…czyli podmajordomus Minor i Bardzo Wielka Dziura

REKLAMA
Patrick deWitt – „Podmajordomus Minor”
logo
Pierwsze zdanie„Gdy matce Luciena Minora przyszło rozstać się z synem, nie uroniła ani jednej łzy; była wręcz daleka od płaczu.”
deWitt, znany już w Polsce z udanej, rozrywkowej parodii westernu „Bracia Sisters”, powraca tym razem z opowieścią toczącą się gdzieś w XIX-wiecznej Europie. Jej główny bohater, siedemnastolatek Lucien Minor, przyjmuje posadę podmajordomusa w ponurym, wyludnionym (poza Lucym pracuje tam jedynie pan Olderglough i kucharka Agnes) zamczysku barona von Aux. Decyzja ta „pociągnęła za sobą szereg konsekwencji, w tym: prawdziwą miłość, najdotkliwszy zawód sercowy, trwogę pobladłej duszy oraz przemożną żądze mordu”.
I tak Minor będzie starał się rozwiązać zagadkę tajemniczego zniknięcia swojego poprzednika, dowie się o przyczynach szaleństwa barona, zakocha w miejscowej piękności, zaprzyjaźni z drobnymi złodziejaszkami i co jakiś czas będzie wpadał w mniejsze lub większe tarapaty. Ot taka klasyczna rzecz awanturniczo-łotrzykowska zmieszana z powieścią gotycką czy też grozy, ale także luźno nawiązująca do „Zamku” Franza Kafki. Tyle tylko, że napisał ją Patrick deWitt, a u tego autora nic nie może być do końca normalne, a już tym bardziej konwencjonalne.
logo
Patrick deWitt Foto: Ulf Andersen
Kanadyjski pisarz zastosował tu podobny manewr co w „Braciach Sisters” – zabawił się formą i wykorzystał elementy składowe klasycznych gatunków literackich do stworzenia ich dowcipnej parodii. I tak „Podmajordomus Minor” aż skrzy się od absurdalnego humoru. Wszystkie postaci używają zabawnego, przestylizowanego, pełnego archaizmów języka, tragizm co rusz miesza się z komedią, a groza z żartem. Autor żongluje tu także surrealizmem, groteską oraz ironią i trzeba przyznać, ze robi to wszystko w sposób zajmujący i błyskotliwy. Świetnie się to czyta rechocząc co chwilę z kolejnych dialogów czy żartobliwych, krótkich akapitów.
Do tego mamy jeszcze trochę nieprawdopodobnych akcji typu budząca grozę, tajemnicza „Bardzo Wielka Dziura” czy odrobina pikantnej i obowiązkowo przerysowanej erotyki w brawurowej scenie orgii z tartą brzoskwiniową. Okładkowe porównanie do Monthy Pythona nie jest może przywołane idealnie w punkt, ale ewidentnie coś jest na rzeczy.
Trzeba jednak napisać czarno na białym, że w powieści deWitta nie ma się co doszukiwać jakichkolwiek poważnych znaczeń, przesłań i sensów ukrytych pod tym bezustannym dowcipkowaniem. Ich najzwyczajniej w świecie brak. To jest proza na poziomie, ale typowo rozrywkowa i pozbawiona głębi. Przygody młodego Minora mają nieść ze sobą jedynie dobrą zabawę. I robią to doskonale - przy „Podmajordomusie” można się fajnie zrelaksować. Zwłaszcza gdy, jak niżej podpisany, głównie czyta się książki smutne, straszne i dołujące…
Aktualnie czytam:
logo