
Christian Eisert wyruszył na poszukiwanie mitu swego dzieciństwa. Była to tęczowa zjeżdżalnia wodna, budowla, którą nakazał wybudować Kim Ir Sen. Przewiduje, że będzie to podróż do najdziwniejszego kraju świata, nie wie jednak, jak wiele demonów przeszłości może ona obudzić. Eisert bowiem urodził się i wychowywał w NRD.
REKLAMA
Totalitaryzm, system rządów oparty na całkowitej władzy nad społeczeństwem. Narzędziami władzy jest monopol medialny, propagandowy i partyjny. Władcy totalitarni obok terroryzowania potencjalnych przeciwników politycznych, odhumanizują ich w oczach społeczeństwa pry pomocy akcji reedukacyjno-propagandowych. Cechą totalitaryzmu jest sztywny podział na dwie grupy – my i oni. My to grupa mająca monopol na patriotyzm, dobro i rację. Oni to sprzedawczycy, stojący zawsze tam, gdzie niegdyś stało ZOMO. Rządy totalitarne nie lubią dyskusji, odmiennego zdania, a co za tym idzie, wolności. Człowiek wolny jest rzeczywistym wrogiem totalitaryzmu. Człowiek wolny zakłada bowiem prawo do wolności innych ludzi, wolności wyboru stylu życia, przekonań i upodobań, mieszczącej się w ramach dozwolonych prawem. Człowiek wolny nie narzuca swoich przekonań czy swego kodeksu moralnego innym ludziom i nie chce też, by cokolwiek było mu narzucane. Wreszcie człowiek wolny wierzy w demokracje, a przeraża go poparcie dla ludzi, którzy w demokrację nie wierzą.
Takie właśnie myśli chodziły mi po głowie, kiedy czytałem książkę Christiana Eiserta. Otrzymałem bowiem relację z podróży do skansenu totalitaryzmu. Autostrady bez samochodów, wieżowce bez wind i bieżącej wody, przerwy w dostawie energii, obowiązkowe, wiernopoddańcze pokłony przed wizerunkami przywódców kraju, orwellowska nowomowa i powszechne poczucie inwigilacji. Wszystko to znamy z mediów, podobnie jak głód, który w państwie Kimów jest elementem życia większości ludzi. Wszystko to było mi znane z przekazów medialnych. Dlaczego wiec ta książka zrobiła na mnie aż takie wrażenie?
Takie właśnie myśli chodziły mi po głowie, kiedy czytałem książkę Christiana Eiserta. Otrzymałem bowiem relację z podróży do skansenu totalitaryzmu. Autostrady bez samochodów, wieżowce bez wind i bieżącej wody, przerwy w dostawie energii, obowiązkowe, wiernopoddańcze pokłony przed wizerunkami przywódców kraju, orwellowska nowomowa i powszechne poczucie inwigilacji. Wszystko to znamy z mediów, podobnie jak głód, który w państwie Kimów jest elementem życia większości ludzi. Wszystko to było mi znane z przekazów medialnych. Dlaczego wiec ta książka zrobiła na mnie aż takie wrażenie?
Stara ludowe porzekadło mówi, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Najłatwiej jest przyzwyczaić się do tego, co jest nam znane. Eisert urodził się i wychowywał w NRD, tak wic szybko pojął reguły życia w Korei. Nie wychylać się, poddawać się sugestiom przewodników, nie spierać się o drobiazgi i przyjmować za swój styl przekazu gospodarzy. Wszedł więc na kilka dni w skórę obywateli państwa Kimów, z tą jedynie różnicą, że nie musiał doświadczyć wszystkich niedogodności ich życia. Łatwość, wręcz naturalność z jaką przyjął on te reguły uświadomiła, że wielu ludzi skłonnych jest porzucić idee wolności osobistej w zamian za poczucie bezpieczeństwa czy opieki. Względnie pełna miska, przekonanie o tym, że niedostatek jest powszechny, a co za tym idzie, nie ma różnic klasowych, przekonanie o silnym przywódcy, który wzmacniać będzie znaczenie kraju na arenie międzynarodowej, grając na nosie organizacjom humanitarnym czy finansowym jest również marzeniem wielu Polaków. Obserwując dyskusje przedwyborcze można było zaobserwować w internecie wiele komentarzy, w których wyrażana była tęsknota za „silnym władcą Polski”. Nie podejrzewam oczywiście komentatorów o świadomą rezygnację z wolności, czy chęć uczynienia z Warszawy drugiego Pjongjangu, dostrzegam jednak niebezpieczeństwo autorytarnych rządów, które mogą prowadzić do totalitaryzmu.
Odwiedźmy może, wraz z Eisertem Koreę Północną. Pośmiejmy się z koreańskiej nowomowy, spójrzmy na szare miasta, ozdobione jedynie plakatami nawołującymi do kroczenia drogą wytyczoną przez Przywódcę i zastanówmy się nad tym, czy chcielibyśmy żyć w podobnej rzeczywistości. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy zapominają o tym, że prawo do osobistej wolności jest dla człowieka najważniejsze.
