
Niedawno młody człowiek zapytał, jak nauczyć się pomagać. – Zacznij od wyrzucenia śmieci – odpowiedziałam. Pokój i sprawiedliwość czyni się najpierw we własnym domu, pracy, szkole, na ulicy i w tramwaju.
REKLAMA
Czy warto pomagać?
Nie wiem, czy „warto”, termin ten w powszechnym odczuciu kojarzy się z korzyściami materialnymi, a pomaganie kosztuje – czas, pieniądze, nierzadko cierpienie. Natomiast nie mam wątpliwości, że należy pomagać. To, co mamy, nie jest bowiem naszą własnością. Jesteśmy za siebie współodpowiedzialni, dlatego naprawianie świata jest naszym zadaniem i obowiązkiem. Nikt za nas tego nie zrobi, musimy sami wprawić w ruch kulę dobra, pamiętając, że pomaganie to przede wszystkim fantastyczna przygoda, radość i droga do wolności.
Nasze społeczeństwo zdaje test z pomagania?
Nie jestem społeczeństwem, więc nie mogę się w jego imieniu wypowiadać. Takie jest społeczeństwo, jakie są jego jednostki. A ludzi są bardzo różni – i ta prawidłowość dotyczy każdego narodu. Ogromna rzesza pomaga innym, czuje się do tego zobowiązana, także poprzez swoją wiarę. Ale są też osoby, które nie doszły jeszcze do takiego punktu, w którym byłyby w stanie przekuć skupienia na sobie na czynienie dobra dla innych ludzi.
To egoizm? Czy może strach, choćby przed zobowiązaniem?
Przede wszystkim strach przed nawiązaniem relacji z drugim człowiekiem, strach przed miłością – bo ona kosztuje i zobowiązuje. A przecież jesteśmy stworzeni do miłości; życie bez niej oznacza śmierć w samotności, frustracji i beznadziei.
Jak wyglądała droga Siostry do pomagania? I skąd Siostra bierze na to siłę?
Jak wyglądała droga Siostry do pomagania? I skąd Siostra bierze na to siłę?
Sił fizycznych często mi brakuje; motywuje mnie Bóg, bez niego nie dałabym rady. Ale siłę daje też wiedza, jak mądrze pomagać. Bo można pomagać głupio, tak jak „pomagają” choćby mamy utrzymujące synów alkoholików w uzależnieniu, płacąc za ich jedzenie, długi, nierzadko alimenty. Działajmy tak, by drugi człowiek, dzięki nam, stawał się z każdym dniem bardziej wolny, szczęśliwy, samodzielny.
Pamiętajmy przy tym, że sztuka pomagania nie jest nam dana lub nie. Uwrażliwienie na innego człowieka, jak każdą inną umiejętność, trzeba codziennie trenować. Ja też wciąż się jej uczę i mam wrażenie, że wciąż tak niewiele wiem. Każdy dzień jest dla mnie zaskoczeniem, ale wiem jedno: chcesz zmieniać świat, po prostu zacznij to robić w swoim najbliższym otoczeniu. Pokój i sprawiedliwość czyni się najpierw we własnym domu, pracy, szkole, na ulicy i w tramwaju.
Czy pomaganie zmienia pomagających?
Oczywiście, że tak, jak każdy ciężki, systematyczny trening. A takim jest ciągłe stawianie siebie w pozycji drugiej osoby, zgodnie z Chrystusowym „czyńcie innym to, co byście chcieli, aby Wam czyniono”.
Z pomaganiem jest jak z kaligrafią – najpierw stawia się pierwsze, niewprawne literki, potem pisze wypracowania, a potem może nawet i wiekopomne książki. Dlatego na pytania młodych ludzi, jak pomagać, odpowiadam: zacznij od wyrzucenia śmieci lub pomocy siostrze w lekcjach. Cennym „towarem”, którym możemy się podzielić, jest dziś także czas lub wiedza.
Z pomaganiem jest jak z kaligrafią – najpierw stawia się pierwsze, niewprawne literki, potem pisze wypracowania, a potem może nawet i wiekopomne książki. Dlatego na pytania młodych ludzi, jak pomagać, odpowiadam: zacznij od wyrzucenia śmieci lub pomocy siostrze w lekcjach. Cennym „towarem”, którym możemy się podzielić, jest dziś także czas lub wiedza.
Swoim czasem coraz częściej dzielą się pracownicy firm w ramach modnego wolontariatu pracowniczego. Czy takie pomaganie, pod bacznym spojrzeniem szefa, liczy się tak samo, jak to podejmowane z własnej inicjatywy?
Każdy dobry czyn, przynoszący dobre owoce, pochodzi od Boga. Wolontariat pracowniczy jest taką wędką, na którą Bóg chce na złapać: pomóż, zobacz, jak to przyjemnie. Obserwuję młodych ludzi, którzy trafiają do nas właśnie w ramach wolontariatu pracowniczego. Większość z nich nie miała nigdy wcześniej kontaktu z osobami, którym się w życiu nie powiodło. To dla nich silne przeżycie, ale bardzo często nowe otwarcie, uświadomienie, że pomaganie wciąga jak nałóg. I zaczynają nieść dobro, motywowani już nie pochwałą szefa, ale poczuciem, że właśnie to daje radość i szczęście.
A pomoc finansowa? Nie jest pójściem na łatwiznę? Kupowaniem sobie spokoju sumienia, bez konieczności konfrontacji z krzywdą innych?
Często spotykam się z tym pytaniem. Zawsze cytuję wtedy Margaret Thatcher: żeby być dobrym samarytaninem, trzeba być bogatym. Pieniądze– o ile służą budowaniu lepszego świata - są bardzo dobrą rzeczą.
Mądrze wydawane pieniądze są narzędziem dobra – bez nich nie kupi się chleba, nie wybuduje domu dla ludzi w tragicznej sytuacji, nie zapewni wykluczonym dzieciom dostępu do nauki. Mało kto jest zdolny do poświęcenia życia na to, by np. prowadzić domy dla bezdomnych, ale może – przez wsparcie działań wybranej organizacji czy fundacji – wziąć na siebie współodpowiedzialność za lepsze jutro.
Mądrze wydawane pieniądze są narzędziem dobra – bez nich nie kupi się chleba, nie wybuduje domu dla ludzi w tragicznej sytuacji, nie zapewni wykluczonym dzieciom dostępu do nauki. Mało kto jest zdolny do poświęcenia życia na to, by np. prowadzić domy dla bezdomnych, ale może – przez wsparcie działań wybranej organizacji czy fundacji – wziąć na siebie współodpowiedzialność za lepsze jutro.
Świat proponuje nam miliony recept na szczęście. Dlaczego wśród najbardziej skutecznych miałoby być pomaganie?
Gonimy za zajączkiem, którego nie da się złapać. A na końcu się okazuje, że ta ciągła pogoń nie tylko nie przynosi nam szczęścia, ale prowadzi do utraty zdrowia, a już na pewno utraty panowania nad własnym życiem. Wielu naszych mieszkańców, zwłaszcza młodych, gdy do nas trafiło, cały czas nosiło słuchawki w uszach. Dzień i noc, dzień i noc, przynajmniej na początku. Nie byli w stanie wytrzymać z samymi sobą.
Trzeba się zatrzymać, zaryzykować spotkanie z samym sobą, bo inaczej świat nas pogrzebie i rozbije na drobne. Dlatego pamiętajmy o tak niemodnej dziś pracy nad sobą, dyscyplinie, rytmie życia – to one przywracają niezbędną nam jedność wewnętrzną. Warto elementem planu „spotkania ze sobą” uczynić pomaganie innym – łatając czyjś świat, przy okazji zacerujemy własny.
Trzeba się zatrzymać, zaryzykować spotkanie z samym sobą, bo inaczej świat nas pogrzebie i rozbije na drobne. Dlatego pamiętajmy o tak niemodnej dziś pracy nad sobą, dyscyplinie, rytmie życia – to one przywracają niezbędną nam jedność wewnętrzną. Warto elementem planu „spotkania ze sobą” uczynić pomaganie innym – łatając czyjś świat, przy okazji zacerujemy własny.
Uda nam się ten świat choć trochę zacerować?
Uda się, już się udaje, choć może nie jest to spektakularny i powszechnie dostrzegany proces. Ale to wynika z natury cerowania - uwagę zawsze będą przykuwać luksusowe sukienki, a łatania zazwyczaj wymagają ubrania skromne i nierzucające się w oczy. Ale przekonuję się codziennie, że satysfakcji z „zacerowania” komuś życia nie da się porównać z niczym innym.
Rozmawiała Małgorzata Remisiewicz
***
S. Małgorzata Chmielewska jest przełożoną Wspólnoty Chleb Życia. Wspólnota prowadzi siedem domów, w których osoby wykluczone mają szansę na godne życie i powrót do społeczeństwa. Panelistka X Kongresu Obywatelskiego, który odbędzie się 7 listopada 2015 r. w Warszawie.
S. Małgorzata Chmielewska jest przełożoną Wspólnoty Chleb Życia. Wspólnota prowadzi siedem domów, w których osoby wykluczone mają szansę na godne życie i powrót do społeczeństwa. Panelistka X Kongresu Obywatelskiego, który odbędzie się 7 listopada 2015 r. w Warszawie.
