Większość aktorów i ludzi kultury w Polsce to katolicy, przynajmniej w formie deklaracji. Dołączają do nich kościołkowi celebryci ci, którzy narzucają innym swoje wartości i podważają każde inne. Jest jednak aktor, który łamie wszelkie obowiązujące normy, to Krzysztof Pieczyński, który wyrasta na pierwszego antyklerykała w Polsce.
REKLAMA
Ten wybitny aktor w większości z nas kojarzy się z rolą Bronka Talara z popularnego serialu „Dom”. Losy bohaterów śledziła cała Polska, do dziś cieszy się wielką popularnością. Wielki aktor jednak nie jest aktorem jednej roli, jak np. Jerzy Zelnik, który zatrzymał się mentalnie w czasach Faraona. Krzysztof Pieczyński grał w teatrach, oraz hollywoodzkich produkcjach, między innymi w filmie Andrew Davis’a Reakcja łańcuchowa (Chain Reaction) u boku Keanu Reevesa i Morgana Freemana i w filmie Rolanda Jaffe Projekt Manhattan (Fat Man and Little Boy). W Goodman Theatre w Chicago gra w spektaklach reżyserowanych przez Roberta False, Davida Petrarka i Mary Zimerman.
Ten niezwykle odważny aktor dał wyraz swoim antyklerykalnym poglądom po raz pierwszy w programie TVN, gdzie wszedł w spór o rolę Kościoła ze wspomnianym już aktorem jednego planu, Jerzym Zelnikiem. Polska nie jest krajem świeckim", a Kościół manipuluje obywatelami. "Każdy kontakt z Kościołem Katolickim daje mi poczucie, że moje wolności obywatelskie są deptane" mówił aktor. Zwracał również uwagę na fakt, iż Kościół wkracza w każdą niemal sferę życia, z tą intymną włącznie. Dodał przy okazji, iż „Atakuję zwyrodniałą instytucję, nie atakuję ludzi wierzących w Boga”. U nas niestety każda krytyka Kościoła spotyka się z furią.
Z marszu stał się wrogiem publicznym numer jeden. Z takimi poglądami w Polsce to nie trudne. Na poświęconym portalu Fronda napisano- „Niezłomny wróg istnienia Kościoła katolickiego na ziemi, aktor Krzysztof Pieczyński zapowiedział na Facebooku, że zakłada bloga, na którym będzie dążył do zniszczenia Kościoła, który blokuje postęp (…) Mieliśmy takich geniuszów, którzy za wszelką cenę chcieli zniszczyć religię katolicką. Stalin, Hitler, Mao i inni – jak widać – duchowi idole aktora Pieczyńskiego. Gratulować głupoty czy płakać? Niestety, takich Pieczyńskich jest sporo w Polsce. Patrzą na Kościół katolicki z perspektywy szatańskiej a nie racjonalnej, dążą do jego zburzenia. Ale uwaga, Kościół będzie trwał do końca świata, czyli do powtórnego przyjścia Zbawiciela Jezusa Chrystusa”. Redaktorzy katolickiego portalu przyjęli starą metodę, przywołując przywódców- tyranów jako przykłady wyższości wiary nad ateizmem. Na przestrzeni wieków jednak to konflikty religijne wywoływały wojny, które przynosiły śmierć i głód milionom. Czym bowiem były wyprawy krzyżowe, inkwizycja, dzisiejszy islamski dżihad? Liczba ofiar w tych wojnach przeraża. Ci ludzie mieli przecież „Boga w sercu” i nie przeszkadzało im to w mordowaniu niewinnych osób.
Czym więc były wyprawy krzyżowe? Walka z herezją stała się częścią składową papiestwa. Korzyści było aż nadto. I tak np. na synodzie w Weronie papież Lucjusz III pozostawił wytyczne dotyczące tego, jak należy postępować z heretykami, co było preludium do inkwizycji. Jego bulla nosiła nazwę O potrzebie tępienia rozmaitych heretyckich nauk (Ad abolendam haeresim). Rodząca się policja polityczna Kościoła prześcigać miała następców swoich świeckich odpowiedników takich jak CIA, NKWD, SS czy UB w cuglach. Dekret papieski stanowił m.in.: „Aby pozbyć się złośliwości różnych herezji, które w ostatnim czasie rozkrzewiły się w znacznej części świata, należy odpowiednio obudzić siły Kościoła, które przy współdziałającej asystencji potęgi cesarskiej, zuchwalstwo i zadziorność heretyków w ich fałszywych zamierzeniach mogą skutecznie zdławić, aby prawda katolicka świeciła dalej w świętym kościele, pozwólmy pokazać jej czystość i wolność od ich fałszywych przeklętych doktryn (…) Oświadczamy ponadto, że wszystkich błazeńskich obrońców ponurych heretyków, ale także tych, którzy okazują im jakąkolwiek sympatię lub aprobatę, przez co umacniają ich w przekonaniach, bez względu czy nazywają siebie wyznawcami, doskonałymi czy jakąkolwiek inną przesadną nazwą, że wszyscy ci zasługują na taki sam wyrok (…) Każda osoba świecka, która zostanie przez nas publicznie lub prywatnie uznana winną jakiegokolwiek przestępstwa, jeśli nie odwoła ona swojej herezji i niezwłocznie powróci na łono ortodoksyjnej wiary, orzekamy jej przekazanie ramieniu świeckiemu, które wymierza zasłużona karę odpowiednio do przestępstwa (…) Ale ci, którzy po odwołaniu swoich błędów lub oczyszczeniu się przed biskupem, zostaną przyłapani na nowym popadnięciu w odwołaną herezję - już bez dalszego przesłuchiwania zostaną niezwłocznie przekazani ramieniu świeckiemu a ich dobra zostaną skonfiskowane na użytek Kościoła”. Ponura to procedura, gdzie nie trzeba udowadniać herezji, gdyż to posądzony o nią miał dowodzić, iż nie jest heretykiem. Ci ludzie nie zapominali o Bogu i nikt mnie nie przekona, że walczyli o pokój.
Czy wspomniani już Stalin, Hitler i Mao mordowali w imię swojej ateistycznej „wiary” czy w imię swojej zbrodniczej ideologii? Nie ma wszak Brygad Al-Darwina czy oddziałów szturmowych imienia Dawkinsa, można oczywiście sądzić, że ci ludzie są tak samo głęboko przeświadczeni o swoich racjach, jak ci którzy fanatycznie wierzą w Boga czy w Allaha. Ale z jednej strony mamy fanatyczną wiarę, który popycha ludzi do kierowania samolotów na budynki, w których znajdują się niewinni ludzie, do wycinania genitaliów dziewczynek, do mordowania lekarzy, którzy przeprowadzali aborcję, do kamienowania cudzołożnic, do gwałtów w katolickich szkołach i ośrodkach na nieletnich, a z drugiej strony mamy ateistyczne przeświadczenie, które sprowadza się do pisania książek, wygłaszania odczytów bądź wykładów.
Krzysztof Pieczyński to taki Boy naszych czasów. Długo czekaliśmy na niego. Ale dobrze, że już jest.
