Jak odnieść sukces – odpowiedzi na to pytanie poszukujemy niemal wszyscy. Może za wyjątkiem osób, które już znalazły swoją receptę na realizację ambitnych planów i mogą pochwalić się nieprzeciętnymi osiągnięciami. Czy jednak doświadczenia tzw. „ludzi sukcesu” dla nas wszystkich mogą być źródłem motywacji? I czy sposób przekazywania własnej wiedzy ma w tym przypadku istotne znaczenie? Postanowiłem to sprawdzić.
REKLAMA
W ostatni piątek wziąłem udział w Seminarium szkoleniowym Jacka Walkiewicza "Pełna Moc Możliwości". Do udziału skłonił mnie ten, dzisiaj już bardzo znany filmik: https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4 Kiedy oglądałem go ok. roku temu, naprawdę mnie zainspirował. Stąd decyzja.
Seminarium długie, całodzienne. Otwiera gwiazda – Mateusz Damięcki. Opowiada o swojej podróży Mercedesem do wschodnio-azjatyckiej Rosji i z powrotem. To ważne, że Mercedesem, po wysłuchaniu opowieści utkwiło mi to w pamięci tak samo jak to, że wyprawę (współ?) sponsorowało Allegro. Ale cóż, takie czasy, takie miał prelegent obowiązki. Sama opowieść byłaby ciekawa, gdyby nie to, że miałem cały czas wrażenie, że mówca jej sobie wcześniej nie ułożył. Trochę błądził po tym, co chciał przekazać. Mówił, że o czymś opowie, a w kolejnym zdaniu opowiadał o czymś zupełnie innym. Wydawało mi się, że przypominał sobie odpowiednie sformułowania, a kiedy nie wiedział, co ma powiedzieć, korzystał z jednego z ogólnych zdań, które miał przygotowane na taką ewentualność. Zdecydowanie mogło być lepiej.
Potem Michał Maj i jego opowieść o sobie. O tym, jak on odkrył w sobie pasję i co zrobił. O tym, że jak się chce, to można – w końcu takie było przesłanie całego spotkania. Na koniec pierwszej części Ewa Foley, 62 lata. I to doświadczenie w przemawianiu widać. Technika pewnie podobna do tej stosowanej przez pierwszego prelegenta, ale dopracowana do perfekcji. Ogólne, trochę puste przerywniki tak nie raziły. Nie raziło też to, że pewne przesłania / komunikaty były powtarzane kilka razy, tylko innymi słowami.
Ogólne wrażenie po pierwszej części – nacisk na „co”, nie na „jak”. Już wiem, że mam wierzyć w siebie, że mogę wszystko, że wszystko zależy ode mnie, że jestem panem swojego losu. Nie wiem tylko, jak przekuć to w czyn.
Druga sesja zdecydowanie bardziej konkretna. Na początku Kamil Cebulski, którego „zdradzają” trochę błędy językowe w stylu „poszłem”, czy „wziąść”. Kamil opowiada o tym, jak odniósł sukces w biznesie. Że chodzi o to, żeby znaleźć potrzebę i ją zaspokajać. Brutalnie, prosto, prawdziwie. Prelekcja mocno odmienna od pozostałych, mnie się podobała.
Potem Marcin Prokop opowiadał o mediach. Opowiadał zabawnie, luźno, przyjaźnie i do bólu prawdziwie. Że wolne media zostały zastąpione przez szybkie media – że nie ma już mediów niezależnych, że zależą głównie od odbiorców, którzy lubią jasne, najlepiej negatywne informacje, gdzie prowadzący jasno wskazuje kto jest dobry a kto zły, że informacje dzisiaj rozchodzą się w niespotykanym wcześniej tempie. Że stosunkowo łatwo jest zostać gwiazdą i bardzo trudno nią pozostać.
Następnie Marek Skała, też bardzo konkretnie. Dowiedziałem się na przykład, że motorem do zmiany jest wściekłość oraz jak można przerwać przyzwyczajenie. Ciekawe, czy uda mi się wdrożyć.
Na koniec gwóźdź programu – Jacek Walkiewicz. Dwie prelekcje po 1,5 godziny. W pierwszej pół godziny oddał synowi. Widać, że nowicjusz. Jeszcze nie potrafi wykorzystywać swoich osobistych doświadczeń do komunikowania przesłania. Prelekcje ojca natomiast zgodne z oczekiwaniami – ciekawe, wartkie, inspirujące. Nawet przez chwilę nie czułem się znużony. Zauważyłem tylko jedną rozbieżność. Z jednej strony przesłaniem było, żeby nie oceniać tego, co się w życiu w przytrafia i zawsze robić to, co uważa się za słuszne, „czuje się”, że takie właśnie jest. Z drugiej strony teza brzmiała - zwycięzców od przegranych odróżnia to, że zwycięzcy potrafią robić rzeczy, których im się nie chce i powstrzymywać się od robienia rzeczy, na które mają ochotę. I chyba zabrakło właśnie wskazania, kiedy słuchać siebie, a kiedy tego, co się powinno - wbrew temu, co się chce.
Ogólnie polecam, choć moim zdaniem raz w zupełności wystarczy.
