
Szczęście, czy społeczna przydatność? Wewnętrzny spokój, czy spełnienie obowiązku? To pytanie wydaje się padać na każdej stronie tej książki. A jednocześnie Autor pokazuje nam jak złudne jest nasze przekonanie o tym, że cokolwiek zależy od naszej woli.
REKLAMA
Homer Wells jest wychowankiem nietypowego sierocińca. Do jego murów przybywają kobiety, by pozbyć się problemu jakim jest niechciane dziecko. W tym miejscu mogą w sterylnych warunkach dokonać aborcji, lub pozostawić noworodka. Grupką niechcianych dzieci opiekuje się doktor Larch, głęboko nieszczęśliwy, samotny mężczyzna przekonany o tym, że prawny zakaz aborcji stanowi niebezpieczeństwo dla kobiet. Postawione pod murem konieczności przeprowadzą ją bez względu na grożące im niebezpieczeństwo, a świadomy takiej alternatywy lekarz nie ma prawa zasłaniać się własnymi przekonaniami. Lekarz nie ma bowiem prawa oceniać decyzji pacjenta od strony moralnej, może jednak i a prawo do oceny medycznej. Jednocześnie doktor Larch jest troskliwym opiekunem pozostawionych pod jego opieką dzieci. Zdaje sobie jedna sprawę z tego, ze prawdziwym miejscem, gdzie powinny się wychowywać jest rodzina. Dlatego częstymi gośćmi w sierocińcu były małżeństwa pragnące adoptować dzieci. Pary bezdzietne lub te, które szukają darmowej pomocy w domu, sklepie czy na farmie. Nic dziwnego, że czasami dzieci wracały pod opiekę Larcha. Homer Wells wracał trzy razy zanim Larch uznał, że jego miejscem jest sierociniec.
Larch przekazuje Homerowi całą swą wiedzę stając się dla chłopca jedyną znaną namiastką ojca. Wiedzy chłopca o medycynie mógłby pozazdrościć niejeden lekarz. Homer jest dokładny, staranny i cierpliwy. Byłby dobrym lekarzem jednak instynktownie wzdryga się przed wykonywaniem tego zawodu. Wydaje się więc, że Homer do końca życia będzie opiekunem młodszych sierot. Przyszedł jednak dzień, który zmienił wszystko. To dzień, w którym do doktora Larcha przybywa Wally i Candy. Ten dzień skłonił Homera do wyjazdu nad ocean, gdzie poznał pracę w owocowych sadach, nauczył się pływać, poznał smak domowego ogniska, przyjaźni, seksu i zaznał ojcowskiej miłości. Ten dzień zmienił wszystko, a Homer jak na rasowego sierotę przystało brał wszystko, co oferował mu los, w taki jednak sposób by nikogo nie skrzywdzić. Jednak to sierociniec był prawdziwym domem Homera, dlatego po latach wrócił do niego, by zastąpić doktora Larcha.
Ta smutna, ale jakże piękna książka każe nam zastanowić się nad naszymi poglądami, bezkompromisowością w ocenie innych ludzi i przekonaniem o słuszności naszych wyborów. A przecież kubeł zimnej wody jeszcze nikomu z nas nie zaszkodził?
