletnie innym, dziwnym, nieokreślonym, w którym można spokojnie, z melancholią krążyć bez końca czy też kompletnie się zgubić.
Jeśli już można by nad czymś popracować to nad dialogami i puentami, które nie we wszystkich opowiadaniach trzymają równy, wysoki poziom przez co dwa, góra trzy opowiadania sprawiają wrażenie trochę niedopracowanych. Tak czy siak debiut na pewno udany. Może nie jest to aż taki zachwyt jak w przypadku ubiegłorocznego błysku Weroniki Murek, ale nazwisko Westermark koniecznie trzeba sobie zapamiętać, bo facet dobrze rokuje.

Miljenko Jergovic – „Drugi pocałunek Gity Danon”
logo
Pierwsze zdanie: „Opowiem ci o Lotarze.”
W wypadku tego zbiorku opowiadań, również niepozornego jeśli chodzi o objętość, mamy zgoła odmienną sytuację – wydawnictwo może nie moloch, ale z rozpoznawalną marką (Biuro Literackie), autor dobrze znany i doceniany (choćby nagrodą Angelusa z 2012 roku) a oczekiwania więcej niż duże. I co? Jergović jak zwykle daje radę. I to wyśmienicie. „Drugi pocałunek Gity Danon” to swoisty the best off krótkich form prozatorskich tego bośniackiego pisarza. Teksty, które nań się składają pochodzą z kilku różnych zbiorów opowiadań, a także, w dwóch przypadkach, są fragmentami opublikowanej w Polsce powieści pt. „Ruta Tannenbaum”. To w pełni autorski wybór Jergovicia, który ukazał się w 2007 roku i należy żałować jedynie, że tak późno został przetłumaczony na polski – dokonał tego Miłosz Waligórski.
Autor po raz kolejny zamienia się w bałkańską Szecherezadę, która spokojnie i niezwykle zajmująco snuje kolejne barwne, różnorodne, intrygujące czy magiczne wręcz opowieści - legendy, baśnie, ludowe mądrości lub zwykłe plotki, które obrosły już w prawdziwe przypowieści. Jergović jest tu takim lokalnym bajarzem czy gawędziarzem, rasowym opowiadaczem, który potrafi dosłownie zahipnotyzować czytelnika i przenieść go w inny świat. Czy to będą czasy nam współczesne czy też sięgające kilkuset lat wstecz, bo taka jest mniej więcej rozpiętość zawartych tu tekstów.
Znajdziemy w nich wszystko z czym mogą kojarzyć się Bałkany – tamtejszy koloryt, wielokulturowość, wielobarwność, wielowyznaniowość, lekką egzotykę, historyczne, pokręcone uwarunkowania czy pełen wachlarz emocji jaki mogą zaprezentować zamieszkujący te tereny. Jest w tych opowieściach i miejsce na dramat, smutek, melancholię, ale także umiarkowaną radość, ironię czy wielką miłość. Choć w przytłaczającej większości jest to jednak proza gorzka, pełna tęsknoty i bólu, a to gównie za sprawą wojny, która podąża za prawie każdą z tych historii niczym cień, przed którym nie da się skryć. To rodzaj swoistego piętna.
Bośniacki autor jak mało kto potrafi budować idealne fabuły – nie szafuje w nich zbytnio językiem, jest gawędziarzem a i owszem, ale takim oszczędnym, nie strzępiącym go po próżnicy. Precyzyjnie prowadzi narrację. Podaje kapitalne puenty. Umiejętnie i ze smakiem rozkłada akcenty, wie kiedy przyłożyć a kiedy odpuścić i jak połączyć pewną lekkość opowieści z jej ciężarem gatunkowym wynikającym z bolesnych doświadczeń tego regionu. Miksuje bez problemu współczesność z przeszłością i fakty z fikcją. Pod względem warsztatowym po prostu maestria.
Klimat tego zbiorku jest doprawdy niepowtarzalny, jego moc wielka i nie widzę w nim żadnych słabych punktów. Można spokojnie napisać, że każde opowiadanie trzyma równy, bardzo wysoki poziom i ciężko któreś specjalnie wyróżnić, ale jeśli już to tekst tytułowy, „Dziwotwora”, „Hau”, „Przybieżeli do Betlejem” czy „Życie to Hongkong”.
Czytajcie Jergovicia bo to genialny pisarza a w Polsce wciąż, mam wrażenie, nie tak znany jakim być powinien.

Aktualnie czytam:
logo