Obywatelski

J. Szomburg, P. Zbieranek: I „ja”, i „my”. Klucz do przyszłości

ilustracja: Janusz Kapusta
Wspólne doświadczenia rodzą poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Budujemy poczucie własnej wartości na bazie akceptacji, a przez to stajemy się bardziej tolerancyjni.


W ostatnich latach obserwujemy wśród Polaków rosnącą potrzebę samodoskonalenia. Dużą popularnością cieszą się metody, które pomagają w świadomym kierowaniu własnym życiem i rozwojem.

Coaching, mentoring, treningi motywacyjne i efektywnościowe stały się ważnym elementem życia prywatnego i zawodowego. Nie lubimy tracić czasu, dlatego nawet w ramach odpoczynku podejmujemy aktywności, które zapewniają nam rozwój. Niemal jak dzieci – bawimy się i uczymy jednocześnie. W opinii nauczycieli to zdecydowanie najlepsze połączenie.


Szczęście oznacza więc dziś odczuwanie zadowolenia z obu ważnych dziedzin naszego życia – prywatnego i zawodowego. Nie dziwi zatem, że osiągnięcie satysfakcji wiąże się ze stałym dążeniem do rozwoju. Po skończonej pracy wkładamy buty do biegania, na uszy zakładamy słuchawki z audiobookiem i czujemy, że w ten sposób w pełni wykorzystujemy swój czas i potencjał. Wieczorem jeszcze zabawa z dziećmi lub wnukami, gazeta, której nie zdążyliśmy przeczytać w ciągu dnia, i zasłużony odpoczynek. Tempo życia przyspieszyło, więc ten wzrost aktywności jest naturalną koleją rzeczy.


W tym kontekście samorozwój zapewnia nam kontrolę nad własnym życiem i zastrzyk motywacji potrzebny do zmagania się z codziennością. To też źródło poczucia bezpieczeństwa, którego – jako społeczeństwu na dorobku – nie daje nam wcześniej zgromadzone bogactwo, z czym mamy do czynienia w krajach zachodnich. Często wydaje się, że ten trend ma wymiar wyłącznie indywidualny. Krytykuje się takie postawy, argumentując, że to prosta droga do egotyzmu. W polskich warunkach łączą się one często z gromadzeniem przedmiotów i przeżyć (np. wyjazdów zagranicznych) utożsamianych z prestiżem. Oczywiście, w tej sferze dostrzec można polski indywidualizm, ale warto też zauważyć inny – społecznotwórczy – wymiar samodoskonalenia Polaków.


Wszystkie działania skupione na rozwoju osobistych przymiotów w gruncie rzeczy powodują, że czujemy się ludźmi bardziej szczęśliwymi i bardziej spełnionymi. Jesteśmy wtedy w stanie dzielić się pozytywną energią, przezwyciężając niepewność egzystencjalną. Kiedy rozwijamy siebie, rozszerzamy nasz światopogląd, uczymy się nowych kompetencji, także społecznych, dajemy coś z siebie innym. Wiele naszych aktywności – ukierunkowanych na odczuwanie przyjemności i satysfakcji – podejmujemy wspólnie z innymi. Wspólne bieganie, nauka języków w grupie obcokrajowców, wolontariat – ich spoiwem jest bycie ze sobą, rozwijanie swoich pasji, uczenie się od siebie wzajemnie. W ten sposób tworzą się nowe relacje towarzyskie i przyjacielskie, pozbawione emocji politycznych i ideologicznych. To od ludzi, z którymi się stykamy przy takich okazjach, dowiadujemy się, na co zwracać uwagę przy zakupie butów do biegania. To oni podsuną nam odpowiednie lektury i podpowiedzą, na które portale zaglądać.

Wspólne doświadczenia rodzą poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Budujemy poczucie własnej wartości na bazie akceptacji, a przez to stajemy się bardziej tolerancyjni. Wreszcie dzięki relacjom z innymi, spoza kręgu naszych najbliższych, uczymy się na własnych i cudzych błędach, a podejmując najważniejsze życiowe decyzje, nie opieramy się wyłącznie na własnych emocjach. Paradoksalnie – wchodząc w relacje z innymi, stajemy się bardziej podmiotowi i świadomi siebie. Te wzajemnie korzyści są rzeczywistym środkiem do rozwoju osobistego. Powinniśmy więc otworzyć się na innych, aby w jak największej mierze czerpać z tego procesu.

Często nie zauważa się, że wspólne pasje i budowa relacji z innymi ludźmi o tych samych zainteresowaniach są również pierwszym krokiem do budowy społeczności. Stanowią one remedium na to, co jeszcze w latach 70. Stefan Nowak nazywał „próżnią socjologiczną". Diagnozował on, że Polacy, oprócz wspólnoty narodowej, są związani jedynie z najbliższym gronem rodzinnym; pomiędzy tymi poziomami występuje zaś wspomniana próżnia.
Po 25 latach wolności widać już, że nie wypełnią jej organizacje pozarządowe – polska dusza narodowa odrzuca bowiem to, co sformalizowane. Możliwe, że to właśnie te – oparte na pasjach najczęściej niesformalizowane i dość efemeryczne – społeczności staną się osią rozwoju społecznego Polski. To pasje, niejako przy okazji, pozwalają budować pomosty pomiędzy Polakami – łączą ludzi, tworząc między nimi nowe więzi i, odmieniany przez wszystkie przypadki w debacie publicznej, kapitał społeczny. Zacierają się granice międzypokoleniowe, jak w przypadku tak popularnych zlotów rekonstruktorów historycznych. Wspólne pasje zaspokajają naszą potrzebę przynależności, dzięki nim odczuwamy identyfikację z czymś większym, co nadaje głębszy sens naszemu życiu.

I tak dzięki potrzebie rozwoju osobistego wytwarza się nowa jakość, podglebie dla synergicznej współpracy na różnych polach. Chodzi tu przede wszystkim o zdobywanie kompetencji potrzebnych do przełamania wsobności i otwarcia się na drugiego człowieka. A stąd już tylko krok do tworzenia się bardziej dojrzałych – opartych na otwartości, zaufaniu i współpracy – klastrów i ekosystemów gospodarczych czy też lokalnych i regionalnych wspólnot obywatelskich. Wspólne działanie może stanowić remedium na słabość polskiego państwa. To tu, na styku różnych sektorów, środowisk i pokoleń, leży klucz do rozwoju Polski; to tu narodzą się idee, wykształcą się liderzy i podejmowane będą działania, które zadecydują o naszej przyszłości. W ten sposób zbudujemy lepsze społeczeństwo przez pogłębienie naszego osobowego człowieczeństwa.

***

Jan Szomburg jest prezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, inicjatorem Kongresów Obywatelskich

Piotr Zbieranek jest socjologiem i psychologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową

Artykuł ukazał się w „Rzeczpospolitej” 05.10.2015 r. we wkładce „Idee Kongresu Obywatelskiego. Od rozwoju indywidualnego do społecznego".