
„... bo rozum, bez względu na to, ile dobrego można o nim powiedzieć, ma pewną wielką słabość, a mianowicie do właściwego funkcjonowania potrzebuje pewnego dystansu” [tom 1]
REKLAMA
Dzieciństwo nie zawsze jest okresem wypełnionym tylko beztroską zabawą i odkrywaniem uroków życia. Wie to aż za dobrze Karl Ove Knausgård, który w trzeciej części autobiograficznej „Mojej walki” opowiada o swoim dorastaniu w cieniu ojca.
Trzeci tom „Mojej walki” rozpoczyna się od wprowadzenia się do nowego domu młodej rodziny z dziećmi. Ośmiomiesięczny wtedy Karl Ove wkrótce zaczyna zaznajamiać się z życiem na wyspie Trom. Autor opisuje pierwszych znajomych, zabawy ze starszym bratem. Szkołę, pierwszą miłość, wakacje, dziecięce wybryki. To ta bardziej pozytywna strona medalu.
Druga jest o wiele bardziej dramatyczna, przygnębiająca, ale jednocześnie zdecydowanie lepiej napisana. Karl Ove pisze o swoich trudnych relacjach z ojcem. O mobbingu ze strony rodziciela, o tym jak początkująco otwarte dziecko staje się znerwicowane i płaczliwe. Kolejne anegdotki, historie w zasadzie ukazują, dlaczego reakcje autora w tomach poprzednich na jakiekolwiek wspomnienie o ojcu były takie, a nie inne. Ale chyba o wiele trudniejsze są po prostu wtrącenia Karla Ovego – te słowa z pozoru niewinne „nie chciałem aby tata był zły” , które pojawiają się niby mimochodem. Dopiero gdy czytelnik uświadomi sobie, ile tego typu wyrażeń znajduje się w tekście, dopiero wtedy można pojąć ogrom zła, które ojciec wyrządził swojemu synowi.
Ciekawym zastosowaniem było także użycie stylu dziecięcego. Możliwe, że to jedyna okazja, by spojrzeć na autora jako na dziecko. I zrozumieć go lepiej. Dlaczego stało się to, co się stało w poprzednich tomach – jego chroniczny brak wiary w siebie czy też próbę samobójstwa. Spojrzenie na swoje życie oczyma dziecka pomaga całej sadze. Ale wydaje się, że pomogło też autorowi. Że owe sześć tomów stało się formą autoterapii dla pisarza – choć, cóż skończyło się skłóceniem z całą rodziną. I gdy to sobie czytelnik uświadomi, cała „Moja walka” staje się prawdziwsza.
Wydaje się, że długość powieści wpłynęła pozytywnie na odbiór dzieła. Dzięki temu, że „Moja walka. Powieść. Tom trzeci” jest o wiele krótsza od swoich poprzedniczek, natłok treści został o wiele lepiej skumulowany. Te tylko 500 stron sprawiło także, że czytelnik musi znosić mniejszą ilość zdań zapychających całość. Oczywiście, nadal jest tego sporo w książce – cóż, najwidoczniej Knausgård ma taki styl pisania – ale wszystko zmierza ku lepszemu. Ma jeszcze całe trzy tomy, by zjednać do siebie wszystkich dotąd nieprzekonanych.
Marta Kraszewska
1
