obecny gubernator Jakarty - Kandydat na prezydenta RI - Jokowi
obecny gubernator Jakarty - Kandydat na prezydenta RI - Jokowi fot. Piotr Śmieszek

czy będą cuda nad urnami wyborczymi w Indonezji.

REKLAMA
Indonezyjskie wybory prezydenckie zakończyły się co prawda 9-tego lipca o godzinie 13-tej, jednak myliłby się ten kto by sądził, iż bezdyskusyjnie wyłoniły one następcę odchodzącego do politycznej rezerwy, po zaliczonych dwóch pełnych kadencjach, generała Sisilo Bambang Yodhoyono.
Najostrzejsza ze wszystkich znanych młodej, kilkunastoletniej indonezyjskiej demokracji kampania wyborcza, nie zakończyła się ani wraz z nastaniem tradycyjnej ciszy wyborczej, ani też po zamknięciu lokali wyborczych. Co więcej, gdy tylko nastąpiło to drugie, zaczęła się medialna „Wojna na Zwycięstwa” prowadzona przez obu kandydatów do objęcia fotela po prezydencie Yudhoyono. Główną bronią tej nietypowej wojny, stały się wyniki jedynych obiektywnych (zdaniem kandydatów) i absolutnie wiarygodnych sondaży, przeprowadzonych przez nie mniej wiarygodne, ośrodki badani opinii społecznej.
Jeżeli wierzyć tutejszym danym historycznym, do najbardziej wiarygodnych i doświadczonych badaczy opinii publicznej na archipelagu, należy popularny Kompas, według którego kandydat numer dwa - Joko Widodo, wyprzedził jedynkę vel Generała Prabowo Subianto o ponad 5 punktów procentowych. Podobnie, bo w przedziale od 3 do 6 punktów, skalkulowały zwycięstwo Widodo inne doświadczone jawajskie Firmy styatystyczne. Joko Widodo, znany szerzej jako Jokowi, to w największym i logicznym skrócie młodsza jawajska wersja latynoskiego Jose Mujica Jokowi cieszy się ogromnym poparciem wśród najbiedniejszych, młodzieży, inteligencji i artystów oraz co ciekawe mieszkańców indonezyjskiej ściany wschodniej. Po raz pierwszy, dążąca wcześniej do pełnej autonomii Papua i Papua zachodnia widoczne były podczas prezydenckiej kampanii wyborczej popierając kandydata na prezydenta czystej krwi jawajskiej.
Jednak każdy kij ma dwa końce i z drugiej strony „sceny statystycznej” pojawiły się mało znane do tej pory podmioty badawcze, promujące 2 procentowe zwycięstwo kandydata numer 1, kontrowersyjnego Generała Prabowo. Nie ma się jednak temu specjalnie co dziwić. Generał wszak znany jest z różnych niekonwencjonalnych działań, podejmowanych w celu osiągnięcia swoich celów politycznych. Jego legenda narodziła się podczas wojny najeźdźczej w Timorze Wschodnim, gdzie dał się poznać Timorskim powstańcom, z operującej na granicy prawa oraz człowieczeństwa, bardzo twardej ręki.
logo
Generał Prabowo Subianto fot.Piotr Śmieszek

Szczytowym osiągnięciem Prabowo Subianto były jednak zainicjowane przez generała osobiście, porwania aktywistów demokratycznych w Dżakarcie w roku 1998. Tak się niefortunnie składa, iż kilkunastu z nich do dzisiaj nie wróciło i pewnie nigdy już nie wróci do swych rodzin. Paradoksalnie więc, Generał bezkompromisowo rozprawiający się z pionierami indonezyjskiej demokracji, stał się konsumentem i beneficjentem krwawo wywalczonej wolności, jako kandydat na stanowisko najwyższej głowy w państwie.
Wracając jednak do wspomnianych wyników badań, podanych po zakończeniu lipcowych wyborów. Każdy z kandydatów przekonując, iż ma do tego święte prawo, ogłosił się zwycięzcą wyścigu do fotela prezydenckiego. Trudno wyobrazić sobie bardziej kuriozalną sytuację, a przychodzi to jeszcze trudniej, jeśli zdamy sobie sprawę, iż sytuacja cała ma miejsce w najliczniejszym kraju muzułmańskim świata oraz czwartym pod względem ilości mieszkańców państwie na naszej planecie.
Co ciekawe najgłośniej deklaruje swe zwycięstwo wszem i wobec właśnie ten, któremu najgorzej wróżą wspomniane badania powyborcze. Czyżby Prabowo Subianto wiedział więcej i sięgał gdzie wzrok nie sięga?
Na tym jednak kończy się quasi humorystyczny wątek gier powyborczych. Postawa Generała, swoją drogą byłego zięcia obalonego w 1999 roku dyktatora Suharto, zdaje się świadczyć, iż wierzy on jak na froncie w nieoczekiwany zwrot wypadków lub inne zakulisowe przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść.
Od kilku dni Indonezyjczycy liczą głosy i coraz więcej jest podstaw by sądzić, iż wielki niedźwiedź śpi gdzieś za ścianą a wygrać nie zawsze znaczy być zwycięzcą. Prabowo Subianto ma za sobą poparcie co najmniej trzech niezykle istotnych grup społecznych, których należy się obawiać lub czuć respekt co najmniej i które stać technicznie lub mentalnie na zakulisowe manipulacje przy wyborczych urnach.
Pierwszą i najważniejszą nogą generała Prabowo jest indonezyjska armia, która od prawie 70 lat trzyma się u władzy i rozdaje najważniejsze karty w całej republice.
Druga grupa to kapitał, którego Twarzą jest w obozie Prabowo niejaki Aburizal Bakrie. To właśnie on, znany z bezduszności magnat finansowy, właściciel stacji telewizyjnej, a nie Hatta (Kandydat na vice prezydenta przy Prabowo) jest drugą Personą obozu Generała. Bezbarwnego Hatte podpięto pod chytry plan spin doktorów, by prezydencki duet kojarzył się patriotycznie usposobionym Indonezyjczykom z proklamatorami niepodległości w 1945 roku. Skojarzenia z ojcami republiki Sukarno i Hattą idą nawet jeszcze dalej. Podczas swoich płomiennych przemówień, Prabowo Subianto korzysta w przedpotopowych mikrofonów oraz uniformów, tak by obraz wystąpień przypominał te, które wygaszał lat temu 69 pierwszy prezydent Sukarno. Tak więc współczesny Hatta, choć nie łączą go z Hattą z przed lat żadne więzi krwi, dostał się na świecznik historii jako Składowa inteligentnie i sprytnie wymyślonego wizerunku Kandydata numer 1.
Trzecią mocną mroczną nogą generała Prabowo są zaś islamscy fundamentaliści z którymi zawarł niepisany przedwyborczy pakt. Skrajnie radykalne skrzydło fundamentalistów, owiane złą sławą FPI alias Front Obrony Islamu, obiecało generałowi poparcie a wręcz dosłownie wyborcze zwycięstwo w zamian za pełnię praw i swobodę działania po wygranych już wyborach. Z ich bardzo aktywnej postawy w trakcie całej kampanii wyborczej, można się łatwo domyśleć, iż Prabowo nie powiedział Nie.
logo
Plakat wyborczy z jawajskiej ulicy Fot.Piotr Śmieszek

Odchodzący na „emeryturę” prezydent Generał Yudhoyono wezwał do siebie obu kandydatów na swojego następcę i poprosiła Joko Widodo o nieświętowanie swojego zwycięstawa, Prabowo Subianto zaś o utrzymanie w spokoju swych fanów.
Najbardziej żal w całej tej historii, wszystkich tych zjadaczy ryżu na archipelagu którzy swoją nadzieję powierzyli byłemu gubernatorowi jawajskiego Solo a później Dżakarty. Tych którzy widząc owoce jego pracy zapragnęli by podjął się najtrudniejszego dzieła, dzieł naprawy wielkiej Indonezji. To oni modlą się teraz, by liczone właśnie skrupulatnie głosy, były liczone w sposób uczciwy i przejrzysty.
Komisja wyborcza która 9 lipca zadeklarowała, iż ostateczny werdykt poda 20-tego lipca, przesunęła już termin na 22-go. Dzisiaj zastrzegła jednak, iż wyniki te, być może, nie będą jeszcze w pełni ostateczne.
Czekając więc na ogłoszenie wyników sympatycy Joko Widodo zastanawiają się tylko, na ile sposobów oraz gdzie i jak można zafałszować przeliczone już raz głosy. A opcji, im dłużej myślą, tym więcej przychodzi im do głowy. Najpierw głosy liczą komisje osiedlowe, po nich dzielnicowe, miejskie a potem prowincjonalne. Te zaś przekazują dane centralnej komisji krajowej. Stworzona przez dyktatora Suharto machina biurokratyczne wciąż ma się dobrze. Do jej zmiany potrzebna jest wielka odwaga i mentalna rewolucja, do jakiej nawołuje Joko Widodo.
Generał Prabowo stosując się do zalecenia Susilo Bambang Yudhoyono wyciszył się na indonezyjskim podwórku, czekając w pełnym rynsztunku na 22 lipca. Jest za to bardzo aktywny w mediach światowych, gdzie widać jak na dłoni, iż jest to człowiek bez skrupułów, dążący do władzy za każda dosłownie cenę. Nie widać w nim natomiast absolutnie szacunku do Kontrkandydata, jaki z kolei słychać w prawie każdej wypowiedzi Joko Widodo, który nazywa Generała wielkim patriotą i człowiekiem honoru.

Jakkolwiek by nie było, Indonezja już wybrała. Największy archipelag świata ma szansę by dowodził nim skromny jawajczyk , któremu droga jest ojczyzna i jej "mali" mieszkańcy. Jokowi byłby z pewnością jednym z najsympatyczniejszych prezydentów tego świata, swoją skromnością dorównując urzędującemu prezydentowi Urugwaju. A czy tak będzie wie tylko Allah oraz jeden albo kilku generałów na dokładkę.