
To, co widziałem, tego człowiek nie powinien widzieć, nie powinien o tym wiedzieć.
REKLAMA
Przyznam, że po raz pierwszy od wielu lat nie wiem co powiedzieć o przeczytanej książce. Jakimi bowiem słowami streścić osiemnaście lat życia człowieka, osiemnaście lat, z których każdy dzień był jego golgotą? W jaki sposób należałoby napisać wrażenia ze swoistego przewodnika po życiu maleńkiego trybika w machinie sowieckiego łagru? Co powiedzieć o opowiadaniach człowieka, dla którego każdy dzień mógł być ostatnim? Doprawdy nie wiem, ale za każdym razem, gdy myślę o tej książce czuję ucisk w gardle….
Wadim Szałamow, autor Opowiadań kołymskich wrogiem ludu był już z urodzenia. Jego ojcem był bowiem prawosławny duchowny. Oczywiście gdyby oderwał się od rodziny i stał się wiernym stalinistą, być może zostałoby mu zapomniane niewłaściwe pochodzenie. Wielu satrapów potrafi wybaczyć nawet największe zbrodnie od warunkiem wiernej służby i wykazywaniu własnej przydatności. Przy odrobinie szczęścia Szałamow mógłby więc uniknąć swego losu, gdyby nie to, że opowiadał się za realizacją testamentu Lenina.
Ta kontrrewolucyjna działalność trockistowska zaprowadziła Autora do łagru. Najpierw wyrok pięciu lat, który szybko został przedłużony. Po zwolnieniu z lagru okazało się, że Szałamow nie ma dokąd wracać. Jego małżeństwo się rozpadło, a córka wyparła się ojca. Tak dopełnił się los łagiernika, który co prawda podjął jeszcze próby poukładania sobie życia, ale raz złamane ciążyło mu do końca życia.
Pracę nad Opowiadaniami kołymskimi rozpoczął Szałamow już w 1954 roku. Była swoistym powrotem do wyniszczającej rzeczywistości, dlatego musiała trwać długo, bo aż do 1973. Już pierwsze opowiadanie wyjaśnia nam dlaczego nie mogły ukazać się w Związku Radzieckim. Wszyscy, którzy uznali, że Sołżenicyn nimi wstrząsną, a nie czytali Szałamowa winni wyobrazić sobie, że oto otrzymują podwojonego Sołżenicyna.
Dlaczego ta książka aż tak bardzo wstrząsa? Zazwyczaj spisywana po latach relacja zawiera martyrologię ze śladami nadziei. U Szałamowa tego nie dostrzeżemy. Więzień żyje dniem dzisiejszym, a wszystko co go spotyka jest jego zwykłym elementem. Więzień obojętnieje na krzywdę zarówno swoją, jak i innych. Zabity został kolega? Trzeba znaleźć kogoś innego z kim jutro można stanąć do pracy, teraz jednak trzeba iść spać, by mieć siły na przeżycie następnego dnia. Dostałem w paczce buty? Nie mogę ich zabrać do baraku, inni zabiorą, mogę je wymienić na chleb i cukier, ale i to muszę zjeść szybko, aby nie zabrali. Więzień skazany wieczorem na śmierć wyrzuca sobie, że tego ostatniego ciężko pracował, a przecież mógł odpocząć. W tym odhumanizowanym świecie wszystko stoi na głowie i chyba tylko ten, kto nie chce stracić nadziei wie, że prawdziwą łaską jest podarcie listu skierowanego do innego więźnia. Listu, w którym dziecko wypiera się ojca.
Łagier pozostawił w psychice Autora ślad na całe życie. Nigdy nie przestał gromadzić kawałków chleba czy obwiązywać szyję ręcznikiem, w obawie przed złodziejami. Bowiem z Kołymy nigdy się nie wychodzi.
A każdy z nas, kto przeczyta Szałamowa, poczuje zupełnie inaczej smak chleba i doceni rozkosz ciepła.
