Mohamedou Ould Slahi
Dziennik z Guantanamo
Mohamedou Ould Slahi Dziennik z Guantanamo Wydawnictwo Muza

"Mauretańskie podanie ludowe opowiada o człowieku panicznie bojącym się kogutów, który zawsze, kiedy natykał się na koguta, niemal tracił rozum. – Dlaczego tak bardzo boi się pan kogutów? – pyta go psychiatra. – Kogut myśli, że jestem ziarenkiem zboża. – Nie jest pan ziarenkiem. Jest pan wielkim mężczyzną. Nikt nie może wziąć pana za maleńki kłos zboża – powiedział psychiatra. – Ja o tym wiem, panie doktorze, ale kogut nie. Pańskim zadaniem jest pójść do niego i przekonać go, że nie jestem ziarenkiem. Mężczyzny nigdy nie udało się uleczyć, ponieważ rozmowa z kogutem jest niemożliwa. Koniec historii. Od wielu lat staram się przekonać rząd USA, że nie jestem ziarenkiem zboża."

REKLAMA
Moahemdou Ould Slahi jst jednym z tych więźniów, z którymi administracja amerykańska nie wie, co ma zrobić. Uwięziony kilkanaście lat temu siedzi bowiem bez postawionych zarzutów, bez orzeczenia sądowego, bez procesu. Trzymany w bazie wojskowej poza terytorium kraju, który szczyci się poszanowaniem wolności jednostki i praw człowieka stanowi dowód na stosowanie podwójnych standardów i obłudy administracji zarówna Busha jak i Obamy, a jego historia winna zawstydzić wszystkich przedstawicieli dumnego świata cywilizacji zachodniej. Cywilizacji, która właśnie udowodniła, że nie jest godna określać się mianem spadkobierców demokracji greckiej i praworządności zgodnej z zasadami prawa rzymskiego.
Będę szczery, nie dowierzam do końca szczerości wyznania Mohamedou Ould Slahiego. W jego relacji, zwłaszcza jeśli chodzi o udział w wojnie afgańskiej, jest wiele luk i niedomówień, których nie sposób wytłumaczyć ingerencją cenzury. Mam wrażenie, że Autor stara się cos ukryć przed czytelnikiem i nie dziwi mnie to. Każdy z nas jest bowiem ideałem we własnoręcznie spisanym życiorysie. Mohamedou zachowuje poza tym prawo każdego postawionego przed sądem, prawo do milczenia w sprawach, które mogą mu zaszkodzić. Jest jednak coś, co każe mi stanąć po jego stronie, a tym czymś jest elementarne poczucie sprawiedliwości. Nie mówię tu o tak zwanym ludowym poczuciu sprawiedliwości, które jest takim samym wynaturzeniem sprawiedliwości, jakim była demokracja ludowa wynaturzeniem samej demokracji. Wiem, że za chwilę mogę dowiedzieć się, że bronie terrorystę, że jego prawa wyżej cenię, niż prawa ofiar 11 września, wiem, że wielu wyśle mnie do talibów lub ISIS. Któż jednak z moich adwersarzy może powiedzieć ze stuprocentowym przekonaniem, że Mohamedou jest winny? Czy o winie może przesądzać wyznanie lub nieodpowiednie znajomości? Czyż można dopuścić niebezpieczny precedens przetrzymywania w więzieniu człowieka, którego wina nie została udowodniona?
Więzienia CIA jeszcze nie raz będą odbijały się czkawką przedstawicielom naszego świata. Lokalizowane w krajach o dość swobodnym stosunku do praw człowieka urągają poczuciu sprawiedliwości. Nie jest przypadkiem, iż żadne z nich nie było zlokalizowane na amerykańskiej ziemi. To w Bagram, gdzie mieli być przetrzymywani jedynie więźniowie, w Jordanii, wreszcie w Kiejkutach i Guantanamo. Wszystkie, z wyjątkiem tego w Polsce, poznał Autor tej książki, wszystkie one są swoistą szkołą braku zaufania do intencji Zachodu wobec świta muzułmańskiego, wreszcie też powinny być sygnałem alarmowym dla każdego, kto ceni sobie wolność i praworządność. Któż bowiem zagwarantuje nam, ze to my nie zaczniemy więzieni bez sądu, postawieni w sytuacji godnej Józefa K?
Pomyślmy o tym czytając cenzurowaną przez Amerykanów relację Mohamedou Ould Slahiego.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?