"Stryjo" nie pojawia się znikąd. I nie ma w tym stwierdzeniu nic odkrywczego, biorąc pod uwagę zarówno dokonania muzyków z tego zespołu, jak również - a może przede wszystkim - rozpatrując szeroko rozumianą muzykę improwizowaną. Jeśli jednak uznać, że istotą wspomnianej muzyki jest tworzenie w danym momencie, a nie koncentrowanie się na ustalonej wcześniej formie, to "Stryja" w postaci Nikoli Kołodziejczyka, Macieja Szczycińskiego i Michała Bryndala mogę zaliczyć do grona moich ulubieńców. I zaraz wam powiem, dlaczego...
Właśnie, "Stryja" z tej płyty zawsze chętnie do siebie zaproszę, bowiem zbytnio nie "ględzi", nie gubi myśli, a nawet wręcz przeciwnie, stara się nieustannie dbać, abyśmy rozumieli historię, którą opowiada.
I właśnie za to polubiłem "Stryja". Właśnie za to :).
