
Który pisarz nie chciałby napisać bestselleru, książki, którą czytałyby tysiące ludzi, książki, która uczyniłaby go sławnym i bogatym? Oczywiście by napisać taką książkę trzeba wbić się w gust czytelników, mieć talent być pracowitym i wpaść na genialny w swej prostocie pomysł. Ten ostatni należy jednak zachować w tajemnicy, zazdrośnie, zwłaszcza przed konkurentami. Zazdrość drugiego pisarza może być wręcz zabójcza.
REKLAMA
Lata swej świetności Tytus Jensen może jedynie wspominać z nostalgią. Tantiemy za wydawane wcześniej książki nie zapewniają mu wygodnego życia i zaspokojenia licznych nałogów. Literat chałturzy wręcz, rozmieniając swój talent na drobne. Jego życie jest wiec smutne i szare, a jedyny w nim baśniowy element płynie z butelek alkoholu. Pewnego dnia jednak nasz bohater wpada na pomysł napisania najlepszej książki na świecie.
Praca nad książką wymaga jednak samodyscypliny. Tej jednak Tytusowi brakuje, na szczęście twarde warunki kontraktu z wydawnictwem wymuszają u Tytusa uregulowanie trybu życia, a nade wszystko odstawienie wszelkich używek. Tytus zaczyna pracować jak szalony dowodząc tym samym, że potrafi żyć swoją pracą. Powstaje książka, która będzie jednocześnie poradnikiem, zbiorem przepisów kulinarnych, a także świetnym kryminałem. W tę pozorną sielankę wkrada się jednak świadomość, że oto ktoś pozbawiony Tytusowego talentu próbuje wykraść mu jego pomysł. Nasz bohater nie wie, że chory z zazdrości Eddie nie cofnie się przed niczym.
Książka Petera Stjernstroma jest satyrą na otaczający nas świat. Gdzieś daleko odrzuciliśmy upodobanie do literatury pięknej i sięgamy po poradniki, dzięki którym chcemy przemodelować własne życie. Szukamy recepty na odchudzanie, na odnalezienie szczęścia, wewnętrznej równowagi i mordujemy czas czytając kryminały. Jednocześnie jednak chcemy być uznani za ambitnych, dlatego szukamy kryminału z drugim dnem. W tym właśnie kryje się sekret sukcesu skandynawskich kryminałów, z których tak okrutnie szydzi Autor.
Ale nie tylko kryminały i ich czytelnicy poddani zostali krytyce. Dostaje się po nosie również wydawcom, którzy gotowi są wykorzystać każdą okazję do wydania chodliwego gniota, rockmani, którzy starają się być na siłę oryginalni, autorzy psychologicznych poradników, którzy doprowadzają do depresji swoich czytelników, lekarze, których dzieci muszą symulować choroby, by wreszcie znaleźć się w centrum zainteresowania. Peter Stjernstrom nie oszczędza nikogo, choćby po to, by czytelnik, śmiejąc się, uświadomił sobie, że oto śmieje się z samego siebie.
A kiedy wreszcie skończymy lekturę, stanie przed nami pytanie czy pod tym humorem nie kryje się drugie dno kolejnego poradnika?
.
.
