
Są powieści, o których, po skończeniu lektury, można powiedzieć „Genialna”. I to w zasadzie wszystko, co czytelnik wykrztusi, lekko onieśmielony i zaskoczony książką, którą miał jeszcze przed chwilą w ręku. Taka właśnie jest „Koronkowa robota”.
REKLAMA
Oto czytający widzi przed sobą Camille’a Verhoevena, sumiennego policjanta, którego metody jeszcze nigdy nie zawiodły. Mógłby go uznać za kolejnego typowego służbistę w niczym nie odróżniającego się od reszty kolegów, gdyby nie jego wołodyjowski wzrost. Ten zaś utrudnia mu funkcjonowanie na co dzień, nie wspominając o powszechnym zainteresowaniu jaki wzbudza. To czego poskąpiła mu natura – a raczej uzależniona matka – nadrobił, stając się jednym z najlepszych paryskich śledczych.
Śledztwem zaś, które rozpoczyna początek końca – koniec początku – kariery Camille’a – jest poszukiwanie mordercy o równie bujnej wyobraźni, co uporze. Morderca tym groźniejszy, że jest miłośnikiem powieści kryminalnych. Zespół Verhoevena ma coraz mniej czasu, aby odkryć tok rozumowania szalonego książkoholika i złapać mordercę, zanim znów zaatakuje.
Prócz poszukiwań autora kolejnych zbrodni, Pierre Lemaitre ukazał, jak łatwo zaciera się granica pomiędzy polowaniem na mordercę a obsesją. Do tego wykorzystanie w sumie dość ogranego motywu książki w książce w oryginalny sposób – poprzez kolejne zatarcie granicy pomiędzy powieścią a powieścią w powieści.
Prócz poszukiwań autora kolejnych zbrodni, Pierre Lemaitre ukazał, jak łatwo zaciera się granica pomiędzy polowaniem na mordercę a obsesją. Do tego wykorzystanie w sumie dość ogranego motywu książki w książce w oryginalny sposób – poprzez kolejne zatarcie granicy pomiędzy powieścią a powieścią w powieści.
„Koronkowa robota” otwiera trylogię opowiadającą o losach Camille’a Verhoevena. Jedne z najmroczniejszych kryminałów, które zostały napisane w ostatnich latach. Powieści jedynie dla czytelników o bardzo mocnych nerwach. Osoby, które sięgnęły po tę książkę przez przypadek – tak jak ja – może czekać niemiła niespodzianka, choć nawet one dostrzegą kunszt powieści.
A ten jest wart dostrzeżenia i pochwały. Język piękny, niezwykle poetycki, co należy do miłej odmiany po warsztacie co poniektórych pisarzy kryminalnych. A to nie jest jedyna zaleta książki. Autor miał świetny pomysł, a to w połączeniu z genialną realizacją i idealnym wyczuciem Pierre’a Lemaitre’a co do budowania napięcia i rozwoju akcji. Świetny kawałek prozy. Choć tylko dla czytelników o silnym żołądku.
Marta Kraszewska
