Thomas Bach pełniący funkcję przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego obwieścił zakończenie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sochi. Miś będący jedną z trzech maskotek zdmuchnął olimpijski ogień. Organizatorzy zaczynają liczyć zyski. 2876 sportowców z 88 krajów udaje się na zasłużony odpoczynek. Natomiast dziennikarze prowadzą intensywne prace nad niezliczoną ilością podsumowań. Przez najbliższy miesiąc będziemy słyszeć o tym co było godne pochwały, ale też o wpadkach i niedociągnięciach. O zaskakujących zwycięzcach i wielkich przegranych. Początkowo nikt nie przypuszczał, że podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sochi rządzić i dzielić będą szwajcarzy a konkretnie odpowiedzialne za pomiar czasu przedsiębiorstwo Omega.
Każda marka produkująca zegarki chciałaby mierzyć czas sportowcom podczas tak ważnego wydarzenia. Po pierwsze to forma nagrody za dotychczasową sumienną pracę. Po drugie udział w takim wydarzeniu znakomicie ubarwia historię firmy. Po trzecie to świetna i długa reklama, bo aż 88 tysięcy godzin transmisji w ponad 300 kanałach telewizyjnych i internetowych na całym świecie. Szwajcarzy mieli świadomość, że jakakolwiek wpadka będzie negatywnie rzutować na prestiż budowany od 166 lat. W zegarkowej piramidzie prestiżu panuje dość spory ścisk. Konkurencja nie śpi i gdyby tylko poczuła krew mogłaby próbować podważyć umiejętności specjalistów skupionych w pracowniach Omegi. Zatem szwajcarzy do Rosji musieli przylecieć przygotowani perfekcyjnie pod każdym względem i wziąć pod uwagę zaistnienie dosłownie każdej sytuacji.
Kunszt Omegi sprawił, że na tegorocznych igrzyskach po raz pierwszy w historii przyznano dwa złote medale. Szwajcarka Dominique Gisin i Słowenka Tina Maze na trasie liczącej 2713 metrów uzyskały identyczny wynik 1.41,57. Organizatorzy nawet nie próbowali dyskutować ze specjalistami od pomiaru czasu, którzy dysponowali urządzeniami mierzącymi czas z dokładnością do jednej dziesięciotysięcznej sekundy. Srebrnego medalu nie przyznano. Natomiast brąz trafił do Lary Gut, która pokonała wyznaczony dystans o 0,10 sekundy wolniej od złotych medalistek. Kilka dni później 29-letni panczenista Zbigniew Bródka został mistrzem olimpijskim na dystansie 1500 metrów osiągając wynik 1:45.006. Polak pokonał swojego rywala holendra Koena Verveija o trzy tysięczne sekundy. Holendrzy nie mogli pogodzić się z przegraną swojego reprezentanta. Zgłaszali sprzeciw. Media bojkotowały sytuację, ale wszyscy wiedzieli, że o pomyłce sprzętu pomiarowego nie ma mowy.
