Obywatelski

M. Mazzini: Jeśli nie Harvard, to co?

ilustracja: Katarzyna Drewek
Problemem polskiej edukacji wyższej nie jest brak rodzimych Harvardów czy Oksfordów, ale sposób, w jaki postrzegamy nasze uczelnie. Zamiast patrzeć holistycznie i uwzględniać różnorakie uwarunkowania, w jakich przyszło im funkcjonować, zadowalamy się wybiórczym postrzeganiem rzeczywistości.


„Wyjrzyjcie, waszmościowie, oknem. Cóż to widzicie z niego? Stodółkę, odpowiecie, oraz i wychodek. A cóż dalej jest, spytam, tam, za wychodkiem? Za wsią kolejna wieś, za nimi osada, a za nią to już chyba Twardogóra będzie. Lecz się na Twardogórze świat również nie kończy, że dalej są Oleśnica, Opawa, Buda, Belgrad, Korynt, Kreta, Aleksandria. I co? Nie rośnie świat?”. Tymi słowami narrację swoich „Bożych Bojowników” rozpoczyna Andrzej Sapkowski. I choć ani pisarstwo fantastyczne, ani eksploracja południa Europy nie są tematem tego tekstu, porównanie jest jak najbardziej trafne. Mówienie o potrzebie umiędzynaradawiania, unowocześniania czy tworzenia jakiejkolwiek wizji przyszłości polskiej edukacji wyższej jest bowiem często traktowane jako fantastyka właśnie. Co więcej, sama rodzima edukacja wyższa przypomina owych – siedzących w karczmie – waszmościów, których horyzont kończy się na przydomowym wychodku. A świat nam, Panie i Panowie, nie tylko się rozrasta, ale i ucieka, niestety, coraz szybciej.


Niejednokrotnie spotkałem się z pytaniem, czy w Polsce nie mógłby powstać jeden superuniwersytet, nasz polski Harvard czy Oksford. Zamiast dotować coraz liczniejsze, duplikujące swoją ofertę uczelnie, moglibyśmy przecież skoncentrować swoje wysiłki – zarówno te finansowe, jak i intelektualne – na stworzeniu jednego wybitnego ośrodka. Uczelni, która zdolna byłaby konkurować z najlepszymi na świecie. I o ile zwolennicy tego pomysłu na pewno emanowali entuzjazmem, to niekoniecznie potrafili odpowiedzieć na zadane następnie pytanie: po co nam w kraju jedna superuczelnia? Czy stworzenie polskiego Harvardu jako remedium na drenaż mózgów i exodus najlepszych, nie byłoby tylko odroczeniem wyroku w czasie? Te pytania trafiały, niestety, w głuchą ciszę.

A zadać je należy, i to jak najszybciej. Ponieważ problemem polskiej edukacji wyższej nie jest brak znamienitej jednostki uczelnianej. Nawet gdyby przy ogólnonarodowym wysiłku, niczym niegdyś przy odbudowywaniu powojennej Warszawy, udało się nam zgromadzić najlepszą kadrę i studentów w jednym miejscu, to czy naprawdę zapobiegniemy emigracji talentów? Przecież każdy z tych wybitnych studentów stanie się prędzej czy później wybitnym absolwentem, który musi znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie, a przede wszystkim – odnaleźć się na rynku pracy. I zacznie poszukiwać pracy: ciekawej, ambitnej, rozwijającej, dobrze płatnej, czyli adekwatnej do swoich umiejętności i wykształcenia. Jeśli jej nie znajdzie, wyjedzie, tyle że kilka lat później. Głównym problemem polskiej nauki nie jest więc brak potencjału, ale jego marnotrawstwo, które odbywa się na niespotykaną wręcz skalę. Trudno jednak obarczać za to odpowiedzialnością same tylko uczelnie, które przecież nie są zawieszone w próżni.


Zaczynają one swoją pracę, gdy trafia do nich absolwent liceum, a kończą, kiedy student odbiera dyplom i wkracza wraz z nim na rynek pracy. Co i rusz słyszymy w mediach narzekania, że rodzime uczelnie ponoszą klęskę zwłaszcza na tym drugim polu, ponieważ nie przygotowują młodych ludzi do wymagań rynku pracy. I choć prawdą jest, że tak rozpowszechnione w naszym systemie uzależnienie od testów i ich wyników (w krajach anglosaskich występujące bardzo rzadko) w tym nie pomaga, to trudno za nieumiejętność insercji absolwentów na rynku pracy winić wyłącznie szkoły. Edukację należy bowiem postrzegać jako proces, a nie jednostkowy epizod. Programy nauczania owszem, powinny być dostosowane do wymogów rynku pracy, ale i pracodawcy powinni się odważyć dawać szansę młodym. Absolwenci, nie zawsze typowych dla danej branży kierunków, niejednokrotnie mają i wiedzę, i umiejętności kluczowe z perspektywy pracodawcy.

A jeśli już szukać zasadniczej różnicy między rzeczywistością akademicką w Polsce i krajach anglosaskich, to leży ona właśnie tutaj – w starciu „wiem” z „umiem”. Krótko mówiąc, na studiach w Polsce zdobywa się wiedzę, na studiach w USA czy Wielkiej Brytanii - nabywa się umiejętności. Przede wszystkim zaś tę kluczową, czyli umiejętność uczenia się i dalszego rozwoju. Bez tego polskie uczelnie nie ruszą w pościg za najlepszymi.

Zobacz, co studenci mówią o studiowaniu na Oxfordzie:


Prof. Leszek Kołakowski, zapytany, dlaczego w Anglii historycy tak świetnie sprawdzają się w bankach, odpowiedział, że pracy w banku da się nauczyć w trzy miesiące, zaś na naukę logicznego myślenia potrzeba o wiele więcej czasu… To jedno zdanie opisuje największy problem polskiej edukacji wyższej. Musimy patrzeć na nią szerzej, dając jednocześnie szansę każdemu, kto na nią zasługuje. Czas na postrzeganie edukacji wyższej jako części systemu, jako etapu rozwoju młodego człowieka. Tylko dzięki temu będzie można wreszcie, wracając do Sapkowskiego, wyjść za wychodek i zacząć marzyć o Aleksandrii.

***
Mateusz Mazzini - dziennikarz i publicysta, absolwent St Antony's College, University of Oxford. W przeszłości rzecznik prasowy Stowarzyszenia Studentów Polskich na Oksfordzie. Obecnie redaktor w think tanku Polityka INSIGHT. Regularnie publikuje m.in. w Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej, pisząc o tematach związanych z edukacją wyższą i rolą młodych ludzi w społeczeństwie. Gość IX Kongresu Obywatelskiego.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Malkovicha
0 0Ciężarna Joanna Krupa całkowicie naga na okładce "Wprost". Stanęła w obronie LGBT
Unum 0 0Nie wszystkie ubezpieczenia chronią przez całe życie. Jak wybrać polisę, która nie wygasa
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
NEWSWEEK 0 0Polskę czeka kryzys senioralny? Władze ignorują poważną zmianę demograficzną
0 0Kuchciński odnalazł się po aferze samolotowej. Dostał "zadanie specjalne"
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta