
Co robi pisarz i obieżyświat na emeryturze? Zazwyczaj pisze wspomnienia lub dzienniki i rozkoszuje się wolnym czasem. Paul Bowles pod koniec życia na pewno nie przypominał typowego obieżyświata na emeryturze. Aktywny, na tyle na ile pozwalało mu zdrowie, musiał zaskoczyć swego przyjaciela tym, że ani nie pisze, ani nie ma zamiaru pisać dzienników.
REKLAMA
Powstanie Dzienników Tangeru zawdzięczamy Danielowi Halpernowi. To on był właśnie tym przyjacielem, który uznał, że nawet starość emeryta może być ciekawa, ze nie będzie składać się tylko z błahostek. Sam Bowles był bardziej ostrożny. Bo o czym miał właściwie pisać? O nudnych porankach, o wizytach natrętnych dziennikarzy i wielbicielach? O bójkach na targu, informacjach o wydanych książkach?
Właśnie tak wyglądała nieco egzotyczna starość Paula Bowlesa, pisarza, kompozytora i podróżnika zafascynowanego Tangerem. Bowles jako nastolatek opuścił Stany Zjednoczone, by już do końca życia mieszkać poza krajem. Autor trzech powieści, w tym jednej zekranizowanej, licznych opowiadań, tłumacz literatury marokańskiej, słowem ktoś niebanalny. Starość kogoś takiego, jego doświadczenie, dzięki któremu recenzuje on współczesność…. Przyznacie chyba, ze to spora pokusa?
Dzienniki Bowlesa pisane były pod koniec lat osiemdziesiątych. Nikt nie myślał jeszcze o upadku irackiego dyktatora, Stany Zjednoczone były co prawda znienawidzone, ale względnie bezpieczne przed zagrożeniem ze strony fundamentalizmu islamskiego, nie było jeszcze uprzykrzających wypoczynek telefonów komórkowych, złodzieja czasu o nazwie internet…
Cóż więc zajmowało Bowlesa w opisywanych dziennikiem latach? Przede wszystkim ocena mniej lub bardziej udanych wydań jego książek. Pisarza musiały boleć niestaranne czasami tłumaczenia, czy niezbyt estetyczne okładki, dodatkowo do szewskiej pasji doprowadzały go niezapowiedziane wizyty wielbicieli, który często wykazywali się niesłychaną pomysłowością, by do niego dotrzeć. Najbardziej pomysłową okazała się pewna Niemka która, podawała się za jego nieślubną córkę.
Takie anegdoty przeplatają się z niepokojem Pisarza o przyszłość. Pisarz zastanawiał się nad sensem wykonywanego zawodu. Czy za sto lat ktokolwiek będzie umiał czytać? Czy będzie wtedy trwały nośnik, na którym zostaną zapisane jego myśli? Bowles ma prawo do obaw. Przysłany mu egzemplarz „Szatańskich wersetów”, sprowadza na niego kłopoty. Od tej pory kierowane do niego przesyłki są kontrolowane, a niektórzy z jego znajomych patrzą na niego z podejrzliwością. Bowles jeszcze tego nie mógł wiedzieć, ale my dzisiaj wiemy, że był oto świadkiem religijnej islamskiej wrażliwości. Wrażliwości wręcz fanatycznej, brutalnej i nietolerancyjnej. Takiej, której się my wszyscy boimy.
