Przyzwyczailiśmy się już do funkcjonowania w polskim społeczeństwie różnego rodzaju naciągaczy i oszustów. Na ogół uważamy, że opanowaną przez nich dziedziną działalności jest biznes, handel, usługi, czasami delikatna sfera matrymonialna, rzadziej sfera polityki, kultury czy oświaty. Do tej pory środowiska akademickie wydawały się „czyste” w tym zakresie z wyjątkiem sporadycznych przypadków wynaturzeń, z którymi korporacja akademicka na ogół radziła sobie sama. Wystarczy przypomnieć niedawną sytuację z doktoratem prezesa BCC. Bardzo rzadko w sferę akademicką wkraczał prokurator, a jeśli już to media szeroko informowały społeczeństwo o zaistniałym zdarzeniu. Nigdy jednak w tym środowisku nie istniał trwały proceder rzucający na niego wyraźny cień i powodujący frustrację większości społeczności akademickiej.
Proszę pomyśleć co stałoby się, gdyby w jakiejkolwiek szkole, wykryto, że nauczyciel uczy dzieci mimo, że jego dyplom dotyczy innej dziedziny niż ta w której pracuje, albo w jakimś szpitalu pracuje lekarz pomimo, że nie jest z wykształcenia lekarzem? Łatwo przewidzieć skutki. Politycy słaliby gromy mówiąc o skandalu, media koczowałyby przed budynkiem szkoły czy szpitala...
---
Profesor dr hab. Marek Konopczyński Rektor Wyższej Szkoły Nauk Społecznych PEDAGOGIUM w Warszawie
